Test: Alkohit Start – alkomat jednorazowy

Opublikował Adam Gieras, 25.02.2015.

Tagi: , , , , , , , , ,

DSC_0003

Zostałem namówiony przez Konrada Stopę, żeby przeprowadzić mój drugi niemotoryzacyjny, choć z motoryzacją związany test. Pierwsze były okulary Glassini, tym razem padło na jednorazowy alkomat, popularny niegdyś balonik. Na horyzoncie pojawiła się wizyta w monopolowym, więc podniosłem tę rękawicę…

 

Na wstępie muszę napisać, że jestem wrogiem „samosprawdzaczy”. Po prostu uważam, że jak mocno wczoraj popiłeś, to dzisiaj nie jedź, a jak wypiłeś wieczorem z kumplami kilka piwek, to jedź dopiero po późnym obiedzie. W sytuacjach nieprzewidzianych, gdy nie wiesz czy możesz jechać czy nie, idź na komendę (byłem, korzystałem, zawsze miałem 0,00 promila, polecam taką wizytę).

Dla tych, którzy jednak wolą sami sprawdzić czy mogą jechać, bo mają daleko na komendę lub po prostu nie lubią towarzystwa policjantów (nadal będę upierał się, że lepiej odwiedzić ich przed, niż po fakcie), zakup kilku sztuk testowanego alkomatu może mieć większy sens, niż wyłożenie kilku stów na elektroniczne urządzenie, które często będzie domagało się kalibracji i któremu chyba w 100 % procentach nigdy nie będzie można zaufać.

Cóż, prawdziwe, pewne i z dużą dozą prawdopodobieństwa powtarzalne w swoich wynikach alkomaty policyjne kosztują ok 2 tys. zł. Wszystkie tańsze urządzenia dają jedynie namiastkę bezpieczeństwa i powinny być stosowane w zasadzie tylko awaryjnie, nawet nie dzień, a dwa po mocnym piciu. Tak samo, jak testowana jednorazówka, która może  przydać się jako orientacyjny tester tuż przed ruszeniem w podróż po wieczorze pełnym alkoholowych atrakcji.

DSC_0017

Alkohit Start to banalne w użyciu urządzenie. Wystarczy je wypakować, wyjąć z torebeczki alkotest, nadmuchać balonik, ścisnąć alkotest a następnie włożyć go niebieską końcówką do niebieskiego ustnika i powoli wypuszczać powietrze. Gotowe! Na wynik czekamy minimum 2 minuty – jeżeli w tym czasie żółte ziarenka zmienią kolor na zielony, to znaczy, że w organizmie wciąż znajduje się alkohol. Gdy zielone ziarenka wyjdą poza kreseczkę, to znaczy, że w naszym organizmie jest powyżej 0,2 promila i o dalszej jeździe nie ma mowy. Moja sugestia w tym miejscu jest jednak taka, że warto odczekać nawet 10 minut od wypuszczenia powietrza z balonika, a jeżeli na alkoteście chociaż jedno ziarenko zmieni kolor na zielony odłożyć planowaną podróż.

Sprawdźmy czy to w ogóle działa!

Przed przeprowadzeniem testu trzeźwości wypiłem 2 ciemne półlitrowe piwa o mocy ok. 6 procent. Po opróżnieniu obu butelek rozpakowałem jednorazówkę. Według mojej wiedzy, w moim organizmie powinno znajdować się ok. 0,7 promila alkoholu. Pierwszy test wykonałem 5 minut po wypiciu obu piw. Wynik? Zmieściłem się w skali, czyli nadal mógłbym prowadzić, ale wiadomo – alkohol jeszcze nie zaszumiał mi odpowiednio w głowie. Drugi test wykonałem 10 minut później. I już wtedy stało się jasne, że mam powyżej 0,2 promila w wydychanym powietrzu, czyli wszystko zgodnie z przewidywaniami.

DSC_0035

Trzeci test przeprowadzony po godzinie od wypicia piwek potwierdził dwa wcześniejsze badania – byłem po wpływem, miałem powyżej 0,2 promila, a o jeździe nie mogło być mowy.

DSC_0111 (2)

Jakie z tego płyną wnioski? Ano takie, że Alkohit Start działa i poprawnie wskazuje stan upojenia alkoholowego. Czy jednak zaufałbym mu po ostrej imprezie, dobrze przespanej nocy, sutym śniadaniu i długim spacerze? Nie za bardzo, choć każde zielone ziarenko, które pojawiłoby się za szybko dałoby mi jasną odpowiedź – przerwa w podróży musi trwać dłużej.

A ile kosztuje takie cudo? W internecie można go kupić już za 10 zł. Czy warto? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami, ale ja polecam mieć go zawsze w apteczce samochodowej. Tak na wszelki wypadek!

Adam Gieras

 

 

 

fot. Adam Gieras

 

  • Marian

    Ostatnio właśnie ze znajomymi rozmawiałem nt. tych jednorazówek. To jest ciekawa sprawa, bo to jest tanie, a faktycznie jak nie ma się pewności czy ma się promile, czy ich nie ma to można zawsze się upewnić.
    Ciekawy test

  • Karola Mejer

    Te alkomaty, jako jedyne na polskim rynku, posiadają certyfikat NF, innym już nie ufam. Polecam zawsze mieć kilka na wszelki wypadek, opakowania są nieduże, więc nie zabiorą dużo miejsca.

  • Winston Wolf

    test/recenzja dobrze pokazuje ich jakość, ale niestety wśród jednorazówek jest niewiele tak dokładnych testów … a jeśli nie mają odpowiednich certyfikatów to nawet nie warto tracić na nie pieniędzy

  • Pingback: Moto Pod Prąd « [Konkurs] Alkomaty jednorazowe Alkohit()

  • darek12

    Bardzo dobry test i świetna jednorazówka. Posiadane certyfikaty to pewność, że pomiar jest dobry. Przynajmniej w wypadku tej jednorazówki, bo czasem można się nieźle przejechać.

  • marty

    Zamówiłem sobie kilka takich na sylwestra, bo nie opłaca mi się alkomatu elektrochemicznego, a zwykłym jednorazówkom z kiosku nie zaufam.

    • Konrad

      Jest to dosyć dobre rozwiązanie!

  • kamo

    Ja kupiłam sobie ich kilka jak były w stokrotce, mam do nich zaufanie bo jednak posiadają certyfikaty (przyznawane z tego co się orientuję po spełnieniu dosyć rygorystycznych warunków), na pewno warto mieć coś takiego w domu/samochodzie tak na wszelki wypadek.

    • Konrad

      Zgadzam się całkowicie!

    • darek12

      Pewnie znowu za jakiś czas się pojawią, ale zawsze możesz kupić przez sieć. Jeżeli weźmiesz większą ilość, to koszty transportu zwrócą się i nic nie stracisz.

Adam Gieras

Adam Gieras

Pomysłodawca i redaktor naczelny MotoPodPrąd. Warszawiak. Z wykształcenia dziennikarz, choć niedawno, po 10 latach pracy w zawodzie, zmienił zajęcie i aktualnie pnie się po szczeblach kariery w niewielkiej agencji marketingowej. Od 3 roku życia pasjonat motoryzacji. W wieku 10 lat pamiętał dane techniczne wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku. Stale poszerza swoją motoryzacyjną – nie tylko teoretyczną – wiedzę. Choć prowadził kilkaset samochodów, ciągle czuje niedosyt. Zawsze, zamiast autostrady, wybierze krętą, dużo dłuższą drogę. W życiu też nie chodzi na skróty. Nie lubi stereotypów i nudnych samochodów - szczególnie mocno wkurza go Nissan Note. Kocha włoską motoryzację, stare Mercedesy i od niedawna coraz mocniej BMW. Aktualnie szczęśliwy właściciel e34 518 i e36 323i coupe.

Kontakt: a.gieras@motopodprad.pl
Zobacz wszystkie teksty tego autora

Powiązane

Mini_Cooper (19)

Test: MINI Cooper 5d 1.5 – trzy cylindry, czyli o jeden za mało

Opublikował Adam Gieras, 09.06.2016

Wielość odmian MINI wciąż mnie zaskakuje. Jeszcze bardziej jestem zdumiony, że każda z nich znajduje swoich klientów. Z drugiej strony, klienci tej brytyjskiej marki, zarządzanej przez Niemców z BMW, nie poszukują wcale rozwiązań, które ułatwiłyby im życie. W przypadku MINI im coś jest bardziej poplątane, tym fajniejsze, bo bardziej gadżeciarskie i modne. A jak sprawuje się „rodzinne” MINI, w dodatku z trzycylindrowym silnikiem pod maską? 

Czytaj dalej →

LexusNX300h (9)

Test: Lexus NX300h. Relaksujący, ale…

Opublikował Mikołaj Adamczuk, 06.06.2016

Lexus NX300h ma wszystko, czego można oczekiwać od dzisiejszego nowoczesnego samochodu. Jest prestiżowy, wygodny, świetnie wykonany i dobrze wygląda. Oprócz tego, jest oczywiście SUV-em, ale – mimo tego – stara się być ekologiczny. Mieszanka idealna? Niestety, jest pewien szkopuł.

Czytaj dalej →

Vignale (18)

Test: Ford Mondeo Vignale 2.0 TDCi 210 KM – premium?

Opublikował Adam Gieras, 02.06.2016

Jakie marki przychodzą na myśl człowiekowi sukcesu, który po latach ciężkiej pracy postanowił sprawić sobie samochód na miarę swojej pozycji i oczekiwań? Odpowiedź jest oczywista: BMW, Audi, Mercedes, Lexus, ewentualnie Infiniti. Ford postanowił zawalczyć jednak o tego klienta, wprowadzając Mondeo Vignale. Czy ta oferta ma w ogóle racjonalne podstawy? Miałem okazję to sprawdzić! 

Czytaj dalej →