Bliżej Oxfordu niż Hollywood

Duże SUV-y to ulubione samochody amerykańskich raperów, którzy w swoich teledyskach obsypują się pieniędzmi, otaczają pięknymi kobietami i kąpią w najdroższych trunkach świata. Jednym słowem szpanują ile wlezie.

Można czasem pozazdrościć tych obrazków, rodem raczej z Hollywood niż z Bronxu, ale na pewno nie można powiedzieć jakoby były one wyznacznikiem dobrego smaku. W owych teledyskach przewijają się różne SUV-y. Od Lincolna Navigatora przez Cadillaca Escalade, po bliższe nam – europejczykom – Mercedesy ML czy BMW X5. Porsche Cayenne też stanowiło scenografię dla wijących się w skąpej bieliźnie czarnoskórych seks-bomb. Próżno jednak szukać w towarzystwie raperów, obwieszonych złotem SUV-a pełną gębą – Volkswagena Touarega.

DSC_2138

Pierwsza generacja największego Volkswagena pojawiła się na rynku już 12 lat temu. Wtedy wzbudził on podobne kontrowersje, co największa limuzyna spod znaku “samochodu dla ludu” – Phaeton. Klientom po prostu znaczek nie pasował do ceny. I tyle. Z czasem, w przeciwieństwie jednak do limuzyny, Touareg okazał się hitem sprzedaży i bardzo mocną pozycją na rynku luksusowych pseudoterenówek. Ludzie pokochali jego prostotę, w połączeniu z luksusem oferowanym we wnętrzu. Nie bez znaczenia był też dość spektakularny, acz wyważony wygląd. Kolos imponował z zewnątrz, a jeszcze bardziej wewnątrz. I tak, jak pierwsza generacja sprzed liftingu była całkiem miła dla oka, tak model “poliftowy” był już naprawdę ładnym autem.

W 2010 roku nadszedł czas na zmianę. VW wprowadził więc model drugiej generacji. W mojej opinii, ale nie tylko mojej, Touareg stracił nieco na swojej “mocy w wyglądzie”, ale stał się nieco bardziej wysublimowany i wysmakowany. Spokojne, nieco bardziej obłe kształty, brak zadziorności czy “klocowatości” mogą podobać się jeszcze bardziej, tej jakże mocnej grupie klientów dużych SUV-ów, czyli paniom. Z pewnością samochód stał się jeszcze bardziej niepozorny, nie przyciąga też niepożądanych spojrzeń. Nie wzbudza też emocji negatywnych, jak zazdrość, zawiść, czy skojarzeń typu – “bogacz!”, “gangster!”. To dobrze. Bardzo dobrze!

DSC_2109

Testowany egzemplarz miał kolor biały, w kombinacji z czarno-metalicznym wnętrzem. Zestawienie typowe dla Volkswagenów spod znaku R-line. Fajne, ale osobiście bardziej pasuje mi to do Scirocco, czy Beetla, niż do Touarega. Bardziej trafnym byłoby chyba połączenie czarnego czy kawowego koloru nadwozia i jasnej tapicerki. Tak czy inaczej, wnętrze robi wrażenie. Samochód jest bardzo przestronny, a wszystkie elementy wnętrza wykonano z naprawdę solidnych i jakościowych materiałów.

Na środku konsoli mamy do dyspozycji duży ekran dotykowy, który oczywiście jest centrum dowodzenia praktycznie wszystkim – nawigacją, ustawieniami radia, kamerą cofania, podgrzewaniem foteli i kierownicy, układem i mocą dźwięków. Dodatkowo szklany dach panoramiczny imponuje swoimi walorami. Wnętrze jest bardzo luksusowe i właśnie takie miało być. Przecież to SUV za ponad 300 tysięcy zł. Fotele są bardzo wygodne, a sam samochód stwarza wrażenie idealnego do podróżowania w trasie. Wnętrze jest bardzo przyjazne, nic nie stuka, nie trzeszczy, nie drażni – cisza, spokój i melancholia, ale taka fajna melancholia. Taka, jak po dobrym seksie, a nie taka jak na mocnym kacu. Chyba mnie poniosło… No nic. Przejdźmy do jazdy.

Kierowca ma do dyspozycji kilka trybów pracy zawieszenia, skrzyni biegów i silnika. Jest tryb drogowy, tryb offroadowy, jest też możliwość ustawienia poziomu wysokości prześwitu. Dla każdego coś miłego. Wszystko elektronicznie, magicznymi pokrętłami. Ja, do mojej głównie miejskiej jazdy, używałem nastawień “sportowych” i w miarę niskiego prześwitu. Wszak nie jeździłem po bezdrożach (nie oszukujmy się, Touareg to nie terenówka), a po miejskich arteriach, więc im lepsze wyczucie i balans w zakrętach, tym przyjemniejsza jazda.

DSC_2120

Przyjemności dostarcza również silnik. Dobrze znana jednostka 3.0 TDI to po prostu optymalny wybór do Touarega. Nie znam statystyk ale jestem przekonany, że przynajmniej 75% sprzedaży tego modelu będzie stanowił ów trzylitrowy diesel. 240-sto konna jednostka wysokoprężna jest bardzo elastyczna i doskonale daje sobie radę z ponad dwutonowym Niemcem. Osiągi są zadowalające i wystarczające. Nikt nie będzie przecież tym samochodem startował w rajdach, więc nie trzeba nic więcej. Samochód spala tyle, ile powinien. Nie będę czarował o spalaniu poniżej 10 litrów w mieście, choć pewnie byłoby to do zrobienia, gdyby jeździła spokojna, starsza pani. Przy moim użytkowaniu, komputer wskazał średnie zużycie na poziomie 13-14 litrów na 100 km. Podczas jazdy drażni jedynie system Start-Stop, który regularnie i tradycyjnie już, muszę napiętnować.  Dlaczego? Bo jestem jego wielkim przeciwnikiem. I jakoś nie pasuje mi on do tak wysmakowanego auta.

Tydzień z Touaregiem minął mi bardzo szybko. Przyzwyczaiłem się bardzo i zaprzyjaźniłem z tym samochodem. Niestety musiałem go oddać. Zastanawiam się, czy ten test nie jest przesłodzony… Szukam w pamięci jakiegoś minusa. I… I nic. Niestety nic nie przychodzi mi do głowy, a przecież nie będę wymyślał na siłę. Touareg to po prostu fajne auto i idealna propozycja dla fanów wyższego siedzenia, którzy nie koniecznie chcą być w centrum uwagi, a cenią sobie luksus i wygodę. Coraz dalej mu do Hollywoodzkiego “bling bling”, a coraz bliżej do dobrego smaku rodem znad Tamizy. Niemiecki kolos ma jeszcze jedną, bardzo ważną według mnie cechę, która jest coraz mniej spotykana w dobie uniwersalności samochodów. Chodzi o to, że jest to dokładnie taki samochód, jaki miał być. Nic dodać, nic ująć.

tekst i zdjęcia: Artur Ostaszewski

VW Touareg V6 TDI
Charakter7/10
Fun710
Osiągi7/10
ZZZ (zgodny z założeniem)10/10
Ogółem31/40
Czy bym kupił?TAK

Dyskusja

komentarzy

Artur Ostaszewski

Artur Ostaszewski

Od lat dziennikarz motoryzacyjny, od dziecka pasjonat samochodów. Ma całą kolekcję kultowych, corocznych katalogów "Samochody Świata". Do tej pory kupuje gumy "Turbo" na Allegro. Od 18-go roku życia pisze do różnych tytułów, a od kilku lat pracuje również w TVN Turbo. Prowadził najróżniejsze motoryzacyjne perełki - od Malucha, czy Wartburga z lat 60-tych, po Lambo i SLS-a. Zwolennik tylnego napędu, przeciwnik ekologii w motoryzacji.