Relacja: MPV & Kombi Test

Czy może być coś lepszego, niż cały dzień spędzony na testowaniu różnych samochodów? Raczej nie. Na szczęście załoga Motoryzacyjnej Agencji Sierpowski doskonale zdaje sobie z tego sprawę i co jakiś czas organizuje tego typu atrakcje.

 

Dzięki temu, co kilkanaście tygodni mamy okazję brać udział w zorganizowanym teście kilkunastu różnorodnych modeli. Tym razem tematem przewodnim były auta z segmentu MPV i kombi. Pojawiły się jednak także inne, interesujące modele.

Formuła testu zakłada, że przez kilka godzin mamy okazję przejechać się, czym tylko zdążymy. Co prawda sugerowana przez organizatorów trasa testowa w okolicach podwarszawskich Janek była świetnie ułożona, bo pozwoliło na jazdę zarówno po równym asfalcie i zakrętach, jak i po odcinkach o nieco gorszej nawierzchni i fragmencie trasy szybkiego ruchu – ale tak czy inaczej, czasu na każdy z egzemplarzy nie było zbyt wiele. W związku z tym poniżej przedstawię tylko pierwsze wrażenia, jakie zrobiły na mnie poszczególne samochody i kilka obserwacji. Na większe testy każdego z tych modeli przyjdzie, mam nadzieję, jeszcze pora!

 

 

Na pierwszy ogień poszła rodzinna nowość Renault, czyli Grand Scenic. Na żywo to naprawdę kawał auta! Również w środku widać, że nawet duża familia nie powinna narzekać na brak miejsca. Dużo miejsca na nogi, na boki i na głowę sprawiają, że nawet wysocy pasażerowie nie znienawidzą nas po tym, jak przewieziemy ich tym vanem. Z punktu widzenia kierowcy, to po prostu nowe Renault. Jeśli jeździliście nowym Megane, Talismanem czy Kadjarem, poczujecie się jak w domu. Bardzo podobny design wnętrza, takie same systemy, ekran dotykowy, zegary… Tylko pomysłowej, przesuwanej konsoli między przednimi fotelami, z dużym schowkiem i uchwytami na napoje, nie widziałem w żadnym innym modelu.

Jeśli chodzi o jazdę, doładowany, benzynowy silnik o mocy 160 KM wystarcza do napędzania Scenika. Co nie znaczy, że należy oczekiwać sportowych wrażeń. Moim zdaniem jednostka o mniejszej mocy wyraźnie by tu już nie pasowała. Skrzynia EDC – jak zwykle w porządku, choć czasami zdarzało jej się szarpnąć. Wielki plus za zgodny z prawami fizyki (i z tradycjami w sporcie motorowym) kierunek obsługi lewarka w trybie manualnym. Czyli redukcja do przodu (bo przecież redukujemy, hamując – a więc nasze ciało naturalnie leci do przodu!), wyższy bieg do tyłu. Nie spodziewałem się tego w rodzinnym Renault, bo nawet Porsche jeszcze do niedawna robiło to źle. Brawo!

 

 

Kolejnym autem, którym mieliśmy okazję jeździć, był Volkswagen Golf Variant w odmianie z pakietem stylistycznym R Line. Stylistyka zapowiadała sportowe wrażenia, natomiast dwulitrowy diesel o mocy 150 KM nieco ostudził nasz zapał. Na szczęście zaskakujące niedobory wigoru silnika nadrabia z nawiązką zawieszenie. Golf po prostu doskonale się prowadzi, długo pozostaje neutralny i zupełnie się nie przechyla ani nie wyjeżdża przodem. Do tego szybka skrzynia DSG, doskonałe wyposażenie i piękna, świetnie leżąca w dłoniach kierownica. Materiały wykończeniowe i ergonomia, jak zwykle na piątkę. Nie chcę myśleć, ile kosztuje tak skonfigurowany Golf (diesel, automat, pakiet stylistyczny, największy zestaw multimedialny, cyfrowe wskaźniki i wiele, wiele innych elementów). Ale trzeba przyznać, że to jedno z najlepiej dopracowanych aut tego dnia.

 

 

Trzeci samochód to modna nowość Peugeota, czyli 3008. Co ciekawe, napędzała go jednostka benzynowa, o pojemności 1.6 litra, która dzięki turbodoładowaniu osiąga 165 KM. Do kompletu, automatyczna skrzynia biegów. Peugeota za jego design albo się kocha, albo nienawidzi. Ja należę raczej do tej pierwszej grupy. I o ile z zewnątrz jeszcze nie jest tak dobrze, o tyle w środku bardzo doceniam wysiłki stylistów. Udało im się stworzyć wnętrze jednocześnie nowoczesne i ergonomiczne. Jest tu minimalistycznie, co niektórych może odstraszać – ale mi to pasuje. Najbardziej spodobała mi się kierownica. Malutka i doskonale leżąca w dłoniach, trochę przypominająca te służące do gier komputerowych. Prowokuje do ostrej jazdy.

Można by się spodziewać, że ten crossover będzie mocno protestował – na szczęście jednak granice przyczepności są dalej, niż można by się zakładać. Po ich osiągnięciu najpierw auto zachowuje się typowo po francusku, czyli… zarzuca tyłem. Później do akcji wkracza ESP i szybko ustawia auto z powrotem w sposób, którego życzyliby sobie kierowcy. Jest naprawdę fajnie.

Czy w 3008 coś mi się nie podobało? Silnik jest za głośny, gdy wkręca się go na wyższe obroty. Szkoda!

 

 

Pora na przerwę od francuskiej i niemieckiej motoryzacji. Choć z tą francuską to może tak nie do końca… Przed nami Nissan X Trail.
Miałem okazję sprawdzić wersję z silnikiem 1.6T (benzynowy) produkującym 160 KM. Do tego – tu zaskoczenie – ręczna skrzynia. I brak napędu na cztery koła, ale w Nissanie twierdzą, że przedni wystarczy. Cóż – tym bardziej podziwiam kolegów, którzy jeżdżąc przed nami zdołali ubrudzić samochód w tak widowiskowy sposób.

Jazda X Trailem to duże, pozytywne zaskoczenie. Auto jest żwawe i bardzo elastyczne, do tego prowadzi się lepiej, niż można by oczekiwać. Skrzynia biegów ma bardzo długie przełożenia i da się jechać na drodze szybkiego ruchu na trójce czy czwórce… bez bólu uszu. Swoje trzy grosze dodaje tu skuteczne wyciszenie. Komfortowy samochód rodzinny. Szkoda tylko, że nieco archaicznie wykończony i stylizowany we wnętrzu. Systemom multimedialnym czy zegarom także przydałby się lifting.

 

 

Reprezentację Azji zasiliła również najnowsza Kia Niro. Byłem bardzo ciekawy tego samochodu, ponieważ jest to model hybrydowy pozbawiony największej – moim zdaniem – bolączki tego typu pojazdów, jaką jest skrzynia bezstopniowa. Tutaj CVT nie ma, zamiast niej jest nowoczesna „dwusprzęgłówka”. Pod jej adresem mogę pisać same pochwały. Gorzej jest z wyglądem zewnętrznym Niro, choć to akurat kwestia gustu. Niestety, twarde materiały we wnętrzu także nie poprawiają ogólnego wrażenia. Niro jest za to oszczędne, przestronne i wygodne. Właściwie prawdopodobnie tego oczekują nabywcy rodzinnej hybrydy, więc nie powinni być zawiedzeni.
Prowadzenie? Bardzo poprawne, tak samo jak i układ kierowniczy.

Przedostatnim samochodem był ten, na który czekali chyba wszyscy testujący. Audi Q2. Interesująco skonfigurowane – z DSG, napędem na cztery koła Quattro, pakietem S Line i 190 konnym dieslem.

 

 

Tu ponownie nie chcę nawet myśleć o cenie takiego egzemplarza. Ale na szczęście za kierownicą Q2 można się poczuć po prostu dobrze. Od materiałów wykończeniowych, poprzez działanie systemów pokładowych… wszystko daje poczucie obcowania z dopracowanym produktem. Miejsca jest więcej, niż wskazywałyby na to wymiary zewnętrzne. Nie da się także nie pochwalić prowadzenia. Q2 jeździ jak kompakt i to bardzo dobry, może nawet usportowiony. Ma ogromne rezerwy przyczepności. W razie kłopotów Quattro czuwa na posterunku, choć może moment dołączania tylnej osi (w tym typie napędu nie jest on stały) mógłby być mniej wyczuwalny.

Układ kierowniczy pozwala świetnie zorientować się na temat położenia przednich kół, zaś zawieszenie wcale nie jest tak betonowo twarde, jak obawiałem się, że będzie. Silnik zapewnia wystarczające osiągi, choć biorąc pod uwagę możliwości układu jezdnego, chciałoby się jeszcze więcej. Tylko dlaczego Audi jest tak drogie?

 

 

Na szczęście nieco tańszy jest DS4 Crossback. Kontrowersyjnie stylizowany – albo w chwilę zdobywa serce oglądającego, albo sprawia, że bierzemy nogi za pas. Ja mimo wszystko zdecydowałem się przejechać. Wnętrze jest już nieco archaiczne, a kierownica za cienka. Za to silnik (ponownie, 1.6T 165 KM, jak w 3008) daje sobie spokojnie radę i zasługuje na miano żwawego (i zbyt głośnego… jak w Peugeocie). Zawieszenie nie jest „po francusku” miękkie i rozdygotane i DS-em można naprawdę odważnie atakować zakręty. Owszem, bywa podsterowny, ale nie jest wcale łatwo dojść do momentu, w którym zaczyna być to widoczne. Ten model prawdopodobnie nie stanie się – tak jak nie stał się do tej pory – hitem sprzedaży. Ale dobrze wiedzieć, że jest taka oryginalna alternatywa.

Klasa aut rodzinnych obfituje w wiele bardzo różnorodnych i ciekawych modeli. Na miejscu czekało jeszcze wiele interesujących samochodów, jednak nie dałem rady przejechać się wszystkimi.

Z organizatorami mam jednak nadzieję zobaczyć się przy okazji kolejnej imprezy. Jeśli chodzi o testowane auta – liczę, że zdarzy mi się kiedyś możliwość dłuższego ich poznania. W końcu wiele wad i zalet ujawnia się dopiero, gdy pomieszka się z kimś pod jednym dachem…

 

Autor Mikołaj Adamczuk
Fot. Piotr Serbin

 

 

 

Dyskusja

komentarzy

Mikołaj Adamczuk

Mikołaj Adamczuk

Pasjonat motoryzacji od dziecka. Uczył się czytać na katalogach „Samochody Świata”, a jego pierwsze słowa to podobno „dwusprzęgłowa przekładnia automatyczna”. Na Wartburgi kiedyś mówił „cham”, zanim mama nie wytłumaczyła mu, że chodziło jej o kierowcę, a nie o samochód. Zapisuje wszystkie modele aut, które prowadził (powoli zbliża się do trzystu). I chociaż na jego liście jest wiele mocnych i drogich pojazdów, to zadziwiająco dużą radość z jazdy dały mu też Fiat Uno 0.9 i Citroen Berlingo z wolnossącym dieslem. Lubi hot hatche, chociaż coraz częściej myśli też o wielkiej, wygodnej limuzynie – czy to już starość? Po godzinach wraz z dwoma kolegami rozkręca bloga: www.fahrwerk.pl