Franca na Nokianach #5: wiosna, czyli czas na zLine w słusznym rozmiarze!

Długo zwlekałem z tą decyzją. Franca pojeździła nawet chwilę na letnich oponach, które dostałem z samochodem, ale wreszcie na kołach błyszczą już oślepiające czystością, funkiel nówka opony Nokian zLine w rozmiarze 225/45 R18. 

 

Zima w tym roku trzymała długo. Zresztą nawet w kwietniu na południu mocno sypnęło śniegiem, a i w Warszawie temperatura w nocy jeszcze tydzień przed majówką potrafiła spadać do okolic zera. To oznacza, że ci z was, którzy postanowili nawet do teraz pojeździć jeszcze na zimowym “obuwiu” wcale nie podjęli złej decyzji.

Mnie do zmiany zachęciły pierwsze ciepłe dni kwietnia, bo szkoda było mi już zdzierać zimówki (Nokian WR D4 205/60 R16), na których przejechałem przez nieco ponad trzy miesiące siedem tysięcy bezpiecznych kilometrów.

Jak zimowe Nokiany zniosły zimę? Całkiem nieźle. Tylne opony nie wskazują zużycia, przednie starły się (głównie podczas trasy ośmiuset kilometrów przy +23 stopniach Celsjusza) o jakieś pół milimetra. Najważniejsze, że nie mają tendencji do ząbkowania, ścierają się równomiernie i w zasadzie nie czuć ich na kołach – polecam je nie tylko ze względu na parametry bezpieczeństwa, ale i na cichą pracę. W przyszłym sezonie zamienię przód z tyłem i myślę, że za rok będę mógł napisać, że moje zimówki nadal wyglądają i zachowują się świetnie.

 

 

Wraz z autem dostałem od poprzedniego właściciela drugi komplet felg 18-calowych (Laguna trafiła w moje ręce na dwa dni przed świętami w grudniu zeszłego roku), więc wprost nie mogłem doczekać się, żeby je założyć.

Przekładanie felg jest bardzo łatwe, ale – o czym się przekonałem na własne oczy – nie warto tego tak robić.

Pożyczyłem podnośnik z warsztatu i zamieniłem oba komplety, na felgi zakładając mocno już zużyte, ale zgodnie z przepisami jeszcze spełniające kryteria opony (ok. 4 mm bieżnika) Michelin. O tym, że na tym zestawie nie da się bezpiecznie jeździć dowiedziałem się podczas pierwszej ulewy – samochód zaczął myszkować na każdej kałuży. Dodatkowo podczas jazdy autostradą miałem wrażenie jakby coś lekko tłukło się w zawieszeniu. To się nie mogło skończyć inaczej. Na bezpieczeństwie nie oszczędzamy. Na Lagunę trafiły nowiutkie Nokiany zLine w słusznym rozmiarze 225/45 R18. Żeby je profesjonalnie założyć, tym razem odwiedziłem serwis Rotej w Lipinach pod samą Łodzią.

 

 

Wróćmy jeszcze do opon Michelin. Kupił je poprzedni właściciel w Liechtensteinie, czyli niewielkim, bardzo bogatym kraju, w którym nie powinno się raczej oszczędzać, bo i po co. Dwie opony pochodziły z 2015, a dwie z 2013 roku. Nie miały “nastukanego” jakiegoś kosmicznego przebiegu, ale te, które jeździły na przodzie były mocno wyząbkowane i pościerane po bokach. Facet ewidentnie lubił szaleć po zakrętach. Do tego chyba często ruszał autem na pełnej k… i ostro hamował. W ten sposób doprowadził do tego, że opony stały się kwadratowe – stąd to dziwne postukiwanie. Ale nie to jest najlepsze. Zdaniem wulkanizatora, dwie opony – te starsze – były oryginalne, a dwie to podróbki… Przerażające jest to, że, jak patrzę po samochodach, ludzie jeżdżą na takich zestawach i wcale się tym nie przejmują.

 

 

Tak wygląda opona z przebiegiem około 20 000 km po “nodze” mało myślącego kierowcy, który jeździł za ostro w winklach, na zbyt niskim ciśnieniu… 

Zostawmy to.

Opiszę teraz jak powinien działać warsztat (to słowo jest kluczowe) wulkanizacyjny, bo ja cały czas zbieram szczękę z podłogi po tym, co zobaczyłem i czego dowiedziałem się w serwisie Rotej przynależnym do sieci dystrybutora opon Nokian Vianor.

Czy można się czegoś jeszcze w tym temacie dowiedzieć? Można!

Zacznijmy od tego, że najważniejsze, co odróżnia firmę Rotej (rodzinną w dodatku) od wielu innych zakładów wulkanizacyjnych to fakt, że nie tylko zmieniają tam opony, ale też zajmują się mechaniką samochodową i serwisem klimatyzacji. Ta wiedza mechaniczna pozwala dorobić w mniej tłustych miesiącach, czyli poza sezonem, ale wykorzystanie jej, gdy samochód stoi na podnośniku w trosce o spokój i bezpieczeństwo klienta to naprawdę świetna sprawa.

Po kilku minutach od zdjęcia kół, mechanik był już w połowie dokładnej ekspedycji Laguny pod kątem zużycia: hamulców, zawieszenia, śladów zapocenia na silniku. Werdykt okazał się dla mnie bardzo korzystny, ale ja się pytam, który zakład wulkanizacyjny tak robi? Wszędzie się spieszą, bo niby czas to pieniądz… Co prawda zdaniem mechanika powinienem zainwestować w trochę lepsze klocki hamulcowe przedniej osi, ale mój samochód jest pewny, bezpieczny i co najważniejsze – nie będzie ciął opon. Nie muszę chyba mówić, że zużyte, niesprawne zawieszenia to gwóźdź do trumny naszych “kiszek”?

Sprawa zatem oczywista – przed zmianą opon, sprawdzamy organoleptycznie stan zawieszenia.

 

 

Po zdjęciu starych opon z felg, wulkanizator przystąpił do czterech ciekawych zabiegów.

Po pierwsze, wymienił wentyle we wszystkich felgach – ta czynność powinna być powtarzana przy każdej wymianie opon!

 

Nowy wentyl przy każdej wymianie.

 

Po drugie, oczyścił mechanicznie rant felg w miejscu ich styku z oponą (spotkałem się z tym pierwszy raz). Zabieg, jak się okazało, o tyle ważny, że opona, którą na feldze trzyma tylko ciśnienie, powinna przylegać precyzyjnie do metalowej obręczy praktycznie co do mikrometra.

 

 

Trzecia kwestia, o czym wielu wulkanizatorów zapomina, to porządne nasmarowanie opony przed jej założeniem na felgę specjalnym smarem – z dwóch stron rantu opony (tak, także od wewnętrznej). Dzięki temu zabiegowi opona wskakuje na felgę praktycznie bezboleśnie i nawet łyżka nie jest w stanie jej uszkodzić. To na pewno wydłuży życie gumy.

 

 

Ostatni zabieg jest dość czasochłonny i dlatego pewnie wielu wulkanizatorów pomija go przy zakładaniu opon, ale w Rotej samochody umawiane są co godzinę, a nie co pół, dzięki czemu jest czas na porządną robotę. O czym mowa? O zerwaniu kleju po starych ciężarkach – w przypadku moich felg, takich miejsc do wyczyszczenia było kilka. Po dokładnym zeszlifowaniu starego kleju, koło wyważa się o wiele bardziej precyzyjnie.

 

Resztki gumy z klejem z ciężarków…

 

Felga prawie wyczyszczona.

 

Czas na samą wymianę.

Najpierw nowa opona trafia na felgę, potem pompowana jest do około 5 atmosfer, żeby dobrze przylgnęła do felgi i żeby w przyszłości między styk felgi i opony nie dostawał się bród, następnie cały zestaw myty jest pod ciśnieniem (usłyszałem, że mycie opon z felgami w specjalnych maszynach z proszkiem raczej im nie służy). Kolejny krok to włożenie koła na wyważarkę – w tym przypadku laserową, niezwykle precyzyjną. Podczas wyważania w Rotej, używane są jedynie ciężarki motocyklowe, które o wiele pewniej trzymają się felgi. Sam proces wyważania przebiega niezwykle szybko, ale jeżeli maszyna wykazuje niedoważenie po jednej stronie 80 gramów, a po drugiej 10, to koło nie jest wyważane na takich wartościach. Wulkanizator zdejmuje je, przekłada oponę na feldze o 180 stopni (znowu potrzeba na to około 5-8 minut) i z powrotem wkłada na wyważarkę. Efekt jest taki, że ta sama, niewyważona opona nagle potrzebuje jedynie 30 gramów na stronę. Mniej ciężarków, lepiej dla koła, trzeba się tylko pomęczyć chwilę dłużej… Warto? Głupie pytanie!

 

Wyważarka bardzo dobrej klasy.

 

Ostatni, niezwykle ważny moment to czyszczenie piast i smarowanie ich styku z felgą specjalną pastą. Na przyszłość zdjęcie koła będzie łatwe, a dzięki zeszlifowaniu całej rdzy, mam pewność, że koło idealnie przylega do miejsca styku!

 

Piasta jak nowa.

 

Gotowe. Dokręcanie śrub kluczem dynamometrycznym kończy zabawę. Można ruszać w drogę!

 

Dokręcamy kluczem dynamometrycznym.

 

Jak się jeździ na nowych oponach Nokian zLine? Na razie świetnie. Opony spisują się doskonale zarówno na mokrym jak i suchym asfalcie. Jedyne, na co można narzekać to nieco wyższy niż się spodziewałem hałas, ale nie ma tragedii.

Dokładną charakterystykę jazdy na nowym zestawie opiszę w połowie maja. A może wy używacie takiego zestawu i macie jakieś spostrzeżenia? Piszczcie koniecznie!

Adam Gieras

P.S dziękuję firmie Rotej za profesjonalną wymianę i sporo dodatkowej wiedzy – ponoć człowiek uczy się całe życie. 

P.S 2 jeżeli opony Nokian to w Vianorze, ale o tym chyba nie muszę już przypominać! 

P.S 3 zmiana kół pod blokiem czy w przydomowym garażu, nawet jak mamy dwa komplety felg, bez specjalnych przyrządów – do wyważania kół, wymiany wentyli czy odpowiedniego oczyszczenia piast, felg i śrub – nie ma sensu. Profesjonalny serwis zrobi to na pewno lepiej!

Szerokości!

 

 

 

 

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem…), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę…