Niedostępne w Polsce: Ford Flex i Lincoln MKT

Zapraszam do lektury nowego na naszej stronie cyklu poświęconego samochodom, których z różnych względów nie można oficjalnie kupić w Polsce. Na początek proponuję szybki lot za Ocean. To co, ruszamy?


Marka Lincoln kojarzy się u nas głównie z szaleńczo przedłużanymi, ślubnymi limuzynami, ewentualnie z równie ostentacyjnym modelem Navigator. Również w gamie europejskiego Forda próżno szukać dużych crossoverów, a największe typowo osobowe auto, którym można wyjechać z salonów tej marki na Starym Kontynencie, to Galaxy. W związku z tym cykl „Niedostępne w Polsce” rozpoczynam od prezentacji dwóch modeli dużych, rodzinnych aut oferowanych w Ameryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Przed Wami Ford Flex  i Lincoln MKT.

 

flex Lincoln

 

Oba te auta są modnymi, uterenowionymi crossoverami. Na ciasnych, europejskich drogach prezentują się jak prawdziwe mastodonty. Flex ma ponad 5,1 metra długości, a MKT jest jeszcze o 10 cm dłuższy, co czyni je większymi od wszystkich popularnych na naszym kontynencie dużych SUVów, takich jak Range Rover, Toyota Land Cruiser V8 czy nawet Mercedes GL. Jednak jak na warunki amerykańskie to jeszcze nie są olbrzymy – wspomniany na początku tekstu Navigator jest dłuższy.

Zarówno Ford jak i Lincoln są odważnie stylizowane, choć każdy na inny sposób. Zamysłem projektantów Flexa było nawiązanie do stylu retro, dokładniej: do dawnych, klasycznych aut typu „station wagon”, czyli po prostu kanciastych, wielkich kombi.
Lincoln jest bardziej obły (szczerze mówiąc, nawet blok z wielkiej płyty wydaje się bardziej obły niż Flex) i mniej retro, choć bardziej klasyczny (tak, to skomplikowane, wiem…). Ma wielki grill i bardzo charakterystyczny, szeroki pas tylny.

 

ford flex

Lincoln MKT

 

Oba samochody mogą, choć nie muszą, się podobać. Są ostentacyjne na specyficzny, amerykański sposób: trudno nie zgadnąć, w jakim kraju zostały wyprodukowane. Nie da się też odmówić im oryginalności.

Pod specyficznymi nadwoziami kryją się przepastne wnętrza mogące pomieścić siedmiu pasażerów i sporo bagażu. Stylistyka kokpitu w obu samochodach niezupełnie pasuje do naszych wyobrażeń o wnętrzu auta tej klasy, ale to już taka przypadłość produktów zza Oceanu.

Teraz pora na chwilę wyjaśnienia: dlaczego opisuję te auta razem, zamiast poświęcić im dwa osobne artykuły? Otóż, z grubsza rzecz biorąc, to konstrukcje bliźniacze, różniące się głównie stylistyką. Ford i Lincoln są częścią tego samego koncernu, przy czym Lincoln jest marką bardziej prestiżową i aspirującą do miana luksusowej, czy – jak powinniśmy powiedzieć dzisiaj – premium. Rzeczywiście te aspiracje nie są bezpodstawne, samochody tej marki przez lata woziły prezydentów USA, a sama nazwa Lincoln i w Polsce budzi skojarzenia z luksusem i przepychem. W związku z tym Lincoln jest nieco staranniej wykończony, bazowo lepiej wyposażony i droższy. Prawdopodobnie zapewnia też więcej prestiżu na przedmieściu Chicago czy Atlanty.

 

Lincoln MKT 1

 

Co kryje się pod maską tych wielorybów? Żadnych diesli! Amerykanie nie zdołali przekonać się do jednostek wysokoprężnych w osobówkach (i między Bogiem a prawdą, ostatnie wybryki VW raczej nie pomogą w zmianie tego stanu rzeczy…), więc zarówno Flex, jak i MKT są napędzane widlastymi benzyniakami o dużej pojemności. Niestety, nie V8, a V6, ale to i tak miła odmiana od europejskich diesli i downsizingu.

W przypadku Lincolna, jeśli nie zależy nam na napędzie na cztery koła, musimy wybrać wolnossący silnik o pojemności 3.7 litra i mocy 303 KM. W tej wersji sześciobiegowy automat przekazuje moc tylko na przednie koła. Ponad trzysta koni na przedniej osi? No cóż, nie wróżę temu połączeniu zbyt dobrej trakcji, więc rekomendowałbym wybór drugiego silnika, który dostępny jest w połączeniu z napędem na wszystkie koła. Ma „tylko” 3.5 litra pojemności, ale za to wspomagają go dwie turbiny. Osiąga 365 koni.

 

ford flex wnętrze Lincoln MKT wnętrze

 

Gdy konfigurujemy Flexa, możemy wybrać tylko 3.5 litrowy silnik. W słabszych wersjach wyposażenia jest dostępny jedynie z napędem na przednie koła i ma 287 KM. W wersji topowej, porównywalnej wyposażeniowo z Lincolnem, to znana nam, 365 konna wersja
z dwiema turbinami.

Taka moc pozwala rozpędzić się od zera do 60 mil na godzinę (96 km/h) w 5.7 sekundy – czyli możemy wygrać pojedynek spod świateł z większością wersji silnikowych chociażby aktualnego BMW X6, nie mówiąc np. o Megane RS. A to wszystko w czymś wielkości miejskiego autobusu, ważącym tyle, co małe państwo (dokładniej, ponad 2200 kilogramów).

 

siedzenia rodzina w aucie

 

Na zakrętach nie jest już tak różowo: amerykańscy dziennikarze krytykują mało bezpośredni układ kierowniczy obu aut i dużą podsterowność. Lepiej jest oczywiście w kwestii wygody, zwłaszcza w Lincolnie, seryjnie wyposażonym w adaptacyjne zawieszenie Lincoln Drive Control, z trybami Normal, Sport i Comfort.

Oba samochody naszpikowane są nowoczesną elektroniką. Potrafią same parkować (ciekawe, czy również na ciasnych, europejskich parkingach), mają systemy monitorowania martwego pola czy utrzymania pasa ruchu. Wielu klientów zapewne zamawia także system multimedialny dla pasażerów tylnej kanapy – to w końcu auta rodzinne…

Na rynku amerykańskim zwłaszcza Ford nieźle sobie radzi, i to pomimo długiego już rynkowego stażu. Był co prawda kilkukrotnie modernizowany, ale zadebiutował w 2008 roku, co jak na dzisiejsze standardy jest niemalże zeszłą epoką. Wersja podstawowa kosztuje od 29 100 dolarów, topowa, z napędem AWD to wydatek 37 tysięcy. Lincoln, obecny w salonach od 2010, notuje gorsze wyniki sprzedaży, po części ze względu na wyższą cenę (od 43 000 $, AWD: 45 200 $), a po części ze względu na stylistykę, która chyba mniej przypadła tamtejszym klientom do gustu. Te samochody można też kupić np. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy w Kuwejcie.

 

Flex z tyłu

 

Jak MKT czy Flex odnalazłyby się w Polsce? Można spytać o to kilku właścicieli tych aut, którzy właśnie sprzedają je na Allegro. W tej chwili wystawione są tam trzy Lincolny i dwa Flexy. Na egzemplarze z 2012-2013 roku potrzeba nieco ponad 100 tys. zł.

Głównym problemem jest zapewne spalanie (narzekają na nie nawet amerykańscy użytkownicy), choć można temu zaradzić, montując instalacje LPG (koszt: ok. 6000 zł). Zagadką jest również dostępność części zamiennych. Oba modele mają niezłą – choć nie idealną – opinię w kwestii niezawodności: więcej negatywnych opinii można przeczytać na temat Flexa (pewnie dlatego, że jest bardziej popularny), użytkownicy narzekają np. na awarie wskaźnika poziomu paliwa. Szczególnych problemów może przysporzyć poszukiwanie elementów blacharskich. Przydadzą się, bo wymiary tych samochodów nieco nie przystają do europejskich warunków. Łatwo o przycierkę.

Z drugiej strony, jeśli ktoś jest zdecydowany na rodzinne auto tej wielkości, a w dodatku nie lubi diesli, może rozważyć zakup Flexa lub MKT. O ile tylko wygląd któregoś z nich przypadnie mu do gustu (ja wybieram Flexa!), będzie miał szybki samochód wyróżniający się z tłumu popularnych, europejskich SUVów.

Mikołaj Adamczuk 
Fot. grandledgeford.com, Lincoln, Ford

 

Dyskusja

komentarzy

Mikołaj Adamczuk

Mikołaj Adamczuk

Pasjonat motoryzacji od dziecka. Uczył się czytać na katalogach „Samochody Świata”, a jego pierwsze słowa to podobno „dwusprzęgłowa przekładnia automatyczna”. Na Wartburgi kiedyś mówił „cham”, zanim mama nie wytłumaczyła mu, że chodziło jej o kierowcę, a nie o samochód. Zapisuje wszystkie modele aut, które prowadził (powoli zbliża się do trzystu). I chociaż na jego liście jest wiele mocnych i drogich pojazdów, to zadziwiająco dużą radość z jazdy dały mu też Fiat Uno 0.9 i Citroen Berlingo z wolnossącym dieslem.
Lubi hot hatche, chociaż coraz częściej myśli też o wielkiej, wygodnej limuzynie – czy to już starość? Po godzinach wraz z dwoma kolegami rozkręca bloga: www.fahrwerk.pl