Minitest: Renault Kadjar Bose 1.6 TCe 160 KM 2WD – mocy przybywaj

Renault dołożyło pod maskę Kadjara 163-konną jednostkę o pojemności 1.6-litra. Ta moc na papierze zapewnia francuskiemu crossoverowi bardzo przyzwoicie prezentujące się osiągi. Jak jest w rzeczywistości? 

 

Zanim dojdziemy do właściwego testu, muszę to napisać.

Niestety, choć w pierwszym, testowanym przeze mnie egzemplarzu panowała cisza jak makiem zasiał, o czym nakręciłem nawet film (poniżej), drugi egzemplarz dał się testującemu go Bartkowi we znaki. Szczerze mówiąc, sądziłem, że problem już nie istnieje i pierwsze skrzypiące egzemplarze to był tylko wypadek przy pracy… Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że czerwony Kadjar z turbodoładowaną benzyną pod maską, którego odebrałem do testu w drugiej połowie sierpnia, trzeszczy jak nieszczęście. Panel wokół ekranu, tunel środkowy, daszek nad zegarami, boczki drzwi – wystarczyło wjechać w małą dziurę i do uszu dochodził koncert nieprzyjemnych dźwięków. Szkoda. Renault, musicie coś z tym zrobić, bo auto ma naprawdę ogromny potencjał…

 

 

Nie będę się pastwił, postaram się uwierzyć w słowa PR-u marki, które brzmią: “to egzemplarz produkcyjny, powstał szybciej, żebyście mogli go już testować”.

Jeżeli macie jakieś doświadczenia w kwestii dziwnych odgłosów płynących z deski rozdzielczej Kadjara (innych Renault?) to piszcie w komentarzach, a tymczasem czas na właściwy test. 

———————————————————————– <— GRUBA KRESKA

 

 

Renault Kadjar, jaki jest każdy widzi. Mnie się podoba. Lekko zaokrąglona sylwetka, nowoczesny przód, kształtny tył, linia boku podążająca w górę, która zwęża wysokość szyb ku tyłowi. Tak powinien wyglądać nowoczesny crossover. Kwestia gustu oczywiście czy bliźniaczy Nissan Qashqai drugiej generacji – z zaostrzonymi liniami – przypadnie wam do gustu bardziej czy niekoniecznie. Ja wybrałbym Kadjara, ale to już chyba pewne zboczenie w stosunku do tej francuskiej marki (sam mam dwa Renault).

Inna sprawa, jeżeli przede wszystkim cenicie wielkość bagażnika – ten jest większy w Kadjarze; 472 litry wobec 410 litrów w Nissanie – i wnętrza pojazdu. Miejsca na głowę, nogi jest tu dużo, zarówno z przodu jak i z tyłu. Siedzenia są wygodne, sprężyste i świetnie podpierają ciało w zakrętach. Można mieć zastrzeżenia do przejrzystości deski rozdzielczej, która w dodatku jest dość nijaka – bezstylowa, choć na plus zapiszę ekran infomediów, który umieszczono tu poziomo (o wiele lepiej to wygląda niż np. w Megane czy Talismanie) oraz obsługę klimatyzacji – nadal proste w użyciu pokrętła.

Ale…

po stronie pasażera umieszczono na tunelu środkowym gustowne przytrzymanie, które nie spełnia żadnej roli, poza tym, że jest… Mało tu też przegródek, schowków, pomysłowych rozwiązań dla pasażerów. Zbyt powściągliwie projektanci podeszli też do zaprojektowania tego wnętrza. Trochę szkoda, bo wygląda to tak, jakby za wszelką cenę chciano zrobić auto będące zaprzeczeniem francuskich dokonań – tego romantyzmu przesiąkniętego nutką wariactwa. Mimo wszystko siedząc w środku nie trudno polubić to auto – Kadjar sprawia wrażenie dojrzalszego, lepiej przemyślanego i wygodniejszego od japońskiego brata.

 

 

Kadjara testowaliśmy już wcześniej dwukrotnie, ale do tej pory mieliśmy do czynienia tylko z dieslami. Słabszy o mocy 110 KM zapewniał autu wystarczającą dynamikę przy bardzo korzystnym dla portfela spalaniu. Mocniejszy o mocy 130 KM, z nowocześniejszym silnikiem o pojemności 1.6-litra zachwycił niskim zużyciem paliwa (tym bardziej, że wyposażono go w napęd 4×4) i znacznie lepszą dynamiką. I teraz powiem coś kontrowersyjnego, ale… od testowanej jednostki 1.6 turbo, wolałbym mieć pod maską Kadjara któryś z powyższych silników, szczególnie, jeśliby sprzężono go z automatem EDC.

Już tłumaczę dlaczego. 163 KM, które drzemią w tym silniku to jedne z wolniejszych koni, jakimi miałem okazję operować. Nie jestem wielkim miłośnikiem mocy, ale lubię jak samochód przyspiesza naturalnie i bez wysiłku. A tak w Kadjarze z tym silnikiem nie jest. Nie wiem, gdzie leży wina, ale po pierwsze do 2 tys. obr. nie dzieje się nic. Po drugie, powyżej tych obrotów Kadjar zaczyna być głośny, a niekoniecznie dzieje się coś więcej – znaczy ok, samochód przyspiesza, ale postawiłbym skrzynkę piwa, że 110-konna wersja 1.5 dCi wyprzedzi tira szybciej. Prawdopodobnie część winy za taki stan rzeczy ponosi tragiczna (nie boję się tego słowa użyć) skrzynia biegów. EDC to miód i malina, ale 6-biegowy manual sprawił mi nie lada zawód – jakby był skrzynią w fazie testów. Biegi haczyły – na trójce z odgłosem wpadających metalowych kulek do blaszanego kubka, a sam mechanizm wrzucania poszczególnych biegów okazał się tak nieprecyzyjny, że aż strach. Z tym silnikiem automat niestety nie występuje…

 

 

Sytuację niespecjalnie przyjemnego operowania skrzynią biegów i prawym pedałem uratowały: zawieszenie i układ kierowniczy. Jak na crossovera (SUV-a?), Kadjar prowadzi się pewnie i łączy przy tym solidność ustaleń między kierownicą a kołami, a komfortem całego zawieszenia. Duży plus. Minus za 2WD, chociaż czy minus? Pomyślmy, kto o zdrowych zmysłach chciałby wjeżdżać tym autem w teren. Co do napędu na cztery koła i bezpieczeństwa są dwie szkoły i ja uważam, że 4×4 niekoniecznie koresponduje z większym bezpieczeństwem. Może poczuciem bezpieczeństwa – to tak. Często niestety złudnym. Nie zmienia to jednak faktu, że mając taki samochód, wolałbym go mieć w wersji 4WD. Po prostu. Nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego? Jak się jednak pewnie domyślacie – tak, tak – nie można mieć Kadjara z tym silnikiem i napędem na obie osie…

Wróćmy do przyjemniejszych kwestii. Cena. Wersja Bose to najwyższa opcja w Renault. W standardzie zajdziemy tu m.in.: reflektory LED Pure Vision, system multimedialny R-Link 2 z nawigacją, świetne nagłośnienie firmy Bose. A wszystko to za około 105 000 zł. Nieźle prawda?

Tyle że ja wolałbym dołożyć około 15 000 zł i kupić maksymalnie wyposażoną wersję 1.6 dCi 4×4 albo – i to może być jeszcze lepsza opcja – 110-konne, ale wcale nie powolne 1.5 dCi ze skrzynią EDC za około 95 000 zł. 1.6 TCe to duże (za duże jak dla mnie) rozczarowanie…

Adam Gieras

fot. Adam Gieras Fotomotografia

 

 

Wygląd: 8 Stars (8 / 10)
Wnętrze: 5 Stars (5 / 10) za skrzypienie, trzaski i kiepski montaż
Silnik: 5 Stars (5 / 10)
Skrzynia: 4 Stars (4 / 10)
Przyspieszenie: 6 Stars (6 / 10)
Jazda: 8 Stars (8 / 10)
Zawieszenie: 8 Stars (8 / 10)
Komfort: 8 Stars (8 / 10)
Wyposażenie: 8 Stars (8 / 10)
Cena/jakość: 6 Stars (6 / 10)
Ogółem: 6.6 Stars (66/100)

 

 

 

Podstawowe dane techniczne: 

Silnik: 1618 cm3
Moc: 163 KM przy 5200 obr./min
Moment obrotowy: 240 Nm przy 2000 obr./min
Skrzynia biegów: manualna, 6-stopniowa
Liczba cylindrów: 4
Wymiary (dł./szer./wys.): 4449/1836/1607 mm
Rozstaw osi: 2646 mm
Masa własna: 1306 kg

Osiągi:
0-100 km/h: 9,2 sekundy
Prędkość maksymalna: 205 km/h
Zużycie paliwa (test):
Cykl mieszany: 7,5 l/100 km

Cena wersji testowanej: ok. 105 000 zł

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...