Minitest: Seat Mii by Mango

Pamiętacie Seata Mii w wersji A/T, który ze względu na opieszałą pracę zautomatyzowanej przekładni niezbyt mi się spodobał? Czas zetrzeć nie najlepsze wspomnienie. Mii w wersji limitowanej “by Mango” z klasycznym “manualem” to ciekawy pomysł na designerskiego pogromcę miejskiej dżungli!

Miejskie samochody klasy A jeszcze nie tak dawno nie grzeszyły urodą. Wyposażeniem i wykończeniem również nie zachwycały. Ich przeznaczeniem – oczywiście poza naszym rodzimym Fiatem 126p, który tak naprawdę pełnił rolę samochodu rodzinno-wielozadaniowego – było dowieźć właściciela do celu jak najtaniej. Czasy się na szczęście zmieniają, więc i atmosfera w klasie maluchów robi się z roku na rok coraz bardziej napięta. Producenci dwoją się i troją, żeby miejskie “wozidełka” rzadziej przypominały tylko koła, do których przyczepiono kierownicę, fotele i pedały. Wystarczy spojrzeć na nowe Renault Twingo, Citroena C1 czy lekko już opatrzonego, ale nadal pięknego Fiata 500, żeby zrozumieć jak ważne są dla motoryzacji samochody o wymiarach oscylujących wokół 3,5 metra długości. Tej mody nie mógł przespać koncern VAG, który wypuścił na rynek trzy bliźniacze produkcje – Volkswagena Up, Skodę Citigo i testowanego Seata Mii. Zajmijmy się wersją specjalną małego Hiszpana. Dozbrojenie go w pakiet sygnowany logiem marki ubrań dla kobiet przyniosło bowiem zaskakująco dobre efekty.

Już podstawowe Mii wygląda dość atrakcyjnie. Wystarczy jednak do cywilnej wersji dołożyć 4649 zł, żeby otrzymać go w kolorze Glam Beige lub Deep Black, obutego w 15-calowe felgi w kolorze Atom Grey, którym pomalowano również lusterka boczne. W pakiecie znajdują się także chromowane listwy ochronne na drzwiach, elegancka tapicerka na siedzeniach, którą wykonano z połączenia skóry ekologicznej i alcantary oraz loga “by Mango” – na słupku B, pokrywie bagażnika oraz na tapicerce foteli. Wszystko wygląda naprawdę stylowo i sądzę, że przypadnie do gustu kobietom, do których auto wyraźnie jest adresowane. Chociaż, pomalowane w piekielne barwy Deep Black Mii może spodobać się także prawdziwemu facetowi, który Leona Cuprę woli w tygodniu zostawiać w garażu.

Na co dzień szybko docenicie plusy tej konstrukcji. Hiszpański maluch zachwyca bowiem wygodą przednich, świetnie wyprofilowanych foteli i całkiem przyzwoitą wielkością kabiny. Kierowca i pasażer z przodu mogą poczuć się w nim jak w niewielkim vanie, a pasażerowie tylnej kanapy, o ile nie są słusznych rozmiarów, nie muszą traktować swoich miejsc, jakby były za karę (w odróżnieniu od wersji 3-drzwiowej). Mogliby mieć tylko trochę więcej miejsca na nogi.

Wygląd czytelnej deski rozdzielczej poprawiają kolorowy pas z błyszczącego plastiku oraz trójramienna, świetnie leżąca w dłoniach kierownica. To, co mi się średnio spodobało, to dokładana na siłę nawigacja, o której przez opuszczeniem auta trzeba pamiętać (skrytka w schowku na pewno dobrze znana jest złodziejom), a także brak tapicerki w bagażniku, w którym mimo limitowanej wersji nadal straszy niczym nieosłonięty lakier. Plastiki użyte do wykończenia całości również nie zachwycają, ale biorąc pod uwagę klasę auta, ich użycie jest całkowicie uzasadnione i przesadnie nie razi.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

A jak jeździ 75-konne Mii z manualną skrzynią biegów? W porównaniu do bardzo powolnego automatu – wyśmienicie.  Biegi wchodzą bardzo precyzyjnie i z przyjemnym kliknięciem, autko szybko reaguje na gaz, dobrze brzmi, a katalogowe 13 sekund z hakiem do pierwszej setki odczuwalnie wydaje się o około 2 sekundy krótszym czasem. Samochód, jak na mieszczucha, całkiem pewnie też się prowadzi, i tylko krótki rozstaw osi podczas pokonywania poprzecznych wertepów przypomina z jakim autem mamy do czynienia. Ostre serpentyny i jazda na granicy przyczepności niekoniecznie są więc środowiskiem Mii, ale dynamiczne przemieszczanie się po zatłoczonym mieście, przeskakiwanie z pasa na pas czy szybka zmiana kierunku już tak. A o to przecież w takim aucie chodzi. Podczas dość dynamicznej jazdy w mieście Mii spaliło 6,4 litra benzyny, co być może nie powala, ale nie jest też powodem do wstydu. Ot klasowa średnia trzycylindrowych silników. Na trasie jednak bardzo łatwo ten wynik o co najmniej pół litra bezołowiowej obniżyć.

Mii by Mango? Jestem na tak!

Ciemne alufelgi, przyciemniane szyby, rozsuwany elektrycznie dach, w który dodatkowo wyposażony był testowany egzemplarz oraz kilka miłych dla zmysłów wzroku i dotyku dodatków sprawiło, że to zwinne, małe auto przestało być tylko powiększeniem damskiej torebki. Mii zyskało duszę nie tracąc przy tym ani trochę ze swej funkcjonalności. Dzięki tylnym drzwiom i sporej, jak na klasę, ilości miejsca w środku od biedy można wybrać się nim także za miasto. Elastyczny silniczek w zupełności wystarcza do sprawnej jazdy, a perfekcyjnie działająca skrzynia biegów wyznacza drogę, w jaką powinien jak najszybciej wybrać się znany z haczenia na każdym biegu Fiat 500. I nawet małe minusy, w postaci dużej ilości średnio miłego w dotyku plastiku i braku tapicerki w bagażniku, nie popsuły mi przyjemności. Mii naprawdę daje radę, tylko błagam – nie kupujcie go ze zautomatyzowaną skrzynią biegów!!!

Adam Gieras

 

Wygląd: 7 Stars (7 / 10)
Wnętrze: 7 Stars (7 / 10)
Silnik: 7 Stars (7 / 10)
Skrzynia: 8 Stars (8 / 10)
Przyspieszenie: 8 Stars (8 / 10)
Jazda: 7 Stars (7 / 10)
Zawieszenie: 7 Stars (7 / 10)
Komfort: 7 Stars (7 / 10)
Wyposażenie: 7 Stars (7 / 10)
Cena/jakość: 6 Stars (6 / 10)
Ogółem: 7.2 Stars (72/100)

 

 

Dane techniczne:

Długość/szerokość/wysokość [mm]: 3557/1645/1478
Pojemności silnika: 999 cm3
Moc: 75KM przy 6200 obr/min.
Maks. moment obr. (obr/min): 95 (3000)
Przyspieszenie (od 0 do 100km/h [s]): 13.2
Prędkość maksymalna [km/h]: 171
Zużycie paliwa – cykl miejski [l/100km]: 6.4 (test)
Zużycie paliwa – cykl pozamiejski [l/100km]: 5.8 (test)
Pojemność zbiornika paliwa [l]: 35

Cena: od ok 45 tys. zł

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...