Mini test: Seat Toledo 1.4 TSI 122 KM I-TECH

To już moje trzecie spotkanie z Toledo i drugie z wersją z najmocniejszym dostępnym w tym modelu silnikiem. Tym razem do testu otrzymałem egzemplarz z limitowanej edycji I-TECH. Czy trzecie spotkanie, a co za tym idzie, trzeci wspólnie spędzony tydzień z tym autem przyniósł coś nowego?

 

Po raz pierwszy Seata Toledo testowałem równo rok temu. Była to wersja 1.4 TSI 122 KM z DSG w wersji wyposażenia Style. Pół roku później miałem okazję przetestować słabszą wersję silnikową 1.2 TSI 105 KM, która praktycznie w niczym nie ustępowała mocniejszemu o 17 KM Hiszpanowi. Powiem więcej, 105-konny silnik ze skrzynią manualną radził sobie z autem na tyle dobrze, że dopłacanie do mocniejszej wersji z DSG wydało mi się bezsensownym rozwiązaniem. Po teście kolejnego Toledo z najmocniejszą w gamie jednostką podtrzymuję to stanowisko, ale po kolei.

Toledo w obecnej formie nie ma nic wspólnego ze swoim poprzednikiem, który był najpierw tanim sedanem średniej klasy, potem nieco droższym sedanem klasy kompakt z deską od Audi A3, by na końcu stać się minivanem pełną gębą. Obecne Toledo to brak bliźniak Skody Rapid, czyli tak naprawdę trochę mniejsza i uboższa Skoda Octavia. Jednak to, co opłaca się Skodzie, nie opłaciło się jak widać Seatowi. Toleda prawie w ogóle się nie sprzedają, chociaż są odrobinę tańsze niż czeskie odpowiedniki ze strzałą na znaczku. Powód takiej sytuacji może być tylko jeden – Seat kojarzyć się ma z lekkością południowej, głośnej i pełnej życia zabawy przy winie, a nie czeską potańcówką z piwem i ciężkostrawnymi knedlikami z kminkiem.

DSC_0044

Niestety, choć wizualnie Toledo nie razi, a jego opływowe linie mogą się nawet podobać, nie widać w nim ani krztyny południowego temperamentu. Producent próbuje jednak ze wszystkich sił uatrakcyjniać swój niewyrośnięty kompakt. W testowanym egzemplarzu z limitowanej edycji I-TECH mamy więc aluminiowe, 16-calowe felgi w kolorze tytanu, reflektory ksenonowe, a w środku metaliczną listwę na desce rozdzielczej, alcantarę na fotelach, system multimedialny z rozpoznawaniem głosu i nawigację. Trzeba przyznać, że wyposażenie jest w zupełności wystarczające. Denerwuje jedynie brak dwustrefowej klimatyzacji, której nie ma nawet w opcji oraz morze plastiku; deska rozdzielcza jest twarda i ma nieprzyjemną w dotyku fakturę, a na boczkach drzwi nie znajdziecie nawet centymetra materiału. Na minus zaliczę też wykonanie podsufitki, która w tak nowym aucie była już powgniatana. Mimo wszystko atrakcyjny kolor lakieru Toledo (mój ulubiony), w połączeniu z dobrze dobranymi felgami i czarno-popielatą tapicerką w środku podwyższają wynik za wygląd z pięciu gwiazdek w dotychczas testowanych egzemplarzach na sześć gwiazdek!

DSC_0012

To, co zupełnie nie zmieniło się w limitowanej edycji to prowadzenie. Nadal jest nieźle, ale kierownica przenosi polecenia kierowcy na koła z minimalnym opóźnieniem. Na plus po raz kolejny zaliczę jednak wyłączalne kagańce w postaci ESP i kontroli trakcji. Zawieszenie miękko pokonuje nierówności, a w zakrętach jest wystarczająco sprężyste. Przeszkadza jedynie krótki skok amortyzatorów, co w przypadku polskich dróg może dać się kierowcy we znaki.

Testowany egzemplarz wyposażono w jednostkę 1.4 TSI o mocy 122 KM, którą standardowo w tej specyfikacji sprzężono z 7-biegową skrzynią DSG. Moim zdaniem obligatoryjny automat jest kiepskim rozwiązaniem – Toledo o wiele przyjemniej jeździło by z manualem. A tak biegi nie wchodzą zawsze tak, jakbyśmy sobie tego życzyli – zdarzają się momenty zawahania, np. przy redukcji podczas wyprzedzania. Nie sądzę jednak, żeby znalazł się kierowca, który narzekałby na dynamikę auta. Przyspieszenie do pierwszych 100 km/h zajmuje tylko 9,5 sekundy, a dzięki miłemu dla ucha gangowi silnika wrażenie to jest dodatkowo wzmacniane. Jazda w trybie autostradowym przebiega dzięki temu bez stresu – 140 km/h na liczniku pojawia się bardzo szybko, a Toledo wyraźnie zachęca do jeszcze szybszej jazdy.

DSC_0025

Dobre osiągi nie drenują portfela kierowcy. Jeżdżąc bardzo dynamicznie po mieście zmieścimy się w 9-10 litrach/100 km, a łagodne obchodzenie się z gazem odwdzięczy się spalaniem na poziomie ok. 7,5 litra/100 km. Jadąc delikatnie poza miastem można zejść nawet poniżej 6 litrów/100 km, co biorąc pod uwagę możliwości przewozowe; pięć osób pojedzie w środku Toledo względnie wygodnie, a bagażnik o pojemności 550 litrów doceni nawet duża rodzina, jest naprawdę dobrym wynikiem. Tylko jeżeli ktoś chciałbym wybrać się do salonu Seata po nowe Toledo niech postawi na jednostkę 1.2 o mocy 105 KM z manualną skrzynią biegów – jest naprawdę wystarczająco dynamiczna.

Największą wadą testowanego Toledo jest jego cena. Bo choć Hiszpan startuje z poziomu 41 500 zł (za podstawową wersję Entry z silnikiem 1.2 o mocy 75 KM), to sensownie wyposażony egzemplarz z silnikiem 1.2 TSI o mocy 105 KM to wydatek 62 700 zł. Wersja 1.4 TSI 122 KM DSG kosztuje minimum 64 400 zł, ale nie będzie miała na pokładzie automatycznej klimatyzacji, alcantary na fotelach czy nawigacji. Po dokupieniu wyposażenia dodatkowego, które miał na pokładzie testowany egzemplarz, cena z łatwością poszybuje do okolic 84 000 zł. Choć ceny Toledo kształtują się na niższym poziomie niż brata bliźniaka – Skody Rapid (od 54 900 zł), to nadal jest stanowczo za drogo. Za 80 000 zł możemy mieć bardzo dobrze wyposażoną Mazdę 3 sedan lub Golfa kombi, a stawiając na podstawę (i tak z bardzo bogatym wyposażeniem) możemy wyjechać z salonu Skody nowym Superbem…

agier

 

Wygląd: 6 Stars (6 / 10)
Wnętrze: 6 Stars (6 / 10)
Silnik: 7 Stars (7 / 10)
Skrzynia: 8 Stars (8 / 10)
Przyspieszenie: 8 Stars (8 / 10)
Jazda: 6 Stars (6 / 10)
Zawieszenie: 8 Stars (8 / 10)
Komfort: 8 Stars (8 / 10)
Wyposażenie: 7 Stars (7 / 10)
Cena/jakość: 4 Stars (4 / 10)
Ogółem: 6.8 Stars (68/100)

 

 

 

Podstawowe dane techniczne:

Pojemność: 1390 cm3
Moc: 122 KM
Max moment obrotowy: 200 Nm
Zużycie paliwa średnie [test]: 7.5 l/100 km
Przyspieszenie 0–100km/h: 9.5 s
Prędkość max: 206 km/h
Długość: 4482 mm
Szerokość: 1706 mm
Wysokość: 1461 mm
Min. pojemność bagażnika: 550 l
Masa własna: 1230

Cena testowanego egzemplarza: ok 84 tys. zł

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...