Test: Dacia Lodgy Stepway 1.5 dCi 107 KM

Hasło reklamowe Volkswagena “Das Auto” o wiele lepiej pasuje do Dacii. Odbierając z salonu rumuńskie auto możemy bowiem liczyć na cztery koła, drzwi, skrzynię biegów, oszczędny silnik, wygodę i wystarczające wyposażenie. Czy trzeba chcieć czegoś więcej? Nie, ale Dacia i tak to daje!

 

Dacia, jako produkt ekonomiczny marki Renault świetnie wypełniła w Polsce pustkę po niezbyt udanych, nawet jak na swoje czasy, samochodach koreańskiej marki produkującej także RTV AGD, czyli Daewoo. Matizy, Lanosy, Nubiry czy Leganzy choć zmotoryzowały nasz kraj pod koniec lat 90-tych, głównie za sprawą atrakcyjnych cen i 3-letniej gwarancji z serwisem za darmo, już po 30-40 tys. wyglądały jakby co najmniej 5 razy okrążyły kulę ziemską. Dacie trzymają się trochę lepiej, a przecież sporo ich jeździ na taksówkach;  widzieliście kiedyś zardzewiałego 10-letniego Logana? Ja nie. W dodatku rumuńskie auta zapewniają wygodne i dość pewne prowadzenie (Daewoo prowadziły się tragicznie) oraz atrakcyjny wygląd. I jest jeszcze coś – niczego nie udają.

Tym bardziej cieszy więc fakt, że rumuński producent stara się cały czas rozbudowywać swoją ofertę. Poza tanim i pojemnym Loganem, mamy miejskie Sandero, wcale nie pseudo terenowego Dustera, dzielnego dostawczaka Dokker i od trzech lat także Lodgy dla 7-osobowej rodziny. Tym ostatnim miałem okazję pojeździć kilka dni, głównie w trasie i chętnie opiszę Wam swoje spostrzeżenia.

Choć wielu rodaków kręci nosem patrząc na rumuńską motoryzację, moim zdaniem Dacie mogą się podobać. Weźmy takiego Dustera czy Sandero – szczególnie ten pierwszy potrafi przykuć wzrok swoimi wcale nie tanio wyglądającymi liniami. Po odebraniu kluczyków do Lodgy uznałem jednak, że niestety nie odziedziczyła ona urody po starszych braciach. Z zewnątrz wygląda dość pokracznie i bardziej jak dostawczak niż auto osobowe. Jedynie sympatycznie wyglądający przód dodaje rodzinnej Dacii trochę smaku. Na szczęście w testowanym egzemplarzu pudełkowate kształty zostały ozdobione pakietem Stepway. Nie robi to oczywiście z poczciwej Dacii auta terenowego, ani nawet uterenowionego, ale i tak warto zaznaczyć kratkę z tym pakietem podczas konfiguracji auta, bo jego cena jest naprawdę rozsądnie skalkulowana.

DSC_0123

Trzeba bowiem wydać tylko 3200 zł, żeby dozbroić swoje auto w: osłonę chłodnicy w kolorze czarnym, ozdobne osłony świateł przeciwmgłowych, przednią i tylną osłonę podwozia, dwukolorowe relingi dachowe, obręcze kół ze stopu metali lekkich 16”, czarne osłony nadkoli, dodatkową obudowę lusterek bocznych, system Dacia Plug&Radio (radioodtwarzacz CD MP3, Bluetooth®, wejście USB/jack, z pilotem przy kierownicy), kierownicę pokrytą skórą, ciemnografitową kolorystykę wnętrza i jeszcze kilka mniej istotnych stylistycznych bajerów. Szkoda, że producent nie podwyższył lekko chociaż prześwitu, o napędzie 4×4 nie wspomnę, ale wjeżdżając do lasu nie uszkodzimy silnika czy progu o wystający korzeń. A to zawsze coś.

Po otwarciu drzwi Lodgy i zajęciu miejsca za kierownicą od razu zaczynamy rozumieć dlaczego Lodgy z zewnątrz przypomina kontener. Te niezbyt modne kształty umożliwiły bowiem wygospodarowanie olbrzymiej ilości miejsca nie tylko dla 5, ale też dla 7 pasażerów. Wolnej przestrzeni nie brakuje więc nad głową, na nogi, na szerokość – nawet trzeci rząd siedzeń zapewnia przyzwoity komfort, nie tylko na krótkie trasy. Ogromny, szczególnie przy złożonej kanapie w trzecim rzędzie jest też bagażnik. Oczywiście brakuje tu rozwiązań z drogich vanów, w których fotele chowają się w podłodze (w Lodgy można je jedynie złożyć do góry lub wyjąć), ale pamiętajmy, że Dacia nie pretenduje nawet do klasy premium. Tu ma być łatwo, trochę siermiężnie, ale wygodnie.

Co do wygody, to producent powinien wreszcie popracować nad przednimi fotelami, które nie w pierwszym już rumuńskim modelu nie tylko nie zapewniają należytego podparcia bocznego, ale bardzo słabo podtrzymują lędźwie, co męczy w dłuższej trasie. Niestety nie ma możliwości wyregulowania ich pod siebie – cóż uroki klasy ekonomicznej. Kierownica, choć teoretycznie skórzana (skóra ekologiczna) dobrze leży w dłoniach, ale jej wieniec jest trochę za cienki. Wykonanie całkiem przyjemnej dla oka deski rozdzielczej również odbiega trochę od tego, do czego przyzwyczaili nas współcześnie producenci; plastiki są twarde i mają nieprzyjemną fakturę, ale w testowanym egzemplarzu nic nie skrzypiało. To, że mamy do czynienia z autem ekonomicznym w zakupie i użytkowaniu widać też po boczkach drzwi, które są oblane od góry do dołu plastikiem.

DSC_0130

Na szczęście niewiele można zarzucić ergonomii. Przeszkadza jedynie klakson umiejscowiony w przełączniku świateł (stare francuskie rozwiązanie) i niewydajna klimatyzacja, której przycisk włączania jest tak mały, że ciężko trafić w niego palcem podczas jazdy. Schłodzenie rozgrzanego auta zajmuje niestety sporo czasu, a i tak pasażerowie 3 rzędu siedzeń mogą narzekać na brak chłodnego powietrza w upalny dzień. Testowany egzemplarz wyposażony został w dotykowy ekran, znany z innych modeli Dacii. Działa on bez zarzutów i jest bardzo czytelny, szkoda jednak, że nie można sterować nim z poziomu kierownicy. Tu producent postanowił, standardowo dla Renault, zamontować dwa przyciski do obsługi tempomatu, który włącza się trzecim przyciskiem…

O charakterze auta przypominają liczne schowki, skrytki i półeczki, ale ich wykonanie i wielkość pozostawia wiele do życzenia. Najbardziej przypadła mi do gustu zamykana skrytka umiejscowiona na samym szczycie deski rozdzielczej – szkoda jednak, że jej spód nie został wykończony gumą. W drzwiach z przodu zmieścimy dwie półlitrowe butelki, a w przednich fotelach, po ich bokach, zamontowano pomysłowe siateczki – możemy włożyć tam np. portfel i telefon. Im bardziej w stronę tyłu, tym wielkość i ilość schowków się zwiększa. Niestety te przeznaczone dla trzeciego rzędu siedzeń są tak naprawdę otwartymi przegrodami – nie da się ich zamknąć.

DSC_0125

Pod maską testowanego egzemplarza pracował znany i przez większość użytkowników lubiany silnik wysokoprężny o pojemności 1.5-litra i mocy 107 KM, którego walory docenia się szczególnie na trasie. Lodgy nie jest co prawda demonem prędkości, ale przyspieszenie do setki w mniej niż 12 sekund i prędkość maksymalna, osiągalna w naprawdę bezpieczny sposób – 175 km/h to wartości w zupełności wystarczające. Co ważne, ten motor, nawet w tak pudełkowatym aucie nie zużywa morza paliwa. Niecałe 5 litrów poza miastem i około 7 litrów w mieście to wartości, którymi będzie mógł pochwalić się każdy kierowca. Przeszkadza trochę za mały zbiornik paliwa (50 l), ale i tak da się spokojnie przejechać minivanem Dacii całą Polskę bez tankowania.

Stosunkowo niewielka pojemność i spora moc oraz ustawienie silnika powodują niestety, że często trzeba sięgać do lewarka. Gdy dodamy do tego fakt, że do 2 tys. obrotów pod nogą nie dzieje się prawie nic okazuje się, że skrzynia biegów staje się najczęściej używanym przyrządem w aucie. Niestety przekładnia nie pracuje tak dobrze, jak np. w Mercedesie Citanie z tym samym silnikiem. Zdarza się więc, że biegi nie wchodzą płynnie. Nad tym niestety producent musi jeszcze trochę popracować.

Natomiast złego słowa nie da się powiedzieć o jakości prowadzenia. Układ kierowniczy nie jest „przewspomagany” – ba, kierownica chodzi dość twardo, co na pewno nie przypadnie do gustu kierowcom podróżującym głównie po mieście. Walory takiego rozwiązania docenia się za to poza terenem zabudowanym. Wejście w zakręt na autostradzie nie wywołuje zimnych potów na plecach, co jest również zasługą nieźle ustawionego zawieszenia, które na miejskich dziurach jest komfortowe, a poza miastem wcale nie rozedrgane, jak to miało miejsce we francuskich autach jeszcze kilkanaście lat temu. Jazda Lodgy z prędkościami przekraczającymi 140 km/h jest więc naprawdę możliwa, co na pewno spodoba się osobom często wyjeżdżającym za granicę.

DSC_0017

Podsumowując, Dacia Lodgy, mimo kilku wad, wynikających głównie z budżetowego charakteru, jest dojrzałym autem. Prowadzi się nieźle, zapewnia mnóstwo miejsca w środku i ma wystarczające wyposażenie. Można zastanawiać się czy jakość plastików nie powinna być lepsza, ale jeden rzut oka w cennik uświadamia, że one wcale nie są takie złe. Cena Lodgy staruje od nieprzyzwoitych 37 900 zł. Testowany egzemplarz w wersji Laurete doposażonej o pakiet Stepway to wydatek 64 150 zł! Znajdźcie mi drugi tak duży samochód, z nowoczesnym dieslem pod maską, od którego można wymagać “czegoś więcej” niż tylko przewiezienia z punktu A do punktu B. Nie potraficie? Nie dziwię się – drugiego takiego nie ma!

agier

 

Wygląd: 6 Stars (6 / 10)
Wnętrze: 6 Stars (6 / 10)
Silnik: 7 Stars (7 / 10)
Skrzynia: 6 Stars (6 / 10)
Przyspieszenie: 6 Stars (6 / 10)
Jazda: 7 Stars (7 / 10)
Zawieszenie: 8 Stars (8 / 10)
Komfort: 7 Stars (7 / 10)
Wyposażenie: 7 Stars (7 / 10)
Cena/jakość: 10 Stars (10 / 10)
Ogółem: 7.0 Stars (70/100)

 

 

 

Dacia Lodgy 1.5 dCi – podstawowe dane techniczne:

Układ i doładowanie:     R4, turbodoładowane
Objętość skokowa:     1461 cm3
Stopień sprężania:     15,3
Moc maksymalna:     107 KM przy 4000 rpm
Moment maksymalny:     240 Nm przy 1750 rpm
Skrzynia biegów:     Ręczna, 6-biegowa
Typ napędu:     Przedni (FWD)
Hamulce przednie:     Tarczowe, wentylowane
Hamulce tylne:     Tarczowe
Zawieszenie przednie:     Kolumna typu MacPherson
Zawieszenie tylne:     Belka skrętna
Koła:     195/55 R16
Masa własna:     1294 kg
Długość:     4498 mm
Szerokość:     1751 mm
Wysokość:     1683 mm
Rozstaw osi:     2810 mm
Pojemność zbiornika paliwa:     50 l
Pojemność bagażnika:     827/2617 l

Osiągi:
Przyspieszenie 0-100 km/h:     11,6 s
Prędkość maksymalna:     175 km/h
Zużycie paliwa (miasto): ok 7 l/100 km
Zużycie paliwa (trasa): ok 5 l/100 km

Cena od: 37 900 zł

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...