Test i przygoda: Dacia Duster Blackshadow – do Rumunii i z powrotem!

4 dni, 4 tysiące kilometrów, 1 Dacia Duster 1.5 dCi Blackshadow. Czyli wizyta w fabryce Dacii w Mioveni, trasa Transfogarska, Morze Czarne i masa przygód po drodze.

 

Na tydzień przed odbiorem Dustera dla naszej redakcji napisał do mnie znajomy czy nie wybrałbym się w nim podróż do Rumunii. Długo nie trzeba było mnie namawiać, praktycznie od razu się zgodziłem, chociaż wizja 4 tysięcy kilometrów w 4 dni była dość męcząca. Los chciał, że na ten wyjazd miał właśnie Dustera, tego samego, którego miałem testować tydzień później. Wtedy już wiedziałem jak będzie wyglądać mój test. Miałem już okazję testować praktycznie takiego samego Dustera, dlatego tym razem będzie trochę mniej technicznie. Udało mi się przekonać, jak radzi sobie w tak długiej trasie i dlaczego jest to auto idealne na rumuńskie drogi.

Nasza podróż zaczęła się około północy. Chcieliśmy jak najszybciej przejechać przez Polskę, żeby od rana być już poza granicami kraju. Przejazd na południe odbył się bez większych problemów z rekordowo niskim spalaniem – podczas tankowania przy granicy wyszło nam średnie spalanie w okolicach 5 litrów na 100 kilometrów. Po przygranicznym tankowaniu ustawiliśmy nawigację na cel dnia pierwszego, czyli miejscowość Kluż-Napoka. Przejazd przez Słowację oraz Węgry poszedł nam bardzo sprawnie, auto przy jednostajnej jeździe w okolicach 120 km/h zachowywało się nadal bardzo ekonomicznie, no i dało się rozmawiać we wnętrzu – powyżej tej prędkości daje o sobie znać oszczędzanie na elementach wygłuszających i niestety robi się w aucie zbyt głośno.

 

 

Po wjechaniu do Rumunii „nasza” Dacia Duster przywitała nas brakiem tutejszych map w nawigacji znajdującej się na wyposażeniu auta. Dość nietypowa sprawa, ale podejrzewam, że po prostu wgrane do urządzenia mapy są zależne od rynku, na który trafia dany egzemplarz. Posililiśmy się i ruszyliśmy dalej w drogę, tym razem już dość krętą i pełną urokliwych rumuńskich miejscowości, w których spotkały nas dość nietypowe sytuacje. Jedną z nich była rozbita Dacia Logan… wieziona na widlaku środkiem ulicy. Myślałem, że to największy szok, którego doznam podczas tego wyjazdu – myliłem się.

Duster dość dobrze, jak na tego typu auto, radził sobie w pokonywaniu miejskich krętych dróżek, a jego uterenowiony charakter idealnie nadawał się na dziurowe rumuńskie drogi oraz przejazdy kolejowe, które bywają tam gorsze od łódzkich przejazdów tramwajowych. Pod wieczór, po zaliczeniu paru pomniejszych punktów naszej trasy, dojechaliśmy do Kluż-Napoka, bardzo urokliwego, średniej wielkości miasta. Nasz cel na następny dzień? Bukareszt i dalej w stronę morza. Po drodze Transalpina. Z samego rana wyruszamy i kierujemy się w kierunku Transalpiny, która okazuje się niestety częściowo nieprzejezdna i musimy jechać lekko na około. Podczas górskich przepraw okazuje się, że krótka skrzynia Dacii idealnie sprawdza się w tych warunkach ograniczając ciągłe wachlowanie biegami do niezbędnego minimum.

 

 

Po południu dotarliśmy do Bukaresztu, czyli stolicy Rumunii. Po raz kolejny utwierdziliśmy się w przekonaniu, że to kraj kontrastów. Z jednej strony małe miasteczka, często dość biedne, z drugiej duże miasta, które są dużo dużo bogatsze. A nie widzieliśmy jeszcze wszystkiego. Oczywiście zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie pod parlamentem. W mieście przypomniała o sobie krótka skrzynia biegów i na trochę porzuciliśmy pierwszy bieg, ponieważ wygodniej ruszać z drugiego. Będąc w Bukareszcie nie sposób było ominąć Tiriac Collection, któremu poświęciłem osobny wpis. Na koniec dnia docierliśmy nad morze, do Konstancy, najdalej wysuniętego punktu naszej wyprawy – pora powoli wracać.

Rano zbebraliśmy się w drogę powrotną. Trasa wyznaczyliśmy przez Góry Fogarskie – obowiązkowy punkt wycieczki dla każdego, kto wybiera się do Rumunii. Tam czekała na nas kolejna niespodzianka. Po drodze zahaczyliśmy o fabrykę Dacii w miejscowości Mioveni. To między innymi tam produkowane są Dustery – nasza Dacia dojechała do domu! :)

 

 

Zbliżając się do trasy Transfogarskiej nie minęliśmy żadnych znaków informujących nas o zamknięciu drogi. Byliśmy tym pozytywnie zaskoczeni, ponieważ przygotowywaliśmy się na to, że ze względu na termin będzie ona jeszcze nieprzejezdna z powodu śniegu. Wjechaliśmy więc na górę po krętych drogach. Okazało się, że podróżowanie po tego typu drogach w Dusterze z przodu jest całkiem przyjemne, zaś z tyłu konkretnie buja i przyprawia o lekkie mdłości. Na górze czekała na nas wspomniana niespodzianka – nagle napotykaliśmy śnieg i droga stała się nieprzejezdna, pomimo braku wcześniejszych informacji. Włączyliśmy Google Maps i zawróciliśmy trafiając na… drogę?

 

 

Nie wiem czy można tak to nazwać. Prędzej bezdroże, ale Google usilnie nas tamtędy prowadziło. Przejeżdżaliśmy przez wioski wydawałoby się zabite dechami, ale w niektórych domach, często z pozrywanymi dachami, widać było zasłony w oknach. Przed jednym z nich zobaczyliśmy nawet ludzi. Dość przygnębiający widok, nie sądziłem, że trafimy tam na taką biedę. W 2 godziny przejechaliśmy jakieś 30 kilometrów. Musieliśmy bardzo uważać, bo nie chcieliśmy utknąć pośrodku niczego w obcym kraju. Dacia poradziła sobie jednak z tym wyzwaniem bardzo dobrze, gdyby nie jej “uterenowienie” musielibyśmy zawracać i szukać innej drogi.

Dalej czekała nas już tylko droga powrotna w kierunku Warszawy. Wracając musieliśmy jeszcze zahaczyć o Budapeszt, do którego dotarliśmy około godziny 3 w nocy. Przejeżdżając wzdłuż Dunaju i podziwiając widoki kolejny raz to miasto mnie po prostu rozmarzyło, a nie byłem w nim ładnych parę lat. Utwierdziłem się w przekonaniu, że pora się tam wybrać na jakiś dłuższy weekend i spojrzeć na nie na spokojnie już trochę dojrzalszym okiem.

 

 

Znowu zauroczyłem się w tym aucie, a przy okazji odkryłem w pełni sens Dustera. Jest to auto, które kupić możemy za naprawdę niewielkie pieniądze jak na to co oferuje, a jednocześnie dostajemy produkt uniwersalny, przystosowany do codziennych wymagań. Wiadomo, niesie to za sobą pewne konsekwencje. Nie doświadczymy super wyciszenia czy świetnej jakości plastików, ale nie można tego wymagać od auta, którego cena wyjściowa to niecałe 40 tysięcy złotych. Cała trasa przebiegła bez problemów, mogliśmy przejechać każdą napotkaną drogą, a pomimo braku automatycznej skrzyni biegów nie nadwyrężyliśmy prawej ręki machając biegami. Pomimo 4 tysięcy kilometrów przejechanych w 4 dni zarówno na fotelu kierowcy, pasażera jak i tylnej kanapie nie bolały mnie plecy, więc siedzenia uznaję za wygodne, bo nie ma co ukrywać – był to całkiem spory dystans.

Testowany egzemplarz to Dacia Duster 1.5 dCi w limitowanej serii Blackshadow, którego cena z otrzymanym przez nas wyposażeniem waha się w granicach 78 tysięcy złotych. Głównymi cechami wyróżniającymi tę limitowaną edycję są czarne alufelgi z diamentowym połyskiem; lśniące, czarne lusterka boczne oraz osłona chłodnicy; skórzana kierownica; błyszczący, czarny panel środkowy.

 

Tekst: Arkadiusz Jurczewski

Zdjęcia:  Łukasz Kamiński, Adam Gieras Fotomotografia, Arkadiusz Jurczewski

 

 

 

 

Wygląd: 8 Stars (8 / 10)
Wnętrze: 6 Stars (6 / 10)
Silnik: 7 Stars (7 / 10)
Skrzynia: 7 Stars (7 / 10)
Przyspieszenie: 6 Stars (6 / 10)
Jazda: 7 Stars (7 / 10)
Zawieszenie: 6 Stars (6 / 10)
Komfort: 8 Stars (8 / 10)
Wyposażenie: 4 Stars (4 / 10)
Cena/jakość: 10 Stars (10 / 10)
Ogółem: 6.9 Stars (69/100)

 

 

 

DANE TECHNICZNE:

Silnik: 1.5 dCi, wysokoprężny, 1461 cm3
Moc: 110 KM przy 4000 obr./min
Moment obr.: 200 Nm / obr/min
Skrzynia biegów: manualna, 6-biegowa
Napęd: na cztery koła
Śr. zuż. paliwa: 5,6 l/100 km
0-100 km/h: 12,5 s
V maks: 168 km/h
Cena: od 39 900 zł

 

 

Dyskusja

komentarzy

Arkadiusz Jurczewski

Arkadiusz Jurczewski

W samochodzie spędza znaczną część swojego życia. Lubi przejażdżki bez większego celu, byle jechać. Ma fioła na punkcie jednego z rodzimych zespołów muzycznych, dlatego przemierzanie kraju wzdłuż i wszerz siedząc za kierownicą nie jest mu obce. Na co dzień jeździ Saabem, który jest niewiele młodszy od niego. W wolnych chwilach lubi samemu pogrzebać przy samochodzie, z różnym skutkiem. Najnowszy cel motoryzacyjny? Zakup auta, doprowadzenie do znośnego stanu, poznanie na wylot i wyruszenie na następną edycję Złombola. Zawodowo związany z informatyką.