Minitest: Renault Clio GT-Line 1.5 dCi 110 KM FL – lepszy, żwawszy i bardzo oszczędny

Renault Clio obecnej, czwartej generacji przeszło niedawno delikatny lifting, czego następstwem jest fakt, że pod jego maską pojawił się wreszcie 110-konny diesel. Auto z tym motorem i pakietem GT-Line miałem okazję przetestować na trasie z Warszawy do Trójmiasta i z powrotem. W przerwach między szybkim przemieszczaniem się po autostradach był też czas na jazdę miejską, do której auto wydaje się być stworzone. 

 

Pewien nieznany filozof powiedział: “jesteś tym, czym jeździsz”, ale czy tania, podstawowa wersja auta z czarnymi klamkami może świadczyć o mało bogatym wnętrzu właściciela (lub portfela)? Śmieję się oczywiście, bo wiem jak to jest gdy młody kierowca spojrzy w stronę sedana, kombi czy vana. Poczucie obrzydzenia to mało powiedziane. Młodzi chcą jeździć małymi, szybkimi, a przede wszystkim dobrze wyglądającymi autami. Najchętniej hot-hatchami. Renault Clio w wersji R.S. to jednak maszyna, która szybko może rozczarować (żeby nie powiedzieć zabić…). Twarde “kubły”, jeszcze twardszy “zawias” przypadną do gustu kierowcy i jego kolegom podczas sobotnich wyjazdów do klubu, lecz w codziennej eksploatacji mogą bardziej drażnić niż cieszyć, szczególnie na polskich dziurawych drogach. Renault wpadło więc na pewien pomysł, który spodoba się rozsądnym młodym kierowcom – stworzyć Clio ze sportowym pakietem wizualnym GT-Line. Mamy więc wystarczającą moc, nie najgorsze osiągi, niskie spalanie, a gdy dodamy do tego naprawdę świetny wygląd zewnętrzny… No właśnie, czy stoi przed Wami złoty środek?

Renault Clio przeszło niedawno face-lifting. Pojawiły się nowe przednie lampy w technologii Full LED “Pure Vision”, zmienił się przedni grill, zderzaki, a w katalogu można postawić ptaszek przy nowych wzorach felg i barw lakierów. Poprawiono też (nieznacznie) jakość materiałów wewnątrz oraz zadbano o ich bardziej stonowany wygląd. Trzeba przyznać, że niewielkie zmiany są widoczne i wyszły małemu autu na dobre. Clio wygląda świeżo, nowocześnie, a kilka detali w testowanym egzemplarzu, jak: lampy LED, szare felgi, lusterka, ramki wywietrzników w przednim zderzaku czy atrapa dyfuzora w tylnym dodają mu smaczku. Rasowo wygląda też rura wydechowa ze sportową nakładką. Nie emituje ona jednak żadnych dodatkowych dźwięków. W przypadku diesla można to jednak wybaczyć.

 

renault_clio_dci-39

 

Równie ciekawie zrobiło się pod maską – trafił pod nią znany z innych modeli francuskiej marki 110-konny diesel o pojemności 1.5-litra. Można pomyśleć, że dźwięk klekota nie pasuje do eleganckiego i lekko zadziornego wyglądu auta, ale ja nie przejmowałbym się stereotypami. Po pierwsze, kiedy młody kierowca dostanie takie auto od ojca, to poza faktem, że ma fajnego ojca powinien docenić przyzwoite możliwości tej jednostki. Owszem, sprinterem może ona nie jest, ale bardzo sprawnie wywiązuje się ze swoich zadań. 11,2 sekundy do pierwszej setki oraz 194 km/h prędkości maksymalnej może nie robią wrażenia w suchych danych na kartce papieru, ale 260 Nm momentu obrotowego, dostępnego już przy 1750 obr./min. już tak. Oznacza to nie mniej nie więcej, że samochód rozpędza się na drodze bez zadyszki. Wyprzedzanie również nie stanowi dla Renault żadnego wyzwania i można to robić spokojnie na szóstym biegu.

Podczas mojej podróży do Trójmiasta przez większą część trasy podróżowałem z prędkością stałą ok. 160 km/h (pusta autostrada). Clio, mimo swoich rozmiarów, nie myszkowało po drodze przy wyższych prędkościach i zadowoliło się średnio 6,6 l/100 km. Gdybym autostradę zamienił na starą siódemkę przez Mławę, Nidzicę i Elbląg i nie przesadzał z dociskaniem pedału gazu, Clio dojechałoby do Gdyni ze średnim zapotrzebowaniem na ropę tylko nieco przekraczającym 4 l/100 km. W mieście okolice 5 litrów są jak najbardziej do osiągnięcia. Clio R.S. spali minimum dwa razy tyle… A przy tym, jak już wspomniałem, będzie o niebo twardsze, a przecież GT-Line wcale nie prowadzi się źle. Powiem więcej, jestem mocno podbudowany tym, co oferuje kierowcy mały Francuz. Układ kierowniczy jest przyjemnie pewny w swoim działaniu, zawieszenie ze stylem zawadiaki ustala pozycję auta, nadwozie na zakrętach nie przechyla się nadmiernie. Słowem pokonywanie serpentyn to przyjemność. Zresztą, jak 3 lata temu testowałem Clio 0.9 to na mazurskich zakrętach bawiłem się jak małe dziecko. W GT-Line ta zabawa jest jeszcze lepsza!

 

renault_clio_dci-1

 

W środku również atmosferę podgrzewają odpowiednie detale. Niebieska nić przeszywająca kierownicę, mieszek lewarka skrzyni biegów czy dźwignię hamulca ręcznego dodaje odpowiedniego sznytu, a głęboko wyprofilowane fotele przednie zapewniają wystarczające podparcie boczne (są też ultra wygodne). Materiały, z których wykonano deskę rozdzielczą i boczki drzwi rzeczywiście trochę przybrały na jakości, ale nadal w małym Renault czujemy, że to księgowi mieli przy wykończeniu ostatnie słowo. Nie jest źle, nic nie odpycha, ale plastiki nie zostawiają daleko w tyle tych znanych z budżetowej Dacii. Obsługa urządzeń pokładowych nie nastręcza na szczęście żadnych kłopotów. Dotyczy to także systemów infomedialnych, które za pośrednictwem dotykowego ekranu nie sprawią trudności w obsłudze nikomu, kto potrafi nacisnąć ikonkę na wyświetlaczu swojego smartfona. Plus za szybką w działaniu i dobrze prowadzącą po zawiłych uliczkach centrum Gdyni (mnóstwo jednokierunkowych) nawigację.

Czy widzę w Clio jakieś wady? Skrzynia biegów mogłaby działać nieco bardziej precyzyjnie, a z tyłu zamiast bębnów powinny być zamontowane hamulce tarczowe. Gdybym mógł wybrzydzać bez końca, zamieniłbym też tanio wyglądający (nadal, mimo liftingu) plastikowy panel środkowy na coś innego. Mimo to Clio GT-Line to bardzo ciekawy zawodnik i chętnie znowu wybrałbym się tym autem do Trójmiasta. Stylem małe Renault pasuje do tamtejszych deptaków. A czy spełnia pokładane w nim, choćby ze względu na wygląd nadzieje? Jak to mówią, rozsądek przede wszystkim, ale w przypadku tego auta jest też miejsce na przyjemność czerpaną z jazdy. A wszystko to za kwotę niższą niż 70 tys. zł.

Adam Gieras

 

 

Wygląd: (8 / 10)
Wnętrze: (6 / 10)
Silnik: (8 / 10)
Skrzynia: (7 / 10)
Przyspieszenie: (6 / 10)
Jazda: (8 / 10)
Zawieszenie: (8 / 10)
Komfort: (8 / 10)
Wyposażenie: (8 / 10)
Cena/jakość: (7 / 10)
Ogółem: (74/100)

 

 

 

 

 

DANE TECHNICZNE

Silnik: R4, diesel Common Rail, 1461 cm3

Moc: 110 KM przy 4000 obr./min.

Moment obr.: 260 Nm / 1750 obr/min.

Skrzynia biegów: manualna, sześciobiegowa

Napęd: przedni

Śr. zuż. Paliwa: 5,5 l/100 km

0-100 km/h: 11,2 s

V maks: 194 km/h

Cena: od 69 400 zł

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem…), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę…