Test: Ford Fiesta ST200 – obiektywnie!

Testy czasem kończę odpowiedzią na pytanie: „Czy kupiłbym sobie ten samochód?”. Tym razem nie musiałem.

 

Od kilku miesięcy bowiem jeżdżę Fordem Fiestą ST. Tym niebieskim egzemplarzem ze zdjęć. Co prawda nie jest to wersja ST200, taka jak opisywana, ale ogólnie auta są do siebie podobne. Czy jednak ST200 jest lepsza? Czy to w ogóle dobry samochód?

Powiedzmy, że na to drugie pytanie już sobie odpowiedziałem. Odpowiedzi na pierwsze trochę unikałem…

ST200 mogłem już zamówić, gdy kupowałem swoją Fiestę. 18 KM więcej, lepsze osiągi, specjalny szary lakier i klimat limitowanej edycji. Tak, to było kuszące. Ale wtedy dealer kazał dopłacać do „dwustetki” aż 18 000 zł. Czyli tysiąc złotych za jednego konia mechanicznego. Podziękowałem i wybrałem tańszy i szybciej dostępny egzemplarz niebieski.

No dobrze, koniec z moimi osobistymi historiami. Przejdźmy do rzeczy. Spróbuję spojrzeć na Fiestę obiektywnym okiem i po prostu przetestować ją tak, jak testowałem każde inne auto wcześniej.

 

11

 

Zazwyczaj zaczynam od wyglądu i tak też będzie w tym przypadku. Sylwetka Fiesty zdążyła się już nieco opatrzyć i nie każdemu podoba się przód auta, który ma nieco „rybi” charakter. Na szczęście, dzięki zmienionym zderzakom, nakładkom progowym i spojlerowi dachowemu, wersja ST przyjemnie odróżnia się od normalnych odmian i jest miła dla oka. Mnie się podoba. Nie jest przerysowana i nie krzyczy „jestem sportowa!”, a jednocześnie puszcza oczko do obserwatorów.

Kwestia koloru jest sporna i mnie obowiązkowy, szary Solid Silver Grey na żywo trochę rozczarował. Może nie bez znaczenia była pogoda. Podczas testu cały czas padało i było szaro, a w taką pogodę wolę, by samochód nieco odróżniał się od otoczenia. Ja głosuję na swój niebieski lakier, ale wiem, że szary też ma swoich fanów. Czarne felgi dostępne tylko w ST200 – na plus. Zazdroszczę! Oprócz koloru i felg, nie ma innych zmian odróżniających „dwusetkę”. Chyba że ktoś zauważy prześwit zmniejszony o centymetr.

We wnętrzu wiek konstrukcji (debiut w 2008 r.) widać wyraźniej. Stylistyka nie porywa. Prosty zestaw multimedialny z niewielkim ekranem i radiem Sony z gąszczem przycisków nie przystaje już do obecnych czasów. Konkurenci mają większe, dotykowe wyświetlacze. Pod względem ergonomii nie ma się jednak do czego przyczepić, o ile opanujemy już, który przycisk za co odpowiada (i pogodzimy się z tym, że ich wciskanie zostawia ślady na fortepianowym wykończeniu radia). Wykonanie i spasowanie – jak na tę klasę, świetne. Miejsca z przodu wystarczająco. Audio gra dobrze. Wady? Brzydka, za duża i za cienka kierownica.

 

4

 

Oczywiście nie zabrakło kilku sportowych akcentów. Wspomniana kierownica jest ozdobiona napisem ST, przed nogami pasażera mamy podświetlaną listwę, do tego dodano aluminiowe nakładki na pedały i metalową gałkę zmiany biegów. W wersji ST200 na dole konsoli środkowej mamy też duży napis z nazwą modelu. Moim zdaniem – za duży.

Głównego klimatu we wnętrzu nadają jednak skórzane fotele kubełkowe Recaro. W ST200 – całe czarne, u mnie – czarno szare.
Świetnie wyglądają i bardzo dobrze trzymają ciało, są jednak wąskie. Myślę o nich za każdym razem, gdy późno w nocy najdzie mnie ochota na kebab… Nie da się też oprzeć wrażeniu, że są zamontowane trochę za wysoko. Ale to choroba wszystkich Fordów. Nawet opcjonalne, sportowe siedzenia w Focusie RS „siedziały” zbyt wysoko. Trudno – da się do tego przyzwyczaić.

W końcu w małym hot hatchu Forda chodzi o jazdę. Czas więc nacisnąć przycisk startera (opcjonalny – u mnie po prostu przekręca się kluczyk). Jeżeli ktoś spodziewa się chrypliwego odgłosu z wydechu, wstrząsu rozchodzącego się po całym nadwoziu i ogólnie odgłosów bestii budzącej się do życia, nieco się przeliczył. Przygoda zaczyna się cicho i spokojnie.

Przejdę jednak od razu do rzeczy. Kupiłem Fiestę ST po prostu dlatego, że świetnie jeździ. Tutaj, w ST200 nie jest inaczej.

 

7

 

Ależ to autko klei się w zakrętach! Za nic w świecie nie chce wyjechać przodem, nawet gdy prędkość już dawno przekroczyła wartość, którą uważaliśmy za bezpieczną. Po nagłym ujęciu gazu chętnie zamiata tyłem, powodując wielki uśmiech na twarzy. Jest przy tym łatwe do opanowania.

Żywioł Fiesty to ciasne zakręty, miejskie arterie i slalomy między autami. Krótko zestopniowana skrzynia biegów idealnie pasuje do tego samochodu. Diabelsko precyzyjny układ kierowniczy pozwala poczuć się mistrzem serpentyn, a siłę hamowania można perfekcyjnie dozować. Lewy, prawy, dohamowanie, redukcja, potem znowu w lewo… tak można bez końca. Tylko ja, droga i samochód. Dzięki neutralnej charakterystyce Fiesta pozwala na wiele, a dzięki temu, że nie ma 500 KM, nie tylko doskonale łapie trakcję, ale i daje możliwości, by się… nie zabić.

Silnik o pojemności 1.6 litra wspomagany turbosprężarką jest chętny do pracy w każdej sytuacji. Jeżeli chcemy jechać spokojnie i nie sięgać zbyt często do lewarka, zaskoczy elastycznością. Gdy zechcemy pobawić się w wyścigi spod świateł, nie będzie miał nic przeciwko. Wręcz przeciwnie! 200 KM w wersji ST200 (z funkcją overboost, czyli chwilowego zwiększenia mocy, aż do 215 KM) pozwalają na sprint do setki w 6.7 s (6.9 w mojej, 182 konnej odmianie). Konkurencji z Francji są podobnie szybcy. Większość aut na drodze – o wiele wolniejsza.

I chociaż z powodu nieustannie lejącego deszczu, tak naprawdę nie udało mi się sprawdzić, o ile dokładnie „szara” jest szybsza od „niebieskiej”, dodatkowe 18 KM i 50 NM czuć. Niekoniecznie przy starcie, ale powyżej 100 km/h różnica jest znacząca. Potwierdzają ją dane papierowe. ST200 pozwala na urwanie aż dwóch sekund przy przyspieszeniu od 80 do 120 km/h na szóstym biegu (7.7 sekundy). „Dwusetka” jest żwawsza i bardziej jadowita. Zabiera się do działania szybciej i z większą werwą.

 

8

 

Jeśli chodzi o pozostałe zmiany, Ford chwali się, że zmieniono sztywność amortyzatorów, które stały się bardziej miękkie, zaś tylna belka została o niemal 1/3 usztywniona. Miało to sprawić, że auto stanie się bardziej znośne na dziurach, za to na zakrętach będzie jeszcze lepsze.

Na początku byłem zmartwiony, że właściwie nie czuję różnicy. A potem doczytałem, że ze względu na oszczędności w fabryce, wygląda na to, że również i zwykłe ST z niedawnej produkcji (a więc i moja) otrzymały taki sam zestaw. Dziękuję za ten prezent! Na dziurach jest oczywiście twardo, ale nie przeszkadza mi to. Jak na hot hatcha, jest znośnie. Jeśli dotychczas jeździłeś Citroenem C5 z hydropneumatycznym zawieszeniem, szykuj się na szok. Ale w innym przypadku, nie powinno być źle.

Czy Fiesta ma jakieś wady? Czy będę w stanie skrytykować swój własny samochód? Czy w ulepszonej wersji coś poprawiono?

Zacznę od tego, co boli mnie najbardziej. Wiem, że to nie jest autostradowy pożeracz kilometrów. Ale hałas powyżej 140 km/h jest zbyt wysoki. Tak w ST200, jak i u mnie, podczas szybszej jazdy w trasie jest głośno. GŁOŚNO. Recepta? Angielskie fora użytkowników radzą, by zaślepić czymś tak zwany sympozer, czyli sprytne urządzonko (a tak naprawdę, kawałek rurki), które wzmacnia dźwięki pochodzące z wydechu. Sympozer wzmacnia wrażenia podczas przyspieszania w mieście, w trasie powodując jednak jednostajne buczenie, nieprzyjemne dla uszu. Co ciekawe, znam kilku polskich posiadaczy ST i żadnemu z nich nie przyszło do głowy, by na to narzekać. Może jestem już zbyt stary?

 

1

 

Drugą wadą jest brak ksenonów, nawet w opcji. Hola hola, mamy 2017 rok, czas LEDów, a ja dopominam się o ksenony! Seryjne reflektory nie świecą źle, ale chciałbym, by robiły to jeszcze lepiej. Oprócz tego… cóż, można by się jeszcze czepiać. Mogę powiedzieć, że chętnie zamieniłbym podgrzewanie foteli (bardzo szybko działa) na podgrzewanie kierownicy, którego również nie mogę zamówić. Ale to drobiazg, wynagradzany zresztą przez doskonałą podgrzewaną przednią szybę.

Nawet spalanie, a więc temat drażliwy w tej klasie samochodów, da się przeżyć. Moje wyniki, zarówno w ST200, jak i u siebie, to okolice 10 litrów w mieście i około 7.5 w trasie. Szaleństwa spod każdych świateł zaowocują zużyciem o 2 litry większym, ale to nadal nieźle.

Fiesta, tak ST, jak i ST200, to doskonały samochód na co dzień dla kogoś, kto lubi hot hatche i lubi prowadzić. Daje mnóstwo radości, jednocześnie nie wymagając zbyt wielkich kompromisów w kwestii praktyczności. Uzależnia i pozwala się pokochać. Zresztą jakiego innego podsumowania spodziewacie się od kogoś, kto kupił takie auto?

A czy żałuję, że nie kupiłem ST200?

W sytuacji, w której miałbym dołożyć 18 000 zł, po prostu „nie było tematu”. Ostatnio wprowadzono jednak promocje, które niwelują różnice zaledwie do kilku tysięcy. Robi się więc ciekawie… i pewnie prawie każdy, kto zamawia teraz ST, kupi „dwusetkę”. Zwłaszcza że cena na poziomie 80 kilku tysięcy za tak dobry samochód jest bardzo konkurencyjna.

Ja jednak bardzo lubię swój niebieski lakier! Prawda, że lepiej wygląda…?

Mikołaj Adamczuk

fot. Dominika Szablak

 

 

Wygląd: 9 Stars (9 / 10)
Wnętrze: 7 Stars (7 / 10)
Silnik: 9 Stars (9 / 10)
Skrzynia: 9 Stars (9 / 10)
Przyspieszenie: 8 Stars (8 / 10)
Jazda: 10 Stars (10 / 10)
Zawieszenie: 9 Stars (9 / 10)
Komfort: 6 Stars (6 / 10)
Wyposażenie: 7 Stars (7 / 10)
Cena/jakość: 9 Stars (9 / 10)
Ogółem: 8.3 Stars (83/100)

 

 

 

 

DANE TECHNICZNE

Silnik: R4, turbo,
Moc: 200 KM (215 KM overboost)
Moment obr.: 290 NM (320 NM overboost)
Skrzynia biegów: ręczna 6b
Napęd: przedni
Wymiary: 3975/1709/1456 mm
Poj. bagażnika: 276 l
Śr. zuż. Paliwa: 10 l/100 km w mieście, 7.5 l/100 km w trasie
0-100 km/h: 6,7 s
V maks: 230 km/h
Cena: cennikowo 98 000 zł, realnie… zapytajcie w salonie

 

 

Dyskusja

komentarzy

Mikołaj Adamczuk

Mikołaj Adamczuk

Pasjonat motoryzacji od dziecka. Uczył się czytać na katalogach „Samochody Świata”, a jego pierwsze słowa to podobno „dwusprzęgłowa przekładnia automatyczna”. Na Wartburgi kiedyś mówił „cham”, zanim mama nie wytłumaczyła mu, że chodziło jej o kierowcę, a nie o samochód. Zapisuje wszystkie modele aut, które prowadził (powoli zbliża się do trzystu). I chociaż na jego liście jest wiele mocnych i drogich pojazdów, to zadziwiająco dużą radość z jazdy dały mu też Fiat Uno 0.9 i Citroen Berlingo z wolnossącym dieslem. Lubi hot hatche, chociaż coraz częściej myśli też o wielkiej, wygodnej limuzynie – czy to już starość? Po godzinach wraz z dwoma kolegami rozkręca bloga: www.fahrwerk.pl