Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST-Line – zwinne cacuszko

Wytypujmy najlepsze auto do codziennej jazdy po mieście… i nie tylko. Ma być ładne, nowoczesne, wygodne, dobrze się prowadzić i mieć w sobie to coś. Może Ford Fiesta?

Od razu zaznaczę, że Fiesty jakoś nigdy mnie nie zachwycały. Co innego Focus, na którym od pierwszej generacji zaczepiam oko (miałem nawet Focusa mkI po liftingu z niezmordowanym silnikiem 1.6 Zetec i wspominam to auto z rozrzewnieniem).

Na test nowej Fiesty ST Line z silnikiem 1.0 EcoBoost trochę jednak czekałem. Tak naprawdę kilka pierwszych chwil za jej kierownicą utwierdziło mnie w przekonaniu, że było warto!

FIESTA ST 21 Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko

Zacznijmy standardowo od wyglądu. Dla jednych zmieniło się tu dużo, dla innych niezbyt wiele. Ja bez problemu odróżniam nowy model od poprzednika i uważam, że zmiany są na plus. Z boku auto optycznie się wydłużyło zyskując szczyptę dostojności, z tyłu pojawiły się zachodzące na klapę lampy, a przód stał się bardziej wyrazisty i nowoczesny. Poprzednia Fiesta przy obecnej odsłonie wygląda jakby mniej poważnie, bardziej zabawkowo. 

Testowana wersja – ST Line – polakierowana na czerwono, z czarnym dachem, spoilerem, ciemnymi tylnymi szybami, na 18-calowych stalowo-szarych felgach, z wydechem umieszczonym w dyfuzorze, z czarną atrapą wypełnioną wzorkami a’la plaster miodu wygląda obłędnie. W zasadzie mógłbym tak sobie wyobrazić wersję ST (ta zyska jednak jeszcze kilka bardziej drapieżnych akcentów). 

FIESTA ST 38 Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko

Najwięcej zmian – i to tych pozytywnych – czeka w środku auta. Projektanci Forda wreszcie zrozumieli, że wygląd i łatwość obsługi muszą iść w parze. W poprzedniku rozmieszczenie jeden na drugim malutkich guziczków na konsoli środkowej zawsze doprowadzało mnie do szału – trafić w któryś mogło tylko dziecko. A tu zupełnie nowa jakość!

Fiesta ma teraz niesamowicie uporządkowaną i jak na klasę – świetnie wykonaną oraz złożoną deskę rozdzielczą. Oczywiście nie wszystko jest miękkie, ale – przynajmniej w testowej wersji – poziom dobrej jakości kompaktu został osiągnięty. 

Przyjemnie patrzy się na ekran dotykowy – w testowym aucie 8-calowy (w standardzie mamy 6,5 cala), za pośrednictwem którego obsłużymy inforozrywkę systemu SYNC 3. No i znowu wielkie brawa – system wreszcie jest intuicyjny, przejrzysty i działa bardzo płynnie. Jest kompatybilny zarówno z Androidem jak i Apple. 

FIESTA ST 32 Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko

Na pokładzie testowanego auta znalazło się coś więcej – system Audio B&O (Bang and Olufsen). Wcześniej Ford współpracował z Sony i powiem szczerze, że zmiana dla moich uszu nie jest w żaden sposób odczuwalna. Audio gra poprawnie i w zasadzie to tyle, co można na jego temat powiedzieć. Gdybym miał za nie dodatkowo zapłacić, pozostałbym przy standardowych multimediach. 

Fiesta ST-Line to na szczęście nie tylko elektronika. To także świetne fotele z atrakcyjnymi przeszyciami (dopłata), doskonale wyprofilowana i również poprzeszywana nicią kierownica, oraz dźwignia hamulca ręcznego (tak, tak, można pojechać na rękawie).

W wnętrzu Forda nie zabrakło również licznych wstawek kolorystycznie dopasowanych do agresywnej czerwieni nadwozia. Mnie osobiście najbardziej urzekła jednak okrągła, zimna (metalowa), genialnie leżąca w dłoni gałka lewarka zmiany biegów.

FIESTA ST 23 Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko

Warto też dodać, że wnętrze Fiesty wcale nie jest małe. Cztery dorosłe osoby spokojnie zmieszczą się na jej pokładzie, a i bagaży nie będzie trzeba trzymać na kolanach. Dwie osoby + kilkuletnie dziecko oraz pies nie poczują, że potrzebują czegoś więcej na co dzień. A na wakacje raz- dwa razy do roku zawsze można założyć box na dach. 

No dobra. Przejdźmy do konkretów. Jak jeździ to cacuszko? 

Pewnie mi nie uwierzycie, ale ja nie widzę sensu kupowania wersji ST. No chyba że ktoś często ściga się na torze. Na co dzień, do miasta, żeby być najszybszym na światłach, żeby podnieść sobie poziom endorfin w zakręcie i żeby po prostu czuć frajdę z każdego pokonanego kilometra – ST Line z silnikiem 1.0 Ecoboost, z bardzo dynamicznym stadem 140 koni mechanicznych w zupełności wystarczy! 

Oczywiście zaraz pewnie przeczytam, że taka moc i tak mała pojemność to nie może być trwałe rozwiązanie. Pozwólcie, że nie będę wdawał się w tego typu dywagacje – wszystkie znaki na niebie i ziemi świadczą o tym, że Ford dobrze wykonał ten motor i jest on zadziwiająco żywotny. Na co dzień, jego ogólna charakterystyka to jednak coś więcej. To połączenie wydajności i oszczędności. 

FIESTA ST 2 Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko

Silnik świetnie wkręca się na obroty i lubi być ciągnięty do końca, co wcale nie jest takie oczywiste w przypadku trzech cylindrów i turbodoładowania. Przy delikatnym obchodzeniu się z gazem, potrafi być też bardzo oszczędny. Poniżej 7 litrów PB w mieście to realny wynik. Oczywiście, jeżeli chcemy wykorzystać potencjał 140 koni, zużycie paliwa podejdzie pod 11, ale nie powinno tej wartości przekroczyć. 

Bardzo dobrze zestrojone jest zawieszenie. Na dziurawych warszawskich drogach tyłek mnie ani razu nie zabolał, plomby mi nie powypadały. Samochód jest przy tym bardzo posłuszny i pewny. A połączenie zawieszenia i układu kierowniczego to istny majstersztyk – dawniej niczego więcej od auta typu GTI byśmy nie oczekiwali. Jedynie samo prowadzenie skrzyni biegów mogłoby zostać minimalnie poprawione. Nie czepiam się, ale w Fieście ST będzie ono na pewno ciaśniejsze. 

FIESTA ST 34 Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko

Czy jest coś, co mogłoby odwieźć od zakupu Fiesty ST-Line z opisywanym silnikiem pod maską? Ano jest. Cena. Za to dokładnie auto trzeba zapłacić w salonie aż 87 250 zł. Oczywiście z wielu elementów można zrezygnować, ale dużo poniżej ośmiu dych nie uda się zejść (cena za golasa w tej wersji silnikowej startuje od 62 tys. zł z groszami). Za takie pieniądze można mieć Focusa kombi w schodzącej budzie, również w wersji ST.

I jeszcze taki mały minusik. Mimo tak wysokiej ceny, w Fieście możemy liczyć tylko na jednostrefową automatyczną klimatyzację. Więcej grzechów nie znalazłem.

Auto robi robotę, nie chce się z niego wysiadać, a przed każdym zajęciem miejsca za kierownicą, uśmiech od ucha do ucha nie schodzi z twarzy kierowcy! 

Adam Gieras

Wygląd: %name Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko (9 / 10)
Wnętrze: %name Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko (9 / 10)
Silnik: %name Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko (9 / 10)
Skrzynia: %name Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko (8 / 10)
Przyspieszenie: %name Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko (9 / 10)
Jazda: %name Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko (9 / 10)
Zawieszenie: %name Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko (9 / 10)
Komfort: %name Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko (7 / 10)
Wyposażenie: %name Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko (8 / 10)
Cena/jakość: %name Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko (7 / 10)
Ogółem: %name Test: Ford Fiesta 1.0 Ecoboost ST Line   zwinne cacuszko (84/100)

Dane techniczne: 

Silnik: R3, benzyna, turbo
Pojemność: 998 cm3
Moc: 140 KM/6000 obr./min.
Moment: 180 Nm/1500-5000 obr./min.
Skrzynia biegów: Manualna,  sześciobiegowa
0-100 km/h: 9 s
Prędkość max.: 202 km/h
Cena: 87 250 zł PLN

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoją obecnie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą oraz Hyundai i30 1.4, zwany przeze mnie pieszczotliwie Nissanem. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...