Pierwsza jazda: Nowe Volvo XC60

XC60 pierwszej generacji przez całe 9 lat produkcji niezmiennie cieszyło się wielkim zainteresowaniem klientów. Wprowadzenie następcy jest więc ważnym zadaniem – czy udało się nie zepsuć dobrego?

 

Marka z Goeteborga przechodzi właśnie prawdziwą rewolucję. Następuje wymiana większości gamy produktów, a nowe modele są projektowane według nowych zasad. Nowoczesne, lżejsze i lepiej wykonane, ale i – ku rozpaczy niektórych – pozbawione silników większych, niż czterocylindrowe.

Po modelach z serii 90 nadeszła pora na prawdziwy przebój, czyli XC60. Rozejrzyjcie się po ulicach – tych kompaktowych SUVów jest naprawdę dużo. Kombinacja modnego nadwozia, cenionej w Polsce marki i komfortu jazdy sprawia, że XC60 mimo długiego stażu rynkowego nadal podbija serca zarówno klientów prywatnych, jak i flotowych – przy czym ci pierwsi gustują raczej w dobrze wyposażonych odmianach, zaś ci drudzy decydują się na bazowe konfiguracje.

Przed najnowszym XC60 stoi więc bardzo poważne zadanie – nie zepsuć tego, co wypracował poprzednik, a przy okazji przekonać niezdecydowanych do marki Volvo. Trzeba jednak przyznać, że inżynierowie wyjątkowo przyłożyli się do tworzenia tego modelu – to jedno z najciekawszych aut, jakimi miałem okazję jeździć w ciągu ostatnich miesięcy. Jesteście ciekawi, dlaczego?

 

 

Wygląd

Samochody często kupujemy oczami. Możemy się oszukiwać, że jest inaczej i że tak naprawdę decyduje chłodna kalkulacja… ale wszyscy dobrze wiemy, że jeśli po spojrzeniu na auto „nie zaiskrzy”, to już nic z tego nie będzie.
Tutaj iskrzy i to bardzo. Niektórzy mówią, że XC60 jest miniaturką XC90… to nie do końca prawda. Te auta są podobne, ale różnią się nie tylko rozmiarem. „Sześćdziesiątka” ma bardzo ładną, długą maskę. Wygląda też – oczywiście – mniej masywnie. W stosunku do poprzednika zwiększył się rozstaw osi, zmniejszyła się zaś wysokość i prześwit. Dzięki tym zabiegom sylwetka nabrała dynamiki.

Z przodu, jak w pozostałych nowych Volvo, świetne reflektory ze słynnymi już „młotami Thora”. Z tyłu, tradycyjne dla marki światła w słupkach. Od razu widać, że mamy do czynienia z Volvo. Największe felgi, jakie XC60 będzie mogło „nosić” mają aż 22 cale. To odbiera nieco komfortu i każe zapomnieć o jakimkolwiek zjeżdżaniu z asfaltu (o ile w przypadku tego modelu ktoś w ogóle o tym myślał…), ale za to wygląda bardzo dobrze. Przedstawiciele Volvo przewidują jednak, że najpopularniejszym rozmiarem felg będzie 19 cali. To wielkość zapewniająca kompromis między wygodą, ceną a wyglądem.

 

 

Wnętrze

Po otwarciu drzwi osoby obeznane z najnowszymi Volvo mogą mieć deja vu. Wnętrze wygląda jak nieco zmniejszona wersja tego z ostatnich S i V90. Całe szczęście – to najlepsze, co ostatnio przydarzyło się marce Volvo.  Jest tu bardzo ładnie. Mało tego – pod względem wykończenia, zapachu czy atmosfery nie czułem żadnej różnicy względem większych i droższych modeli. Jak na segment, bądź co bądź, kompaktowy, jest po prostu doskonale.

Nie zapomniano o jubilerskim wykończeniu przycisków. Jest też oczywiście duży ekran dotykowy, za pomocą którego obsługujemy większość funkcji auta. Przy okazji XC90 i V90 lubiłem na niego narzekać, ale teraz… no cóż, chyba się już przyzwyczaiłem. Tak wygląda postęp w motoryzacji, czy nam się to podoba, czy nie.

We wnętrzu nowego XC60 jest przestronniej, niż w poprzedniku, zwłaszcza z tyłu. Wnętrze optycznie może wydawać się ciaśniejsze i mocniej „otulające” pasażerów, ale tak naprawdę, nawet wysocy nie mają powodów do niezadowolenia. Bagażnik ma 500 litrów, co nie jest rekordem w klasie, ale jest za to bardzo ustawny.

 

 

 

Technologia i wyposażenie

To prawda, że wersja, która miałem okazję testować była skonfigurowana na niemal 350 tysięcy złotych, co jest kosmiczną kwotą, jak na samochód tej klasy (mimo doskonałego wykończenia i innych zalet, o których za chwilę). Za tę cenę dostajemy jednak niemal pełen przekrój najnowszych systemów podnoszących komfort i bezpieczeństwo. Zacznijmy od tempomatu. Czasy, w których zadaniem tego gadżetu było jedynie utrzymywanie zadanej prędkości są już dawno za nami. Również aktywny tempomat powoli robi się przestarzały. W XC60 mamy też system, który utrzymuje pas ruchu. Przez kilkanaście sekund można nie trzymać kierownicy. Przedstawiciele Volvo mówią, że to kolejny krok w stronę autonomizacji pojazdów. Szwedzka marka mocno inwestuje w rozwój tej technologii i chce być jedną z pierwszych, która wyśle kierowcę na „zasłużony odpoczynek”.

Oprócz tego, jeśli myślimy Volvo, to myślimy też „bezpieczeństwo”. A więc oprócz znanych już systemów hamowania przed przeszkodą (w standardzie!) czy monitorowania martwego pola, pojawiło się coś jeszcze. XC60 nie tylko zauważy duże zwierzę (podobno nawet większy pies już zalicza się do tej kategorii) czające się w zaroślach, ale i ominie je w razie potrzeby. To prawdziwa rewolucja – już nie tylko hamowanie, ale i omijanie (z jednoczesnym hamowaniem).

Nic dziwnego, że skoro Volvo mówi, że do 2023 roku nikt w ich autach nie zginie ani nie zostanie poważnie ranny, musi inwestować zarówno w bezpieczeństwo bierne, jak i czynne.

 

 

Oprócz zapobieganiu i chronieniu, zadbano oczywiście o komfort. Są więc typowe dla Volvo wyjątkowo wygodne fotele (w standardzie z bardzo ładną winylowo-tekstylną tapicerką), zaś wnętrze zostało starannie wyciszone. Pamiętano także o tych, którzy nie lubią ciszy.

W XC60 można zamówić znany system audio Bowers & Wilkins. Wygląda podobnie designersko, jak w większych modelach, zawiera jednak o cztery głośniki mniej. To żadna strata, bo i wnętrze tego auta jest mniejsze. Brzmienie jest co najmniej tak samo dobre (a może nawet nieco mniej basowe i lepsze?), w dodatku dodano kilka nowych opcji sterowania dźwiękiem. No i pozostał tryb, w którym czujemy się jak słuchacze w goeteburskiej filharmonii. Przetestowałem na tym audio całą masę utworów, od Milesa Davisa, przez Easy’ego E, aż po The Prodigy i za każdym razem byłem przekonany, że każda złotówka z piętnastu tysięcy, które Volvo liczy sobie za ten zestaw, jest złotówką dobrze wydaną. Kilometry bardzo szybką mijają za oknem. Zwłaszcza, że jeździ się doskonale.

 

Silnik i układ jezdny

Nie tylko w kwestii wyposażenia do XC60 można zamówić właściwie wszystko to, na co mogą zdecydować się klienci na XC90. Także jeśli chodzi o silniki, wybór jest bardzo podobny – a nawet szerszy. Gamę otwiera dostępny już wkrótce bazowy silnik diesla D3 o standardowej pojemności dwóch litrów i mocy 150 KM. Będzie mógł być zestawiony także z ręczną skrzynią biegów i z napędem na jedną oś. Ot, wersja podstawowa, która na pewno spodoba się osobom wybierającym samochód służbowy.

Dalej w gamie mamy diesla D4 o mocy 190 KM, który może okazać się rozsądnym optimum. Dla wielbicieli benzyniaków przewidziano mocny silnik o mocy 254 KM, oznaczony jako T5. Jeśli to nadal za mało, wersja T6 wytwarza aż 320 KM. A jeśli komuś nadal brakuje mocy? Na szczęście Volvo o takich klientach też pamięta. Topowe dla XC90 hybrydowe T8 jest dostępne również w mniejszym i lżejszym XC60. 408 KM w SUVie tej wielkości musi robić niesamowite wrażenie.

Ja jednak miałem okazję pojeździć XC60 z silnikiem, który jednocześnie wydaje mi się idealny do tego samochodu… i który już wkrótce odejdzie do lamusa. Był to bowiem diesel D5 o mocy 235 KM, zestawiony z napędem na cztery koła i z 8 biegowym automatem.

Zdaniem włodarzy Volvo dni diesli są policzone. Marka nie chce już inwestować w silniki tego typu. Możemy się spodziewać, że w kolejnych generacjach aut tej firmy miejsce „ropniaków” zajmą jednostki elektryczne.

 

 

Szkoda! Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będę żałował diesli, ale w tym przypadku wiem, że gdybym decydował się na XC60, to właśnie z jednostką D5. Owszem, benzyniaki są szybsze i mocniejsze, ale przy tym – co pamiętam chociażby z V90 T6 i co potwierdzali koledzy jeżdżący XC60 z tym silnikiem – wyjątkowo nieprzyjemnie wyją przy przyspieszaniu. A 235 konny diesel jest wystarczająco szybki (480 NM!), a przy tym cichy i kulturalny. Nie drażni uszu plebejskim klekotem i zapewnia nieskończone pokłady energii niezależnie od biegu i prędkości. Spalanie pozostaje przy tym przyjemnie niewielkie, na poziomie 8 litrów w mieście.

XC60 jest też wygodne, a zawieszenie jest ciche i pracuje harmonijnie. To auto zaskoczyło mnie jednak najbardziej czymś innym – prowadzeniem! Przyznam szczerze, że po SUVie Volvo nie spodziewałem się w tej dziedzinie niczego nadzwyczajnego. Poprzednik był wyraźnie podsterowny i nie prowokował do dynamicznej jazdy. Nowe XC90 prowadzi się poprawnie, ale wyraźnie czuć jego masę i wymiary.

Tymczasem XC60 na zakrętach jeździ jak bardzo, bardzo dobry kompakt. Nie przechyla się i nie wykazuje żadnych tendencji do pod- czy nadsterowości nawet przy mocnym prowokowaniu go do tego typu zachowań. Czuć, że ogromna w tym zasługa elektroniki, ale nie robi ona tego w sposób natarczywy, a raczej naturalny. Pierwszy raz za kierownicą SUVa Volvo dobrze się bawiłem. Wielkie brawa.

 



Podsumowanie

Dawno nie jeździłem tak kompletnym samochodem. XC60 ma wszystko – świetny design, dopracowane silniki, genialne wnętrze, imponujące gadżety, prestiż i bardzo dobre prowadzenie. Również cena (od 184 500 zł) – mimo że to żadna okazja – nadal jeszcze nie jest kosmicznie wielka. Jestem pewien, że to będzie hit. I bardzo dobrze.
Mikołaj Adamczuk

Fot. Volvo Car Poland

 

Dyskusja

komentarzy

Mikołaj Adamczuk

Mikołaj Adamczuk

Pasjonat motoryzacji od dziecka. Uczył się czytać na katalogach „Samochody Świata”, a jego pierwsze słowa to podobno „dwusprzęgłowa przekładnia automatyczna”. Na Wartburgi kiedyś mówił „cham”, zanim mama nie wytłumaczyła mu, że chodziło jej o kierowcę, a nie o samochód. Zapisuje wszystkie modele aut, które prowadził (powoli zbliża się do trzystu). I chociaż na jego liście jest wiele mocnych i drogich pojazdów, to zadziwiająco dużą radość z jazdy dały mu też Fiat Uno 0.9 i Citroen Berlingo z wolnossącym dieslem. Lubi hot hatche, chociaż coraz częściej myśli też o wielkiej, wygodnej limuzynie – czy to już starość? Po godzinach wraz z dwoma kolegami rozkręca bloga: www.fahrwerk.pl