Mazda MX5 – radość w cenie

Obok niej nie da się przejść obojętnie. Zwraca na siebie uwagę smukłą sylwetką, stylem i ponadczasową elegancją. Mazda MX5, bo o niej mowa, to bez względu na datę produkcji ucieleśnienie marzeń wielu kierowców na całym świecie. Miałem okazję spędzić z tą niesamowitą Japonką – kobietą pełnoletnią, nagryzioną trochę zębem czasu, ale dającą nadal mnóstwo radości – trochę czasu. Kabriolet i kilka godzin swobodnej jazdy po mieście. Czy można chcieć czegoś więcej?

MX5 pierwszej generacji miała swoją premierę podczas targów motoryzacyjnych Chicago Auto Show w 1989 roku. Projekt zakładał wypuszczenie na rynek małego roadstera, o niskiej masie i nieskomplikowanej mechanicznie budowie – trzeba przyznać, że wszystkie założenia zostały spełnione. Szczególnie nieskomplikowana budowa i ponadnormatywna trwałość przyczyniły się do olbrzymiego sukcesu Mazdy. Należy pamiętać, że spora część wyprodukowanych MX piątek jeździ do dzisiaj i choć wiele z nich to zaniedbane studnie bez dna, nadal potrafią cieszyć oko. Nasz egzemplarz pochodzi z 1992 roku i jak na swoje 20 lat dzielnie znosi trudy codziennej, raczej średnio spokojnej eksploatacji.

Styl

Wysuwane światła – wyposażenie obowiązkowe wszystkich roadsterów przełomu lat 80-tych i 90-tych – są bardzo charakterystyczne i nie pozwolą pomylić tego samochodu z żadnym innym. Niskie zawieszenie, ładna, ponadczasowa linia – sylwetka Mazdy zupełnie się nie zestarzała. Wielkie brawa należą się zespołowi projektującemu „Miatę”. Zbudowali tak perfekcyjne stylistyczne auto, że jego face liftingi czy zmiany modelu to bardzo trudne zadanie. Spójrzcie na najnowszy model, który swoim wyglądem bardzo nawiązuje do protoplasty z 1989 roku.

Karoseria

Jak to w Japończykach – z korozją trzeba się zaprzyjaźnić. Testowany egzemplarz był powtórnie malowany i dodatkowo zabezpieczony antykorozyjnie, dlatego „rudej” nie uświadczyliśmy. Podstawową sprawą w przypadku zakupu każdego kabrioletu jest wybór bezwypadkowego egzemplarza. Uchroni nas to przed niepotrzebnymi wydatkami i zapewni bezproblemową eksploatację. Pamiętajmy, że brak sztywnego dachu, to zupełnie inne obciążenia karoserii – jazda powypadkowym kabrioletem może być zatem niebezpieczna. Do tego dochodzi sam dach – w testowym egzemplarzu warto by było zastanowić się nad jego wymianą, bo miejscami po prostu przecieka.

IMG 6795 Mazda MX5 – radość w cenie

Wnętrze

Wygodne i dobrze wyprofilowane fotele dają poczucie bezpieczeństwa i ułatwiają zajęcie pozycji za kierownicą – w testowanym egzemplarzu zmienioną na zbyt małą, sportową, a szkoda. Projekt deski rozdzielczej zdradza wiek auta, ale nie razi. Wygodne pokrętła i kilka niezbędnych przycisków otoczone niezłymi, miękkimi w dotyku materiałami – minimalizm ale w estetycznym wydaniu. Krótki lewarek skrzyni biegów leży pewnie w dłoniach a jego usytuowanie jest bardzo ergonomiczne. Prostota i funkcjonalność zgodna z przeznaczeniem samochodu. Mnie się podoba.

Silnik

W pierwszej generacji MX5 występowały dwa silniki, które w zależności od daty produkcji wypuszczano w dwóch wariantach: 1.6 (moc od 88 do 114 KM) oraz 1.8 (128 i 133). Testowany egzemplarz legitymował się mocą 114 koni mechanicznych generowanych przez wolnossącą jednostkę 1.6 – osiągi w zupełności wystarczające a spalanie niewielkie (w granicach 8 litrów PB 95 na 100 km). Po przekręceniu kluczyka do naszych uszu dochodzi przyjemny dźwięk silnika, który bardzo chętnie wkręca się na obroty i jest dość elastyczny.

Jazda

Powiem szczerze – byłem zaskoczony. Samochód jest twardy, ale jazda nie przypomina telepania się woźnicy na rozklekotanej, zbitej na sztywno furmance. Autko przyjemnie i bezgłośnie pokonuje nierówności a precyzyjny układ kierowniczy pozwala na naprawdę wiele. Trzeba uważać na zakrętach – jeżeli przesadzimy z prędkością, możemy być pewni, że tylne koła wpadną w poślizg. No tak, napęd na tył i brak jakiekolwiek elektroniki. Wytrawny kierowca nie powinien jednak traktować tego jak wady – umiejętność kontrolowanego driftu podniesie ciśnienie krwi każdemu. W tym samochodzie nie można się nudzić!

Podsumowanie

Niebo na głową, ciepłe słońce wpadające do kabiny, szum wiatru i pomruk silnika. Moja przygoda z Mazdą trwała kilka godzin – przez ten czas zwróciłem na siebie uwagę wielu przechodniów. Uśmiechy kobiet, zazdrosne spojrzenia mężczyzn  trzeba się przyzwyczaić. To nic, że nie wygrałem sprintu na każdych światłach – ten samochód pozwala cieszyć się z pierwotnych instynktów motoryzacji, nie rujnując przy tym portfela.

Wystarczy wspomnieć słowa Jeremego Clarksona: „Prawdą jest, że jeśli pragniesz sportowego wozu, MX-5 będzie świetnym wyborem. Nic nie będzie w stanie dać więcej satysfakcji z jazdy na drodze. Nic nie da tyle radości. Jedyny powód dla którego daje temu samochodowi pięć gwiazdek to to, że nie mogę dać mu czternastu”.

Mazdę MX5 kupicie za nieprzyzwoicie małe pieniądze, uśmiech na twarzy kierującego w cenie na lata!

Adam Gieras

zdj. Adam Gieras/Filip Lewandowski

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoją obecnie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą oraz Hyundai i30 1.4, zwany przeze mnie pieszczotliwie Nissanem. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...