Test: Alfa Romeo MiTo 1,4 TB 170 KM QV – czas na emeryturę?

Alfa Romeo MiTo, mimo zaawansowania wieku, wciąż przykuwa wzrok na ulicach, a 1.4-litrowy silnik w tandemie z walorami jezdnymi powoduje sporo uśmiechu na ustach. 

 

Przed nami dziewiąty rok produkcji tego małego skrzata spod znaku Alfy Romeo. Na pytanie czy dzielnie przeciwstawia się coraz silniejszej konkurencji w postaci hot-hatchy typu Ford Fiesta ST, Peugeot 208 GTi czy Renault Clio R.S odpowiem – NIE. Spokojnie, to nie znaczy, że MiTo jest od nich gorsze. To znaczy, że jest inne. I zawsze miało takie być – szybkie, ale nie wyścigowe, drapieżne, ale nie ostre jak żyleta, sprawiające frajdę z jazdy, ale nienarzucające się swoim temperamentem. Wreszcie eleganckie, ale nie luksusowe.

Dziewięć lat… Sam byłem zdziwiony, że jeszcze MiTo produkują. Niestety widać już po nim upływ czasu, co absolutnie nie odejmuje mu wdzięku. Mała Alfa czerpie w końcu garściami z jednego z najpiękniejszych samochodów, jakie kiedykolwiek powstały – modelu 8C Competizione. Nie tylko przód z wyłupiastymi światłami wyraźnie nawiązuje do tego super sportowego auta. Także linia dachu. Karoseria jest jednak, jak na mój gust, trochę zbyt okrągła i gdyby nie felgi – sportowy duch do MiTo kompletnie by nie pasował.

W środku przyjemnie, sportowo; czarna podsufitka, dobrze trzymające na boki fotele (miłe w dotyku w dodatku), deska rozdzielcza przełamana plastikiem przypominającym karbon. Widać jednak znak czasu. Wyświetlacz infomediów wygląda już staro, jest też bardzo nieczytelny. Plastiki, których użyto do wykończenia wnętrza są bardzo twarde i trzeszczą na dziurach. Irytuje blokujący się w stacyjce kluczyk, którego raz na jakiś czas nie można w ogóle przekręcić. Dobrze leży w rękach kierownica, ale i tu muszę się przyczepić. Jest za duża, szczególnie do tego auta. A musicie wiedzieć, że MiTo w środku wydaje się być samochodem uszytym pod maksymalnie dwójkę pasażerów, którzy i tak będą praktycznie dotykali się łokciami. Co prawda na tylnej kanapie przy moim wzroście 174 cm da się wytrzymać, ale nie wybrałbym się tak w długą trasę.

 

mito_qv-11

 

Producent wyposażył MiTo w gadżet, który bardzo lubię – mowa o szybach bez ramek. Problem z tym rozwiązaniem pojawia się od około 80 km/h na godzinę. Niestety szyby za bardzo odstają od uszczelek i do wnętrza samochodu cały czas przedostaje się jednostajny szum, który na szczęście przy odpowiednio dawkowanej mocy pod nogą łatwo zagłuszyć bardzo fajnie brzmiącym tłumikiem.

W zasadzie mogłoby już zacząć się robić ciekawiej w tym teście, ale muszę jeszcze przyczepić się do dwóch rzeczy. Pierwsza to 6-biegowa skrzynia automatyczna TCT, która w trybie automatycznym działa przyjemnie tylko przy normalnej jeździe. Wykorzystując sportowe ustawienia systemu DNA i mocno operując gazem, z łatwością można poczuć, że zmiana biegów nie przebiega tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Czuć ociąganie. Lepiej jest w ustawieniu manualnym – wymuszenie zmiany biegu za pomocą manetek sprawia, że skrzynia zaczyna lepiej słuchać kierowcy. Jazda staje się o wiele przyjemniejsza i bardziej pasująca do wizerunku, jakby nie patrzeć, kojarzonej ze sportem marki.

 

mito_qv-10

 

Druga sprawa to system DNA, który za każdym razem, jak wsiadam do Alfy Romeo mocno mnie rozczarowuje. Kolejne literki odpowiadają za: A – All Weather, N – Natural i D – Dynamic. W pierwszym trybie nie da się jeździć. Auto jest ociężałe i niemrawe, a pod gazem czuć cegłę. Natural to tryb zupełnie nijaki. Niby jest moc, ale czuć, że silnik nadal nie pracuje tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Bez względu na styl jazdy przez cały czas miałem więc ustawiony tryb dynamiczny. I tu pojawia się punkt, do którego piję. Zmiana ustawień dotyczy tylko szybkości reagowania na gaz, zmiany biegów oraz mocy przekazywanej przez silnik na koła. System nie wpływa na układ kierowniczy, zawieszenie czy hamulce. Szkoda. Uważam, że w takiej formie DNA jest kompletnie pozbawione sensu…

Nie można natomiast wiele zarzucić układowi kierowniczemu i zawieszeniu Alfy. Gdybym musiał się przyczepiać, a nie chcę, to lekki minus przyznałbym za zbyt miękkie zawieszenie, ale nie przesadzajmy. Podczas szybkiej jazdy czuć, że MiTo prowadzi się jak po sznurku, posłusznie zmieniając kierunek drogi nawet po minimalnym ruchu kierownicą. Układ kierowniczy jest zwarty i pewnie czyta koła. Muszę przyznać, że sporo przyjemności sprawiła mi jazda po łukach i obfitujących w zakręty drogach.

 

mito_qv-6

 

A jest czym w Alfie jeździć. Pod maską drzemie znana i bardzo chwalona 170-konna jednostka 1.4. Silnik z łatwością wkręca się na obroty i zapewnia wystarczające doznania sportowe. Przyspieszenie do 100 km/h wynosi 7,5 sekundy, a prędkość maksymalna dochodzi do około 220 km/h. Gdyby połączyć go z manualną skrzynią biegów pewnie mógłby zawstydzić niewiele mocniejszą Fiestę ST. A tak niestety mały Ford pozostaje poza zasięgiem MiTo. Na plus zapiszę spalanie włoskiej jednostki. Bez problemu można zamknąć się w mieście w 9-10, a na trasie w 6,5 litrach na 100 km. Podczas szybkiej jazdy miejskiej łatwo o wynik około 15 litrów na setkę, ale kto by się tym przejmował…

Dla kogo więc jest to auto? Moim zdaniem dla indywidualisty, który przede wszystkim lubi wyróżniać się w tłumie. Oczywiście miłośnicy małych, szybkich aut znajdą tu coś dla siebie, ale mówiąc szczerze, jeżeli planujesz zakup MiTo, bo zawsze marzyłeś o hot-hatchu to musisz zmienić obiekt westchnień. MiTo jest jak kapryśna Włoszka. Rozgrzeje cię długą grą wstępną, ale do orgazmu będziesz musiał doprowadzić się sam…

 

mito_qv-7

 

P.S mój ojciec był nią zachwycony.

P.S 2 MiTo QV nie jest już produkowana. Obecnie w salonach możecie kupić wersję Veloce z tym samym silnikiem. Coś podobno poprawiono, ale ja poszukałbym takiej Alfy na rynku wtórnym. Ceny są dość przystępne.

P.S 3 Tak, czas na emeryturę. Alfa Romeo staje się coraz bardziej premium. Następcą będzie na pewno rewelacyjnym autem. Tak jak MiTo 9 lat temu.

Adam Gieras

fot. Adam Gieras Fotomotografia 

 

 

Wygląd: 7 Stars (7 / 10)
Wnętrze: 7 Stars (7 / 10)
Silnik: 9 Stars (9 / 10)
Skrzynia: 6 Stars (6 / 10)
Przyspieszenie: 8 Stars (8 / 10)
Jazda: 9 Stars (9 / 10)
Zawieszenie: 7 Stars (7 / 10)
Komfort: 8 Stars (8 / 10)
Wyposażenie: 8 Stars (8 / 10)
Cena/jakość: 6 Stars (6 / 10)
Ogółem: 7.5 Stars (75/100)

 

 

 

 

DANE TECHNICZNE

Silnik: R4, turbo, 1368 ccm

Moc: 170 KM / 5500 obr/min

Moment obr.: 250 Nm / 2500 obr/min

Skrzynia biegów: automatyczna 6b

Napęd: przedni

Wymiary: 4060/1720/1440 mm

Poj. bagażnika: 270 l

Śr. zuż. Paliwa: ok 8 – 8,5 l/100 km

0-100 km/h: 7,5 s

V maks: 219 km/h

Cena: ok 105 tys zł.

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...