Fiat Croma – na przekór stereotypom

„Nie kupuje się aut na F – Fiatów, Fordów i francuskich” – to krótkie powiedzenie Polacy od lat powtarzają jak mantrę. Fiatów nie trapią już poważne awarie, Fordy przestały rdzewieć, a niejeden francuski samochód przeżyje swojego niemieckiego konkurenta. Czy warto więc kierować się stereotypami?

Moim zdaniem zdecydowanie nie, szczególnie w przypadku współczesnej motoryzacji, ale wielu rodaków uparcie wierzy w powtarzane przez handlarzy „mądrości”. Ratując dobre imię Fiata i wierząc, że tylko krowa nie zmienia poglądów, postanowiłem opisać ciekawy, rzadki i bardzo uniwersalny samochód – Fiata Cromę JTD w wersji Emotion.

Fiat Croma II zadebiutował w 2005 roku. Samochód zastąpił wysłużony już model Marea, choć zasadniczo był następcą nieprodukowanej od 1996 Cromy pierwszej generacji. Nowy model skonstruowano na bazie tej samej płyty, na której oparte są Opel Vectra C i Alfa Romeo 159 – te trzy konstrukcje są tak naprawdę bliźniacze po wieloma względami, i właśnie to stanowi o sile Cromy, która zręcznie drybluje między klasą mini vanów i średniej klasy kombi. Auto jest długie i dość wysokie, co przy średniej szerokości burzy nieco proporcję nadwozia. Moim zdaniem wygląda dzięki temu ciekawie, szczególnie na 17 lub 18 calowych felgach, ale gusta europejskie nie są przyzwyczajone do takich „szaleństw”.

Croma po trzech latach produkcji, w 2008 roku przeszła drobny face lifting, który upodobnił ją do mniejszych modeli – Bravo i Punto. Wygładzenie Cromy na zewnątrz i lepsze materiały wewnątrz miały na celu poprawę wyników sprzedaży tych samochodów na europejskim rynku. Croma nigdy nie zdobyła jednak popularności, no może poza Włochami, gdzie faktycznie sporo tych aut jeździ po ulicach. Powodem małego zainteresowania ze strony klientów był przede wszystkim oryginalny, nie wszystkim przypadający do gustu wygląd samochodu, ale też dość wysoka cena, która kłuła w oczy wszystkich tych, dla których Fiat nie miał prawa kojarzyć się z prestiżem. W 2010 roku zaprzestano więc produkcji Cromy. Dziś, mimo wysokiej ceny początkowej w salonie, wynoszącej w przypadku lepiej wyposażonych egzemplarzy sporo powyżej 100 tys. zł, możemy kupić zadbany egzemplarz za bardzo rozsądne pieniądze, porównywalne do o 2-3 lata starszego Passata.

DSC_0436

Producent przewidział w Cromie 5 silników. Poza mało popularnymi i niepolecanymi przez fachowców silnikami benzynowymi (1,8 140 KM oraz 2,2 147 KM), klienci mieli do wyboru trzy diesle w technologii Multijet: 1,9 120 KM, 1,9 150 KM i 2,4 200 KM.

Opisywany egzemplarz jest wyposażony w środkowy silnik diesla o mocy 150 KM i 320 Nm maksymalnego momentu obrotowego dostępnego przy 2000 obrotów/min. To chyba najlepszy wybór do tego auta – słabszy silnik dostaje zadyszki, a 200 konne 2,4 litra były standardowo wyposażane w automatyczną skrzynię biegów starszej generacji, która znacznie ograniczała osiągi i przyjemność z jazdy.

Silnik w testowanym egzemplarzu pozwala na całkiem szybkie przemieszczanie się. Przyspieszenie wynosi 9,6 sekundy do setki, a samochód przestaje się rozpędzać gdy na liczniku pojawia się 217 km/h. Jednak to nie przyspieszenie a bardzo dobra elastyczność wpływa na komfort podróżowania. Samochód zbiera się momentalnie i bardzo ochoczo przyspiesza nawet na 6 biegu na autostradzie. Jazda z prędkością stałą 190-200 km/h nie stanowi żadnego problemu – auto się nie męczy, a spalanie przy tych prędkościach nie przekracza 10 litrów. W cyklu miejskim da się zejść do 7, ale dla kierowców nie jeżdżących “o kropelce” trzeba przyjąć wartość 8,5-9 litrów na 100 km. Na trasie, przy normalnej jeździe, silnik zadowala się spalaniem na poziomie 5,5 litra na 100 km.

Co do samej jazdy, to pomimo dość wysokiej konstrukcji, auto nie przechyla się nadmiernie na zakrętach. Oczywiście jego rajem są autostrady, a nie wąskie, kręte drużki we włoskich Alpach, ale podróżowanie w żadnych warunkach nie drażni. Na plus warto zaliczyć fenomenalne hamulce i bardzo przyjemną charakterystykę zawieszenia oraz układu kierowniczego. W tym samochodzie możemy wypocząć przy dobrej muzyce (w standardzie radio Blaupunkt MP3), a fotele, choć nie zapewniają należytego podparcia bocznego, nie zmuszają nas do częstych przystanków.

Przechodząc do wnętrza, w oczy od razu rzucają się niezbyt estetyczne drewnopodobne okleiny – standard dla najbogatszej wersji Emotion. Nie wygląda to zbyt ładnie, ale nie hałasuje. W aucie podczas jazdy zresztą nic nie skrzypi ani nie piszczy – na liczniku aktualnie potwierdzone 113 tys. km, ale wiele egzemplarzy zbliża się już do trzy razy wyższego przebiegu. Materiały, z których wykonana jest deska są miłe w dotyku, całość sprawia naprawdę dobre wrażenie, które dodatkowo potęguje bogate wyposażenie. Opisywany egzemplarz ma na pokładzie 9 poduszek powietrznych, abs, esp, asr, hill holder, dwustrefową klimatyzację z wywietrznikami dla pasażerów z tyłu, pełną elektrykę, komputer pokładowy czy wbudowany system Blue&Me (bardzo fajny gadżet). Brakuje skóry, nawigacji i szklanego dachu, których zakup mógł doprowadzić do załamania nerwowego podczas patrzenia w cennik w salonie, ale w obecnej sytuacji warto poszukać tak wyposażonych egzemplarzy. Na uwagę zasługują też, standardowe w tej wersji wyposażenia, rolety w tylnych drzwiach (patrz zdjęcia), które mimo fabrycznych ciemnych szyb umilają podróż w słoneczny dzień pasażerom tylnych siedzeń.

Pisząc ten tekst chciałem, żeby był „pod prąd”, ale tworząc kolejne zdania zrozumiałem, że się nie da. Croma to naprawdę dobre, przemyślane i dające satysfakcję z prowadzenia auto. Warto rozważyć jej zakup, szczególnie, że za nieco ponad 40 tysięcy możemy stać się właścicielem 3-letniego, w pełni wyposażonego egzemplarza jeszcze na gwarancji (pod koniec sprzedaży obejmowała ona okres 4 lat). W dodatku ceny części utrzymują się na akceptowalnym poziomie, a auto nie wymaga częstych interwencji mechaników. To kusząca oferta, bo ten samochód walczy ze stereotypami i moim zdaniem mocno daje im w kość!

Adam Gieras

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...