Test: Ford Fiesta Vignale 1.0 100 KM – zabrakło tego czegoś

Bycie premium w motoryzacyjnym świecie jest teraz bardzo pożądane. Nawet w markach, które są uważane za popularne, producenci starają się zrobić coś ekstra i na bogato. Ford wymyślił markę Vignale, która sprzedawana jest osobno, ma inne www, a modele stoją półkę wyżej. Ciekawi jak wyszło? Sprawdziłem to w nowej Fieście.

 

Ford Fiesta Vignale to specjalna wersja nowej generacji tego modelu, która zadebiutowała ledwie kilka miesięcy temu. Nowa buda nieznacznie zmieniła się względem poprzedniczki, która kojarzyła mi się bardzo sympatycznie i bardzo podobała – nie tylko w wersji ST. Wersja Vignale różni się jednak od standardowej odmiany. Czym dokładnie?

Wystarczy spojrzeć na przód auta. Wielki grill ma całkiem inną fakturę, ale przód samochodu nadal przypomina rybę z wielką buzią oraz produkty pewnej brytyjskiej marki. Oprócz reflektorów ze światłami LED do jazdy dziennej pojawiły się też halogeny przeciwmgielne. Ciekawostką dotyczącą świateł jest ich autonomiczna praca odnośnie „świateł długich”, która działa bez ingerencji kierowcy.

 

 

Ogólnie rzecz ujmując bryła Fiesty została lekko unowocześniona, a szaro-brązowy lakier dodaje jej nutki elegancji. Dobrze z nim kontrastuje czarny dach, który w testowanym egzemplarzu był dzielony i posiadał dwa okna (jedno tak naprawdę było szyberdachem), przez co do wnętrza wpadało sporo światła. Oprócz tego nadwozie jest pokryte chromem oraz nie brak na nim plakietek Vignale, przez co na pierwszy rzut oka nigdzie nie znajdziemy oznaczenia Fiesta. I ten detal wzbudzał właśnie największe zainteresowanie przechodniów na parkingu.

Więcej specjalności wersji Vignale znajdziemy w środku auta. Nie tylko je zobaczymy, ale także poczujemy. Najbardziej namacalne są fotele Fiesty, które pokryto świetną skórą – przyjemną w dotyku, ale też nieźle wyglądającą. Ich podgrzewanie przydało się idealnie w panujące mrozy. Skóra pojawiła się również na desce rozdzielczej oraz boczkach drzwi. To powoduje, że wnętrze Fiesty Vignale można sklasyfikować jako luksusowe.

Może się również spodobać, bo oprócz czarnych plastików pojawiły się tu odcienie fioletu i dość nowoczesne kształty przycisków oraz kierownicy, chociaż ta była pokryta tak dziwnym  i miękkim materiałem, który nie pasował do reszty. Niezbyt dobrze wykonana została też plastikowa obudowa 8-calowego dotykowego wyświetlacza systemu SYNC 3. Sam system działa w końcu nieźle i jest prosty w obsłudze, co w porównaniu do poprzednika jest nie lada sukcesem. Fakt mógł mieć ładniejsze grafiki, ale nie można mieć wszystkiego – lepiej, że jest bardziej ergonomiczny.

 

 

Prostota i łatwość obsługi Forda Fiesty to jego duża zaleta. Wersja Vignale wydaje się na pierwszy rzut oka bardzo elegancka i prestiżowa. Wystarczy spojrzeć na podszybie, gdzie pojawił się głośnik systemu Bang&Olufsen. To niespodzianka, ponieważ tego typu systemy zazwyczaj montowane są jedynie w autach z wyższej półki. Samo audio działa bardzo dobrze i umila podróż.

W nią może zabrać się czwórka pasażerów, którzy na pewno nie odczują dyskomfortu dzięki wspomnianym fotelom. Nie będą narzekać też na brak miejsca, ponieważ zarówno z przodu, jak i z tyłu jest pod tym względem akceptowalnie. Problemem może być jedynie bagażnik, bo 290 litrów z wysokim progiem załadunku to przeciętny wynik, ale posiada on podwójną podłogę. Na komfort podróży wpłynie jednak na pewno dość twarde zawieszenie oraz 17-calowe koła (zwłaszcza z oponami zimowymi), których szum przedostaje się do środka. To dziwne, bo inne modele z serii Vignale zawsze były nieźle wyciszone – tutaj tego nie ma, a szkoda.

 

 

Jest za to podobna do marek premium cena. Koszt wersji Vignale nowej Fiesty, takiej jak na zdjęciach, to ponad 100 tysięcy złotych, co jak na segment B jest kosztem zaporowym. Moim zdaniem mimo najnowszej technologii, jak aktywny tempomat, autonomiczne parkowanie z czujnikami, kamera cofania, nawigacja, łączność BT, wejście USB czy komendy głosowe w języku polskim to nadal trochę za dużo. Zwłaszcza, że zwykła Fiesta w cenniku zaczyna się od okolic 50 tys. złotych, a też może posiadać choćby podgrzewanie przedniej szyby (polecam w zimie).

Możecie pomyśleć, że za ceną stoi chociaż silnik? Niekoniecznie, ponieważ pod maską pojawił się trzycylindrowy litrowiec Ecoboost. Tak, ten motor nie jest zły i 100 koni mechanicznych wystarcza w miejskim otoczeniu, a nawet poza nim trochę potrafi. Osiągi może o tym nie świadczą (vmax = 180 km/h i 10,8 sekund sprintu do setki), ale samochód śmiało się rozpędza, chociaż jego dynamiczne traktowanie niesamowicie zwiększa spalanie. W trasie Fiesta spaliła mi 6-7 litrów, ale w mieście, na krótkich trasach paliwożerność wzrosła do ponad 10 litrów na 100 kilometrów (średnie wyniki z testu to około 8 litrów). Powinienem chyba tu wstawić pauzę, bo nie jest to mało, ale też trudno porównywać moją nogę do innych kierowców, bo z ekologią mam mało wspólnego. Dodam jednak, że konkurencja radziła sobie jakoś lepiej.

 

 

Dosyć już jednak narzekań, ponieważ Fiesta Vignale ma też plusy. Najważniejszym jest fakt, że prowadzi się niesamowicie dobrze, zwłaszcza na tle całego segmentu. Układ kierowniczy jest bardzo precyzyjny, a twardsze zawieszenie idealnie sprawuje się na pustych, pozamiejskich drogach.

W testowym egzemplarzu pojawił się 6-biegowy automat dobrze odczytujący intencje kierowcy, aczkolwiek zabrakło mu manualnego sterowania na stałe. Pojawiły się łopatki za wieńcem kierownicy, które szybko redukują biegi, ale ich praca zmienia się po krótkiej chwili na automat, co jest lekko irytujące. Na szczęście pojawiła się opcja sportowa skrzyni Powershift, która miło przeciąga przełożenia.

 

 

Muszę więc przyznać, że w wersji Vignale niezbyt odnalazłem luksusowego ducha, chociaż kilka elementów naprawdę jest z wyższej półki. Nie oznacza to jednak, że nie polubiłem samej Fiesty. To naprawdę niezły mieszczuch, który dobrze jeździ, a nowa generacja tylko podkreśliła jego zalety i go lekko unowocześniła. Nadal jednak jest dla mnie bardziej kobieca niż unisex, ale nie jest to przecież żadną wadą – przynajmniej jest jakaś!

 

Konrad Stopa

Fot. Grzegorz Wawryszczuk

 

Wygląd: (8 / 10)
Wnętrze: (8 / 10)
Silnik: (6 / 10)
Skrzynia: (7 / 10)
Przyspieszenie: (7 / 10)
Jazda: (8 / 10)
Zawieszenie: (6 / 10)
Komfort: (6 / 10)
Wyposażenie: (8 / 10)
Cena/jakość: (4 / 10)
Ogółem: (68/100)

 

Dane Techniczne:

Silnik: R3
Pojemność: 999 cm3
Moc: 100 KM/6000 obr./min.
Moment: 170 Nm/1400-4500 obr./min.
Skrzynia biegów: Automatyczna, 6 przełożeń
0-100 km/h: 10,8 s
Prędkość max.: 180 km/h
Cena: ok. 100000 PLN

Dyskusja

komentarzy

Konrad Stopa

Konrad Stopa

Motopasjonat z krwi i kości. Od najmłodszych lat jego ulubioną zabawą było zgadywanie samochodów po dźwięku silnika. Najlepszym prezentem na gwiazdkę, o czym wiedzą najbliżsi, niezmiennie jest prasa motoryzacyjna z całego roku. Pisze dla Was z humorem i pewną dozą uszczypliwości, ciesząc się z każdego komentarza pod swoimi tekstami.
Follow Me: