Test: Mercedes Vito furgon 111 CDI 4×2 – blaszak z charakterem

Lubię auta, w których szyk i styl odchodzi na dalszy plan, a na tapecie są finanse przedsiębiorstwa. Chłodne kalkulacje, ekonomia i walory użytkowe to jest to! Z pewnością moje pragmatyczne podejście polubi księgowa, a może nawet szefowa puści zalotne oczko? Czas to pieniądz, a dobrze wydane pieniądze potrafią zwrócić się z nawiązką, więc zapraszam do lektury.

 

Kiedy słyszę Vito, mam przed oczami dostawczaka, który stoi na awaryjnych, a kierowca niespiesznie rozładowuje towar. Nic w tym dziwnego, auta te są bardzo często używane przez kurierów oraz jako pojazdy zaopatrzenia. Czy Vito okaże się dobrym materiałem na godnego przyjaciela w codziennej pracy, czy raczej małowartościowym leserem? Sprawdziliśmy to dla Was.

Z przyjemną buźką…

Ponoć miłość od pierwszego wejrzenia istnieje, ale czy w przypadku aut również? Vito to blaszak, których wiele na drodze, ma być przede wszystkim funkcjonalny i nie powodować wstydu podczas wizyty u kontrahenta. O ile pierwsze spojrzenie w ledowe oczy Vito było obiecujące i przód naprawdę może się podobać, tak zderzaki trochę psują efekt. Brylantowo srebrny kolor pojazdu słabo komponuje się z czarnymi zderzakami, a więc według mnie, w przypadku mercedesa, wygląd to za mało, aby się zakochać. No nic, pada deszcz, więc czas sprawdzić kabinę, może tu jest lepiej?

 

 

Wnętrze nie przypomina auta roboczego. Jest miło, przytulnie i wygodnie. Na uwagę zasługuje bardzo dobrze leżąca w rękach kierownica, wyposażona w sterowanie radiem, komputerem pokładowym oraz telefonem. Biuro w samochodzie, a czemu nie? We wnętrzu znajdziemy trzy pojemne schowki na drobne rzeczy oraz dwa na puszkowane napoje umieszczone na górze deski rozdzielczej – nawiasem mówiąc plastik wykonane są z twardego plastiku, jednak elementy całkiem dobrze spasowano… No może z małym wyjątkiem, ale o tym później. Kieszenie drzwiowe są bardzo opasłe – tam zmieścimy podręczne narzędzia lub drugie śniadanie łącznie z termosem cieplej kawy. Siedzenie kierowcy jest komfortowe z regulowanymi płaszczyznami podparcia kręgosłupa i ogrzewaniem. W sam raz na zimny i męczący dzień pracy. Tyle szczęścia nie mają pasażerowie, dla których przygotowana jest ławka, pozbawiona regulacji czy ogrzewania.

Ale przejdźmy do tego co najistotniejsze w przypadku aut dostawczych – czyli do powierzchni ładunkowej. Do testu trafił egzemplarz oferujący 875 kg ładowności oraz 6 metrów sześciennych. Producent oferuje poza naszą wersją jeszcze opcje o DMC 2,8 tony, a także wersje 3,05 oraz 3,2 tony. Poza ładownością możemy konfigurować długość powierzchni ładunkowej. Bazowo Vito jest w krótkiej wersji nadwozia, jednak możemy zaznaczyć opcję long (testowana) lub super long, ale wszystkie warianty niestety bez zwiększenia wysokości paki. Trochę szkoda.

 

 

Załadujmy i w drogę!

W celu łatwego upakowania paki samochodu, Vito wyposażone jest w tylne dwuskrzydłowe drzwi oraz przesuwne drzwi z prawej strony. Gdyby to było jednak mało, możemy doposażyć auto w lewe drzwi przesuwne oraz opcję otwierania tylnych skrzydeł drzwiowych pod kątem 270 stopni. Wówczas jednak nie otworzymy maksymalnie drzwi bocznych i skrzydeł z tylu pod maksymalnym kątem, gdyż spowoduje to kolizję obu drzwi. Warto się zastanowić, czego potrzebujemy. W załadunku możemy używać wózka widłowego – zarówno przez tylne drzwi, jak i boczne. Operator jest w stanie umieścić spaletyzowaną jednostkę ładunkową na pokładzie Vito i tak jesteśmy w stanie załadować do 3 Euro palet na pace. Skoro załadowany, to w drogę!

O nie, jeszcze nie koniec! Z wykształcenia jestem logistykiem, więc nie mogę zapomnieć o zabezpieczeniu ładunku. W Mercedesie w podłodze umieszczone są uszy do zabezpieczenia ładunku, jednak ja wolę listwy, które moim zdaniem, warte są dopłaty i odhaczenia w konfiguratorze. Z elementów pozornie niepotrzebnych warto jeszcze zaznaczyć pokrycie ścian na wysokości szyb sklejką – uchroni to ściany boczne przed wypchnięciem na zewnątrz i powstaniem nieestetycznych wybrzuszeń, których nasz „Viciak” nosił całkiem sporo.

Jak się prowadzi?

 

 

W dwóch słowach: jak osobówka. Zawieszenie jest komfortowe, nie zaznamy tu podskakiwania paki na nierównościach, co często się zdarza przy zawieszeniu piórowym. Silnik zapewnia rozsądną dynamikę przenosząc 114 koni na przednie koła, przy jednocześnie bardzo rozsądnym spalaniu. Wynik w cyklu mieszanym – 80% miasto i 20% trasa – jest ledwo 0.5 litra większy od deklarowanego przez producenta 6.2 l/100km. Przy 70-litrowym (opcjonalnym) baku zasięg przy wspomnianym spalaniu oscyluje w okolicach 1000 km. To dobrze, bo z tego auta naprawdę nie chce się wychodzić. Z drugiej strony w Vito poczułem się delikatnie zdradzony. Marka, która w ocenie wielu jest synonimem jakości i dopracowania w Vito poczęstowała mnie donośnymi i irytującymi trzaskami i skrzypnięciami plastiku przy skręcaniu kierownicą. Którego dokładnie to nie wiem, ale mam nadzieję, że jest to pozostałość mojego egzemplarza po przygodzie z kimś innym, tzn z innym pojazdem.

Może i to jest spore auto, ale widoczność jest więcej niż dobra, a parkowanie nim, to czysta przyjemność. Manewry miejskie sprawnie wspomaga kamera cofania. Obraz wyświetlany jest na niewielkim ekranie, który obsługuje resztę funkcji multimedialnych – nawigację, radio. Z całą sympatią dla Vito, ale centralnie umieszczony panel, na którym ulokowano wspomniany ekranik, trąci już myszkę – z niecierpliwością czekamy na nowy koncept kokpitu dostawczych mercedesów. Jeśli nie widzieliście zdjęć wnętrza nowego sprintera, nie warto dłużej czekać. [LINK]

Podsumowując

 

 

Vito to bardzo udana konstrukcja, a po chwili zabawy w konfiguratorze, również zewnętrznie potrafi przyciągać uwagę. Jest ekonomiczny, jeździ się naprawdę przyjemnie, a w połączeniu z 4-cyfrowym zasięgiem nie szybko zatrzymamy się na tankowanie. Minus jest jeden, a mianowicie cena – 160 tys. brutto. Na egzemplarz testowy to nie mało, a wyposażeniem jak za te pieniądze nie grzeszył. Za gwiazdę na masce trzeba sowicie płacić, podobnie jak za opcjonalne wyposażenie, ale czy cena nie jest jednak zbyt wysoka?

 

Bartosz Kowalczyk

fot. Dominika Szablak

 

Wygląd: (7 / 10)
Wnętrze: (7 / 10)
Silnik: (8 / 10)
Skrzynia: (7 / 10)
Przyspieszenie: (7 / 10)
Jazda: (7 / 10)
Zawieszenie: (8 / 10)
Komfort: (7 / 10)
Wyposażenie: (6 / 10)
Cena/jakość: (7 / 10)
Ogółem: (71/100)

 

 

Dane techniczne
Silnik: turbo, R4 diesel
Pojemność: 1598cm3
Moc: 114KM przy 3800 obr./min
Maksymalny moment obrotowy: 270Nm przy 1500-2500 obr./min
Skrzynia biegów: manualna, 6 biegowa
Cena: 164 552zł

 

Dyskusja

komentarzy

Bartosz Kowalczyk

Bartosz Kowalczyk

Pasjonat motoryzacji od najmłodszych lat. Lubi pogrzebać przy swoim aucie i naprawiać je samodzielnie. W testach zwraca szczególną uwagę na frajdę z jazdy oraz walory użytkowe samochodu. Z wykształcenia logistyk, traktujący dziennikarstwo motoryzacyjne jako przyjemną zabawę i rozwijanie swojego hopla. Miłośnik podróży starający się czerpać przyjemność z każdego pokonanego kilometra w swoim obecnym aucie – audi A3 Sportback. Największe marzenie motoryzacyjne – odrestaurowanie Youngtimera i podróż po zachodniej Europie.