Nowe pokolenie

Mam wrażenie, że ostatnimi laty rodzina Volvo znacznie urosła. Do tego pozmieniały się oznaczenia i nie da się już tak łatwo rozróżnić poszczególnych modeli szwedzkiego producenta. Jednocześnie też Volvo mocno zmienia styl i wizerunek. Wielu jest jeszcze fanów starych, kanciastych modeli jak 960 czy 850. Tę markę taką właśnie pamiętamy i taką pokochaliśmy – my kierowcy. Później samochody ze Skandynawii stały się trochę nijakie. Pamiętamy choćby pierwszą generację S40… A od paru lat, z marki kanciastej, później nijakiej, Volvo staje się jedną z najbardziej nowocześnie wystylizowanych na rynku. Do tego, samochody te naprawdę mogą się podobać. Idealnym przykładem jest tu Volvo V40 – nowy przedstawiciel klasy kompakt-premium.

Nadwozie samochodu ma dość nietypową bryłę. Jest to coś pomiędzy hatchbackiem a kombi, ale teraz taka jest moda – nowa nisza na rynku. W dodatku podoba się ludziom, mnie również. Miło się patrzy na te kształty, a zwłaszcza na tył tego samochodu. Rzadko kiedy mówię takie rzeczy, ale ta część nadwozia nowej V40-stki na prawdę robi wrażenie. Samochód wyposażono również w 17-calowe alufelgi, w modnym kolorze “magnesium-grey”. Mnie akurat bardziej podobają się tradycyjnie koloryzowane felgi, ale to kwestia gustu.

Wnętrze samochodu również jest nowoczesne i wystylizowane, do tego obszerne – zarówno z przodu, jak i z tyłu. Zaskoczył mnie również na prawdę duży bagażnik – zwłaszcza na te gabaryty. Ale to nieistotne, idźmy dalej. Zegary są w pełni elektroniczne, co oznacza, że strzałka wskazująca ilość obrotów czy prędkość wyświetla się na ekranie, a nie jest tradycyjnie mechaniczna. Ciekawie wygląda efekt rozświetlenia wokół aktualnie wskazywanej przez nią wartości. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest możliwość wyboru specyfiki wyświetlacza. Normalnie, głównym, centralnie położonym elementem jest udający analogowy, cyfrowy prędkościomierz. Jednak po przełączeniu trybu zegarów na “Performance” zmienia się tło zegarów z szarego na czerwono-czarne, a obrotomierz staje się najważniejszym wskaźnikiem. Prędkość wyświetla się cyfrowo wewnątrz obrotomierza – bardzo trafiony gadżet. Dla każdego coś miłego. Widać, że Volvo stawia na design i gadżety. Wystarczy spojrzeć na dźwignię zmiany biegów. Jest przezroczysta, z zielonymi podświetleniami – trochę “plastik fantastik”, ale wesoło…

Nie zabrakło również ludzika Volvo na konsoli środkowej. Służy on do sterowania ustawieniami nawiewu. Towarzyszy mu duża ilość małych przycisków – coś od czego generalnie się odchodzi, ale szwedzka motoryzacja zawsze z tego słynęła. Dodatkowo znajdziemy również przestrzeń za konsolą środkową. Urzekło to wielu, gdy Volvo wprowadziło po raz pierwszy to rozwiązanie, a było to 10 lat temu. Nadal może się podobać i wygląda nietypowo. Dobrze, jak marka ma swoje cechy charakterystyczne.

Siedzenia mają również specyficzną dla Volvo, nie intuicyjną wg mnie regulację. Da się jednak przyzwyczaić. Materiały wydają się być dobrej jakości i chyba będą trwałe. Kolejny elektroniczny gadżet, trochę może niepotrzebny w tak małym samochodzie, to kamera cofania. Teraz klienci lubią móc się pochwalić tego rodzaju “bajerami”, ale czujniki parkowania w zupełności by wystarczyły. Miałem o tym nie pisać, bo to na prawdę drobiazg. Jednak nie mogę się powstrzymać. Mianowicie: Najbardziej irytującą rzeczą we wnętrzu V40 jest… schowek w drzwiach kierowcy! Tak, tak – chodzi o tzw. kieszeń. Nie mylicie się. Jest głęboki, krzywy i o tak ciasnym otworze, że wydobycie z niego czegokolwiek, wprowadza w furię. Męska dłoń po prostu musi się mocno nagimnastykować, by wyjąć np. klucze. No ale to jest jednak “pierdoła”. Tyle, że irytująca. Zwłaszcza w trakcie jazdy.

No właśnie – jazda V40 to kolejne zaskoczenie. In plus. Silnik D3 nie powala elastycznością, ale dzięki dobrze pracującej skrzyni automatycznej jeździ się naprawdę przyjemnie. Skrzynia robi dobrą robotę. Zmiana biegów i reakcja na gaz jest dynamiczna, w odpowiednim momencie, a przy ostrzejszym traktowaniu pedału gazu, skrzynia pracuje naprawdę dobrze i intuicyjnie. Dwulitrowa jednostka diesla, o nazwie D3, legitymuje się mocą 150KM. Mam wrażenie, że w połączeniu z manualną skrzynią biegów, mogłaby mnie trochę irytować. Przy automacie się sprawdza. Skrzyni należy się jeszcze jeden komplement. Przy hamowaniu, czuć jak automat hamuje silnikiem – to bardzo przyjemne uczucie.

Samochód prowadzi się pewnie w zakrętach, ale potrafi być nerwowy przy ostrym hamowaniu na nierównej nawierzchni lub jeżdżąc w koleinach. Nie jest to nic takiego, przy mojej udręce, którą spotyka w prawie każdym nowym samochodzie. Jest to oczywiście system Start-Stop, którego nienawidzę i uważam za po prostu głupi i dla głupich. No ale to moje osobiste frustracje.

Generalnie V40 okazało się bardzo ciekawą propozycją. Zaskoczyło mnie swoim stylem i frajdą z jazdy. Postanowiłem spojrzeć na ceny tego modelu, i znów pozytywne zaskoczenie. Ceny modelu zaczynają się od niewiele ponad 80 tysięcy zł. Testowy egzemplarz to już wydatek ok. 130 tys. zł. I to naprawdę nie jest aż tak dużo za to, co dostajemy z zamian –ciekawa propozycja, aż sam się zdziwiłem.

Artur Ostaszewski

Volvo V40 D3
Charakter6/10
Fun7/10
Osiągi6/10
ZZZ (zgodny z założeniem)8/10
Ogółem27/40
Czy bym kupił?TAK

Dyskusja

komentarzy

Artur Ostaszewski

Artur Ostaszewski

Od lat dziennikarz motoryzacyjny, od dziecka pasjonat samochodów. Ma całą kolekcję kultowych, corocznych katalogów "Samochody Świata". Do tej pory kupuje gumy "Turbo" na Allegro. Od 18-go roku życia pisze do różnych tytułów, a od kilku lat pracuje również w TVN Turbo. Prowadził najróżniejsze motoryzacyjne perełki - od Malucha, czy Wartburga z lat 60-tych, po Lambo i SLS-a. Zwolennik tylnego napędu, przeciwnik ekologii w motoryzacji.