Test: Honda HR-V 1.6 i-dtec i czterech wspaniałych…

Tym razem aż czterech redaktorów Moto Pod Prąd miało okazję lepiej poznać się z Hondą HR-V. Pojeździliśmy nią po swoich ulubionych drogach, zwiedziliśmy trochę kraju i postaliśmy w korkach. Sprawdźcie, czy crossover Hondy da się lubić.

Gdyby powstała lista “Najciekawsze samochody świata”, prawdopodobnie Honda HR-V znalazłaby się tam na dość odległej pozycji. O ile w ogóle. Również w albumach poświęconych najpiękniej stylizowanym autom prawdopodobnie o niedużej Hondzie nie byłoby nawet wzmianki. Autorzy wydawnictw traktujących o osiągach, prowadzeniu na torze i zawiłościach inżynieryjnych pewnie nawet nie wiedzą, że HR-V istnieje.

No cóż. Ten model jest niczym dobry, japoński pracownik. Skromny, nierzucający się w oczy, ale solidny i pokazujący swoje zalety przy bliższym poznaniu. A na to mieliśmy sporo czasu, ponieważ tym razem Honda zagościła w naszym redakcyjnym garażu aż na dwa tygodnie. To oznaczało, że czterech redaktorów mogło wziąć Hondę do siebie i pojeździć nią wszędzie tam, gdzie potrzebowali lub chcieli się dostać.

To długi i wymagający test, który sprawdzał tak oczekiwaną w tym segmencie wszechstronność samochodu. W dodatku jeśli auto jest w rękach jednego testującego, musi przekonać do siebie wyłącznie jego. A tutaj Hondę sprawdziło Czterech Wspaniałych. Każdy z nich ma swój gust, swoje upodobania i potrzeby. To nie był łatwy sprawdzian dla tego niepozornego, niebieskiego samochodu. Czy udało mu się przeciągnąć nas na swoją stronę?

Zanim przejdziemy do rzeczy i każdy z nas wypowie się o tym, co docenił w HR-V, a czego w niej nie znosił, parę słów o samym egzemplarzu.

Pod maską niebieskiej Hondy pracował ropniak o pojemności 1.6 litra i mocy 120 KM. Moc na przednie koła przenosiła sześciobiegowa, ręczna skrzynia. Maksymalny moment obrotowy to 300 NM. Wersja wyposażenia testowego egzemplarza została nazwana Elegance. Ma już m.in. nawigację, asystenta pasa ruchu czy system rozpoznawania znaków drogowych. Do “kompletu” brakuje jednak np. reflektorów LED, kamery cofania czy systemu bezkluczykowego. Te elementy są dostępne w droższej wersji Executive. Cena testowanego egzemplarza to niemal okrągłe sto tysięcy złotych.

Zazwyczaj po takim opisie przechodzimy w testach do skomentowania każdego z tych elementów. Opisujemy wygląd, prowadzenie i omawiamy przestronność wnętrza, by zakończyć refleksją na temat konkurentów i ceny. W przypadku tego tekstu nie będę wyręczał moich kolegów. Pozostawię suche dane i niech teraz każdy doda tutaj swoją historię. Taką, jaką tylko chce.

Zacznę od siebie. Pora na moją opowieść.

Moim zdaniem: Mikołaj Adamczuk

Mikołaj AdamczukZabrałem HR-V do Trójmiasta. Zrobiłem to, bo uwielbiam mieć piasek w butach, a wiatr wiejący od morza dodaje mi chęci do życia. Bałem się jednak, że gdy wybiorę dojazd z Warszawy autostradą, Honda pokaże wszystkie swoje najgorsze cechy. Że podwyższone nadwozie spowoduje hałas i zwiększone spalanie, a silnikowi będzie brakowało pary podczas udziału w peletonie na lewym pasie. Rozważałem nawet podróż starą drogą krajową, ale w końcu rozsądek wygrał i pojechałem najpierw zatłoczonym A2 do Strykowa, a później – na północ – niemal pustą autostradą aż do samego Trójmiasta.

Obawy się nie sprawdziły. Co prawda w kwestii hałasu nie jest idealnie, ale jeżeli poruszamy się mniej więcej przepisowo, jeszcze nie będziemy narzekać. Podobnie jest ze zużyciem paliwa. Przy spokojnej jeździe – może rzeczywiście raczej na krajówce, niż na autostradzie – jesteśmy w stanie uzyskać niewiarygodne wyniki, nawet z “trójką z przodu”. Na autostradzie mniej więcej do 150 km/h spalanie wynosi około 6.5-7 litrów. Dopiero później mocno wzrasta, temperując zapędy kierowcy skuteczniej, niż groźba mandatu.

Czy płacimy za to ospałością auta? Na szczęście zupełnie nie. 120 konny dieselek to idealne źródło napędu dla tego samochodu. Jest żywy i elastyczny, a mocy nigdy nie brakuje. Do codziennej jazdy wystarczy. Jasne, że czasami z utęsknieniem spoglądałem na mknące lewym pasem limuzyny z 3 litrowymi dieslami, ale umówmy się – w HR-V naprawdę nie potrzeba niczego więcej.

Pozytywnie zaskoczyło mnie prowadzenie. HR-V jeździ neutralnie i przyjemnie, nie strasząc kierowcy przechyłami nadwozia. W dodatku nie uważa za konieczne informowanie podróżnych o każdej napotkanej nierówności. Jest miękko i wygodnie, a zwiększony prześwit przydał mi się podczas dojazdu do miejsca noclegu w Gdyni. To było samo centrum miasta, ale osiedlowa uliczka prowadząca na parking była tak wyboista, że gdybym przyjechał Ferrari, ja wróciłbym w kołnierzu ortopedycznym, a auto nie miałoby kół i zawieszenia.

Wielki plus za skrzynię biegów. Co prawda w aucie tego typu chętniej widziałbym automat, ale ta ręczna przekładnia jest świetna. Skok lewarka krótki jak w dobrym aucie sportowym, precyzja doskonała, a umieszczenie samego mechanizmu wygodne. Tego się w crossoverze nie spodziewałem – lubię takie niespodzianki!

Czy w takim razie zakochałem się w HR-V tak mocno, jak w zaokrąglonych balkonach gdyńskich modernistycznych kamienic? Niestety, jestem płytki jak… no, zdecydowanie płytszy niż nasze morze. A więc patrzę na wygląd. Ten zupełnie mi się tu nie podoba. Co gorsza, w środku jest równie słabo. Materiały, wzory i stylistyka przypominają, że lata 90. wcale nie były tak dawno temu. Można poczuć się jak na koncercie największych przebojów sprzed dwóch dekad – tyle że dodano błyszczący czarny plastik, który się brudzi.

Oaza względnej nowoczesności, czyli system multimedialny, budzi mieszane uczucia. Z jednej strony dobra i czytelna nawigacja, z drugiej niepotrzebne zawiłości w obsłudze wszystkiego innego – od radia po komputer pokładowy. No i ten system jakoś nie mógł polubić się z moim telefonem, co chwilę rozłączając połączenie Bluetooth. Denerwujące.

Co jeszcze? Tylna kanapa jest niewygodna, co donosili mi jadący tam pasażerowie.

Podsumowanie? Podróż pełna miłych zaskoczeń. Ale miłości z tego nie będzie. Moje serce pozostaje zimne, jak Bałtyk w październiku.

Pod moją opinią kilka zdjęć z nadmorskich przygód Hondy. Fot. Dominika Szablak.

Ocena Mikołaja:

Wygląd: (6 / 10)
Wnętrze: (6 / 10)
Silnik: (7 / 10)
Skrzynia: (9 / 10)
Przyspieszenie: (7 / 10)
Jazda: (7 / 10)
Zawieszenie: (8 / 10)
Komfort: (8 / 10)
Wyposażenie: (7 / 10)
Cena/jakość: (7 / 10)
Ogółem: (72/100)

 

Moim zdaniem: Adam Gieras

Adam GierasTo już moje drugie spotkanie z HR-V, ale wcześniej testowałem benzynę 1.5 130 KM. Czy pokochałem to auto? Nie. Ale uważam, że ma naprawdę dużo sensu. Tyle że nie wiem, czy przekona do siebie kogoś, kto od samochodu oczekuje stylu i niesamowitych doznań. Chociaż… o ile z zewnątrz wieje sandałem, to wnętrze przypomina mi trochę czasy Hond z lat 90-tych – dla mnie to duży plus. W sumie szkoda, że producent nie zdecydował się pójść do końca tym tropem i wstawił średnio przyjemne w obsłudze ekrany LCD, ale poza tym – przejrzystość, operowanie przyciskami, pozycja za kierownicą i wygoda użytkowania są na naprawdę wysokim poziomie. To, co mnie szczególnie urzeka w Hondzie to świetny, krótki lewarek skrzyni biegów, który magicznie klika – zupełnie jak w sportowych autach lat 90-tych. No i niezastąpione “magic seats” – podnoszone i dzielone siedzisko kanapy (szkoda, że Honda już z tego rozwiązania zrezygnowała). Dzięki temu przewożenie wysokich przedmiotów to dziecinna igraszka.

Jazda HR-V jest bardzo przyjemna i naprawdę ciężko od auta o posturze crossovera wymagać czegoś więcej. Układ kierowniczy działa pewnie i intuicyjnie, zawieszenie to kompromis między wygodą, a wyczuciem tego, co dzieje się pod autem, do tego prosta budowa zawieszenia będzie nie tylko trwała (żeby nie powiedzieć wieczna) jak i tania w przyszłych naprawach. Wszystko to połączone z wygodą siedzeń oraz silnikiem współpracującym z rewelacyjną 6-biegową skrzynią sprawia, że 1000 km jednego dnia tym autem nie stanowi żadnego wyzwania. I w dodatku jest tanie! Honda nieproszona o szybką jazdę potrafi spalić nawet poniżej 4 litrów na 100 km! I jest to wynik powtarzalny. A wszystko to przy więcej niż akceptowalnych osiągach.

Podsumowanie? Fajne auto na lata dla tych, którzy zaufanie do samochodu, jego prostej budowy i niezawodności przekładają nad stylistyczne detale. Osobiście wybrałbym benzynę, bo świetny 120-konny silnik diesla za bardzo winduje cenę auta. Benzyna za plus-minus 75 tys zł. to jedna z lepszych ofert na rynku w tej klasie!

Ocena Adama:

Wygląd: (6 / 10)
Wnętrze: (7 / 10)
Silnik: (9 / 10)
Skrzynia: (10 / 10)
Przyspieszenie: (7 / 10)
Jazda: (8 / 10)
Zawieszenie: (7 / 10)
Komfort: (8 / 10)
Wyposażenie: (8 / 10)
Cena/jakość: (7 / 10)
Ogółem: (77/100)

 

Zapraszamy do subskrybowania naszego kanału na YouTube: Kanał MotoPodPrad.pl [Klik!]

 

Moim zdaniem: Bartosz Kowalczyk

Bartosz KowalczykOstatni tydzień studenckich wakacji, ostatnie promienie słońca i kończącej się wolności mogą łatwo wprowadzić w podły nastrój, więc ja świeżo odebraną Hondą HR-V wybrałem się na Mazury, czyli tam, gdzie zawsze chętnie wracam i gdzie czuję się najlepiej. Muszę przyznać, że te wyjątkowe chwilę planowałem trochę w ciemno, podobnie jak wcześniej nie miałem okazji przyjrzeć się dziełu japońskiego producenta.

Pierwsze wrażenie? Design HR-V nie zachwyca, a gdybyśmy pokusili się o porównanie do kosmicznie wyglądającego Civica, tego crossovera moglibyśmy uznać za nijakiego. Dla mnie to zdecydowany plus – Civic nie jest w moim typie. Umieszczenie HR-V w szufladce aut, które nie wyróżniają się na drodze, powoduje, że możemy spać spokojnie – auto nie będzie powodem, dla którego sąsiad zadzwoni do skarbówki z informacją “uprzejmie donoszę…”.

Może się wydawać, że auto nie przypadło mi do gustu – ale nic z tych rzeczy! Jako “daily” jest dokonały. Wysoko zawieszona karoseria, zwarte i kompaktowe kształty, przestronna kabina i pojemny bagażnik z możliwością zwiększenia przestrzeni ładunkowej kilkoma ruchami, to obecnie standard, ale Honda prawdziwą broń skrywa pod maską. 1.6 diesel sprzężony z manualną przekładnią zdają się być idealnym połączeniem. Silnik zapewnia więcej niż zadowalającą dynamikę, a skrzynia jest wisienką na torcie (teraz mówi się truskawką – przyp. Adam). Poczynając od lewarka,  który ma fajny kształt i krótki skok, a skończywszy na bardzo precyzyjnym wbijaniu kolejnych przełożeń. Narzekać możemy jedynie na delikatnie głośny silnik, o charakterystycznym rytmie wygrywanym przez wysokoprężną jednostkę napędową, ale spalanie pociesza znakomicie. W cyklu miejskim bez problemu uzyskamy 5.5 litra, natomiast poranne korki z trudem podnoszą spalanie do 6 litrów. Poza miastem uda się jeszcze urwać ponad litr, a przy większych staraniach, naszym oczom ukazać się może najniższe zanotowane spalanie – Warszawa – Giżycko – 3.2 l/100 km!

Środek to japońska szkoła w czystej postaci – szaro, czarno i praktycznie. Intuicyjny ekran inforozrywki satysfakcjonuje, podobnie jak czytelne wskaźniki z radami ekojazdy, rozwiązane w postaci obwódki wokoło prędkościomierza. Czas znaleźć jakieś minusy – we wnętrzu można przyczepić się do słabej widoczności z tyłu auta. Jeśli fotel pasażera przedniego rzędu ustawimy maksymalnie do tylu, olbrzymi zagłówek zawęża pole widzenia między słupkami B i C. Kolejnym, nieco niezrozumiałym rozwiązaniem, jest umiejscowienie gniazda usb i zapalniczki samochodowej pod panelem konsoli centralnej – takie umieszczenie znacznie utrudnia dostęp, a nawet uniemożliwia korzystanie podczas jazdy.

Druga generacja HR-V daje wiele przyjemności i zdecydowanie, jako codzienne auto, sprawdza się na piątkę.

Ocena Bartka:

Wygląd: (6 / 10)
Wnętrze: (7 / 10)
Silnik: (8 / 10)
Skrzynia: (8 / 10)
Przyspieszenie: (7 / 10)
Jazda: (7 / 10)
Zawieszenie: (7 / 10)
Komfort: (6 / 10)
Wyposażenie: (7 / 10)
Cena/jakość: (7 / 10)
Ogółem: (70/100)

 

Moim zdaniem: Arek Jurczewski

Arek JurczewskiPozostała trójka zabrała Hondę HR-V w mniejsze lub większe trasy. Czułbym się nieswojo gdybym podążał z nurtem rzeki i tak jak oni wybrał się za miasto, dlatego moja część testu odbyła się tylko na ulicach miasta stołecznego. No dobra… tak szczerze mówiąc chętnie ulotniłbym się gdzieś dalej chociaż na parę godzin, ale niestety napięty terminarz nie pozwolił mi na jakąkolwiek wycieczkę. Pozostało mi zgrywać osobę alternatywną.

HR-V to dla mnie auto pełne przeciwieństw. W każdym z ważniejszych elementów zauważyłem plusy i minusy. Zawieszenie i układ kierowniczy z jednej strony dobrze wybierają nierówności i nie generują zbyt dużych przechyleń podczas pokonywania kolejnych zakrętów, z drugiej strony według mnie koła trochę ospale reagowały na polecenia wydawane przez nasze ręce za pośrednictwem kierownicy. Skrzynia biegów ma przyjemny, krótki skok lewarka, ale według mnie przełożenia w niej są zdecydowanie zbyt krótkie. W korkach, a głównie w nich się poruszałem, jest to mocno odczuwalne. Kolejnym z takich elementów jest silnik. Jednostka wyjątkowo ekonomiczna, Bartek udowodnił, że można zbić w niej spalanie do niewiele ponad 3 litrów na 100 kilometrów, a w zakorkowanym mieście wynik niewiele ponad 6 litrów to szczyt szczytów, ale… silnik jest głośny i nie zachwyca kulturą pracy.

Wnętrze auta ma w sobie tych “przeciwieństw” jeszcze więcej. Świetny system składania tylnych siedzeń, wygodne fotele, komfortowa pozycja za kierownicą, ładny panel obsługi klimatyzacji, sprawnie działający tablet i idealne spasowanie elementów gwarantujące brak skrzypienia oraz trzasków. To plusy. A minusy? Tablet owszem działa sprawnie, ale w ogóle nie współgra wizualnie z panelem klimatyzacji i tunelem środkowym. Dodatkowo złącza USB, 12V i HDMI umiejscowione zostały w bardzo trudno dostępnym miejscu. Rozgrzeszyłbym to, gdyby jedno ze złącz USB i 12V było “na widoku”, a schowane zostało drugie USB oraz HDMI. Cały wygląd auta jest jednak dla mnie na plus – zazwyczaj crossovery i SUVy zupełnie mi się nie podobają, a to auto jest proste i treściwe, nie ma się do czego przyczepić.

Podsumowując – jest to auto poprawne, ale tylko tyle. Nie urzekło mnie, ale też nie odrzuciło. Dziadkowi i wujkowi bym go polecił, tacie pewnie też, ale ja zdecydowanie nie trafiam w jego grupę docelową.

Ocena Arka:

Wygląd: (7 / 10)
Wnętrze: (6 / 10)
Silnik: (6 / 10)
Skrzynia: (7 / 10)
Przyspieszenie: (6 / 10)
Jazda: (7 / 10)
Zawieszenie: (8 / 10)
Komfort: (7 / 10)
Wyposażenie: (7 / 10)
Cena/jakość: (7 / 10)
Ogółem: (68/100)

 

Średnia ocena:

Wygląd: (6,3 / 10)
Wnętrze: (6,5 / 10)
Silnik: (7,5 / 10)
Skrzynia: (8,5 / 10)
Przyspieszenie: (6,8 / 10)
Jazda: (7,3 / 10)
Zawieszenie: (7,5 / 10)
Komfort: (7,3 / 10)
Wyposażenie: (7,3 / 10)
Cena/jakość: (7 / 10)
Ogółem: (71.75/100)

 

Dane techniczne:

Silnik: R4 turbodiesel

Pojemność: 1597 cm3

Moc maksymalna: 120 KM przy 4000 obr/min

Moment obrotowy: 300 Nm przy 2000 obr/min

Napęd: na przednie koła

Skrzynia biegów: manualna, 6 biegów

Przyspieszenie 0-100 km/h: 10,5 s

Prędkość max: 192 km/h

Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany): 6 / 4 / 5 (l/100 km) – test

Długość / Szerokość / Wysokość: 4294/1772/1605 mm

Rozstaw osi: 2610 mm

Masa własna: 1324 kg

Bagażnik: 453 l / 1026 l (po złożeniu siedzeń)

Pojemność zbiornika paliwa: 50 l

Cena wersji podstawowej: 81 590 zł (z tym samym silnikiem)

Cena wersji testowanej: 100 300 zł

 

Dyskusja

komentarzy

Mikołaj Adamczuk

Mikołaj Adamczuk

Pasjonat motoryzacji od dziecka. Uczył się czytać na katalogach „Samochody Świata”, a jego pierwsze słowa to podobno „dwusprzęgłowa przekładnia automatyczna”. Na Wartburgi kiedyś mówił „cham”, zanim mama nie wytłumaczyła mu, że chodziło jej o kierowcę, a nie o samochód. Zapisuje wszystkie modele aut, które prowadził (powoli zbliża się do trzystu). I chociaż na jego liście jest wiele mocnych i drogich pojazdów, to zadziwiająco dużą radość z jazdy dały mu też Fiat Uno 0.9 i Citroen Berlingo z wolnossącym dieslem.
Lubi hot hatche, chociaż coraz częściej myśli też o wielkiej, wygodnej limuzynie – czy to już starość? Po godzinach wraz z dwoma kolegami rozkręca bloga: www.fahrwerk.pl