Ford: Edge Sport 2.0 TDCI TwinTurbo – przybysz zza Oceanu wylądował

Ostatnie lata na rynku SUV-ów w Europie, a szczególnie w Polsce to istny bum. Nie sposób wyjechać na miasto, nie spotkając pseudo terenowego auta. Każdy producent postawił sobie za punkt honoru posiadanie choć jednego wielozadaniowca w ofercie, a dla Forda, obok modelu Kuga, to już druga propozycja w Europie.

 

Testowany Ford Edge jest drugą generacją modelu, ale pierwszą dostępną w sprzedaży dealerskiej w Europie. Auto zostało sprowadzone na nasz rodzimy rynek, podporządkowane europejskim wymaganiom technicznym i w prawie niezmienionej koncepcji trafiło do klientów. Producent stwierdził bowiem, że Europa dieslem stoi, zatem jeśli chciałeś mieć paliwożernego benzyniaka pod maską, podobnie jak szwagier w Stanach, poproś go o prezent na święta: kontener z nowiutkim Fordem. W Polsce nie będzie dostępnej benzynowej jednostki napędowej, a szkoda, bo pomruk V6 pod maską na pewno byłby przyjemny.

Debiutujący na europejskim rynku Ford Edge ma trudne zadanie do wykonania. Przekonać do siebie polskiego klienta będzie mu niełatwo, lecz z całą stanowczością należy stwierdzić, że warto się nim zainteresować. Jeśli jesteś malkontentem i auto na F, nie jest w stanie spełnić Twoich oczekiwań, to najwyższy czas zgolić wąsy, wziąć oddech pełną piersią i stawić czoła przygodzie z niezwykłym SUV-em rodem z USA.

W moje ręce trafił egzemplarz, który opuścił fabrykę w białym kolorze „White Platinum” w wersji sport, dysponujący najwyższą dostępną mocą 210KM, generowaną przez silnik 2.0 TDCI TwinTurbo i przekazywaną na koła za pomocą automatycznej skrzyni biegów Powershift. Muszę przyznać, że sam do niedawna nie byłem sympatykiem aut rodem z Detroit. Udostępniony na prezentacji egzemplarz Edge’a w sierpniu tego roku  rozpalił moje zmysły, dlatego z niecierpliwością oczekiwałem na możliwość przetestowania auta.

 

ford_edge-19

 

Kiedy taka sposobność pojawiła się na horyzoncie, pogoda już nie rozpieszczała, a jesień stała się już wszechobecna. Po szybkim sprawdzeniu prognozy w kraju okazało się, że południowa Polska jeszcze dobrze rokuje i pragnie przyjąć nas gościnnymi promieniami odchodzącego lata. Świetnie się składa pomyślałem, bo i tak planowałem wyjazd do Krakowa, a spontaniczne odwiedziny jeszcze niezatłoczonego Zakopanego tylko ułatwiły decyzję. Wraz z moją lepszą połową wybraliśmy Podhale.

Szybkie pakowanie auta i okazało się, że na weekend we dwoje ciężko jest wykorzystać całą dostępną przestrzeń ładunkową, jaką oferuje Edge. 507 litrów pozwoliło na wyjątkowo przemyślane upakowanie bagaży, a system otwierania bagażnika nogą dodatkowo ułatwił zadanie. Dzięki czemu podczas opadów w Warszawie, wygoda obsługi przestrzeni ładunkowej była nad wyraz nieoceniona.

Auto zostało zapakowane, a my ruszyliśmy w drogę. Można się spodziewać, że ciężkie auto i relatywnie słaba jednostka napędowa może spowodować dłuższą i męczącą podróż. Nic z tego! Dynamika oczywiście nie jest taka jak w sportowych hatchback’ach, ale jest bardzo obiecująca. Biorąc pod uwagę, że auto waży niespełna 1,9 tony, silnik zapewnia przyzwoite osiągi nie łapiąc zadyszki nawet na górzystych terenach Białego Dunajca czy Kościeliska. Komfort podróży? Nie ma na co narzekać. Auto zostało ponadprzeciętnie wyposażone, lecz luksusu odpowiedniego dla wersji Vignale tutaj nie znajdziemy – ta wersja dostępna będzie w Polsce dopiero na przełomie 2016/2017. Producent oferuje jednak wiele udogodnień, a na szczególną uwagę zasługuje panoramiczny otwierany dach, który świetnie doświetla przestronne wnętrze auta i pozwala odkryć w sobie chociaż kawałek duszy romantyka.

 

ford_edge-4

 

Jeśli już jesteśmy w środku, należy wspomnieć o desce rozdzielczej, którą Ford przyjął bez większych zmian ze swoich flagowych modeli – Mondeo czy S-max. Ale czy to jest wada? Dla mnie nie, choć jak wspomniałem w Fordach dotąd nie gustowałem, ale rozumiem też ojca rodziny, który wybierając nowy samochód powie do żony: „Kochanie kupmy sobie coś nowego, przyjemnego z zewnątrz, większego, samochód, w którego wnętrzu poczujemy się świeżo i nowocześnie”. Wyobraźcie sobie jego minę, gdy oddając kluczyki swojego Mondeo w salonie Forda wsiądzie do nowego Edge’a. Rozumiecie już? „Stare” wnętrze jest na pewno bardzo dobrze rozplanowane i wykonane z dobrej jakości materiałów, a centralnie umieszczony dotykowy ekran stacji multimedialnej wraz z nawigacją bardzo dobrze komponuje się ze stylem auta. Ale kontynuujmy naszą podróż…

Świetne fotele zapewniające bardzo dobre trzymanie boczne oraz, jak przystało na Forda, bardzo precyzyjny układy kierowniczy sprawiają, że owiana złą sławą Zakopianka zdawała się być idyllicznym obrazem rysującym się w głowie kierowcy. Dynamiczne ostre zakręty, strome wzniesienia oraz wreszcie proste, którymi chce się gnać bez końca – ma się wrażenie, że to auto zostało stworzone, aby realizować zachcianki aktywnego kierowcy, aby dawać pewność i wrażenie nietuzinkowości na drodze. Duża bryła samochodu została wzbogacona o przetłoczenia na masce wyraźnie widoczne zza kierownicy auta. Wyglądają trochę jak celowniki statku kosmicznego, a tył auta wraz ze światłami zdaje się potwierdzać tę tezę. Można odnieść wrażenie, że auto wygląda trochę kosmicznie – jak przybyły z innego świata – w końcu tak jest, świat amerykańskiej motoryzacji wydawał się zawsze delikatnie niezrozumiały i odrealniony. Taka analogia możliwa jest tylko w przypadku karoserii auta, gdyż trudno jest odebrać Edge’owi wyjątkowości i dopracowania projektu.

 

ford_edge-1

 

Auto jest naprawdę duże, a zasiadając we wnętrzu wrażenie to ulega zwielokrotnieniu. Manewrowanie i miejskie zapasy z wąskimi uliczkami Krakowa postawiły mnie na przegranej pozycji. Jednokierunkowe ulice, cóż to za problem? Tu jednak zdawał się być, przynajmniej do czasu. Notorycznie zapchane i zastawione uliczki okolic Wawelu przyprawiały o szybsze bicie serca. W obawie o auto postanowiłem skorzystać z dostępnych kamer z przodu naszego testowego auta. Szerokokątna kamera pozwoliła na pewniejsze przeprowadzenia auta a zespół czujników aktywnie dbał o lakier i bezpieczny odstęp od innych aut. Przejechaliśmy bezpiecznie, ale jeśli ktoś zamierza go użytkować w takich miejscach przez większość czasu to radze przemyśleć gabaryty auta.

Najgorszym elementem całej wycieczki w Krakowie była konieczność parkowania. Poszukiwanie miejsca gdzie samochód „złamie” się na miejsce, które musi być odpowiednio długie i odpowiednio szerokie. Pan z obsługi płatnego parkingu, upychający auta stwierdził, że lepiej będzie jak zostanę przy aucie, bo w przypadku większego auta które będzie chciało ominąć mojego przyjaciela podróży mogę wrócić bez zderzaka do domu – chyba miał rację w końcu Edge wystawał około 40cm poza miejsce parkingowe. Tak zostałem żywą tarcza dla Forda oraz pomocnikiem parkingowego, amatorsko kierującego ruchem. Poza gabarytami auta, które mogą zostać uznane za wadę, auto jest świetne. Majestatyczne, przestronne, pakowne, którym jazda zarówno po większych ulicach miejskiej rzeczywistości oraz na trasie pozwoli dostarczyć niemałych emocji.

 

ford_edge-11

 

Jak sprawa się ma w terenie? Całkiem nieźle. Stały napęd 4×4, a wysoko zawieszona bryła auta zachęca do wjazdu w teren. Mieliśmy okazję wjechać w grząskie podmokłe grunty, wysokie łąki czy głębokie nierówności, na których zalegały jesienne liście, gdzie Edge naprawdę zaskakiwał. Mając nieraz na ustach słowa zwątpienia auto przejeżdżało jak gdyby to była dopiero rozgrzewka. Oczywiście nie topiliśmy auta w błocie, nie przejeżdżaliśmy przez rwące górskie potoki, ale z pewnością Ty też tego nie zrobisz. Po wszystkim mimo, że auto było brudne, wysiadając z auta na gustowne przyjęcie w kremowym garniturze nie pobrudzisz sobie stroju wieczorowego. Drzwi Edge’a zapewniają ochronę progu a więc wysiadając nadal pozostaniesz elegancki nie zbierając brudu z karoserii.

Zastanawiasz się czemu nie widziałeś go jeszcze na drodze, skoro jest taki wyjątkowy? Cóż, mimo niedawnego wprowadzenia auta na rynek osobiście nie widziałem żadnego egzemplarza na drodze. Dlaczego? Wszystkiemu winna jest, jak się domyślam, cena. Ponad 200 tys. za testowany egzemplarz to niemało, a wielu użytkowników zapewne wybierze biedne wersje aut w nadwoziu SUV, producentów klasy Premium. Szkoda, naprawdę szkoda, bo to auto jest wybitne…

Bartosz Kowalczyk

fot. Adam Gieras Fotomotografia 

 

 

 

Wygląd: 9 Stars (9 / 10)
Wnętrze: 8 Stars (8 / 10)
Silnik: 8 Stars (8 / 10)
Skrzynia: 8 Stars (8 / 10)
Przyspieszenie: 8 Stars (8 / 10)
Jazda: 8 Stars (8 / 10)
Zawieszenie: 9 Stars (9 / 10)
Komfort: 9 Stars (9 / 10)
Wyposażenie: 9 Stars (9 / 10)
Cena/jakość: 8 Stars (8 / 10)
Ogółem: 8.4 Stars (84/100)

 

 

 

 

 

DANE TECHNICZNE

Silnik: 1997 cm3, Diesel Twin-Turbo
Moc: 210 KM przy 3750  obr./min
Moment obr.: 450 Nm przy 2000  obr./min
Skrzynia biegów: automatyczna Powershift
Napęd: na cztery koła
Śr. zuż. paliwa: 7,1 l/100 km –dystansie 1200km  – (70% trasa, 30% miasto)
0-100 km/h: 9,4 s
V maks: 210km/h
Cena: od 203 500 zł

 

 

Dyskusja

komentarzy

Bartosz Kowalczyk

Bartosz Kowalczyk

Pasjonat motoryzacji od najmłodszych lat. Lubi pogrzebać przy swoim aucie i naprawiać je samodzielnie. W testach zwraca szczególną uwagę na frajdę z jazdy oraz walory użytkowe samochodu. Z wykształcenia logistyk, traktujący dziennikarstwo motoryzacyjne jako przyjemną zabawę i rozwijanie swojego hopla. Miłośnik podróży starający się czerpać przyjemność z każdego pokonanego kilometra w swoim obecnym aucie – audi A3 Sportback. Największe marzenie motoryzacyjne – odrestaurowanie Youngtimera i podróż po zachodniej Europie.