4Mobility Car Sharing – wypożycz, pojedź, zostaw, nie przejmuj się niczym

Słyszałeś o idei współdzielenia samochodu? Od razu mówię, że nie chodzi o grupę sąsiadów z bloku użytkujących jedno auto według grafiku, kłócących się przy tym o każdą minutę spędzoną za kierownicą, ale o 4Mobility, czyli wypożyczanie samochodu na minuty wtedy, kiedy tylko chcesz, bez konieczności martwienia się o opony, benzynę czy choćby miejsce do parkowania. 

 

Lubisz posiadać? Jeżeli masz czterdzieści, pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat – na pewno. Ale współcześni trzydziestolatkowie czują coraz mniejszą potrzebę własności, nie mówiąc już o pokoleniu o dekadę młodszym. Młodzi ludzie zamiast mieć, wolą używać. Na zachodzie takie spojrzenie na sprawę trafia także do umysłów starszych osób. W Polsce też prędzej czy później zacznie, dlatego jak grzyby po deszczu wyrastają firmy, które proponują oddać rzecz, jaką niewątpliwie jest samochód (wyłączmy na chwilę nasze ociekające bezołowiową emocje), na dłuższą lub krótszą chwilę w użyczenie.

Nieprzekonany? Ok, wyobraźmy sobie, że…

Mieszkasz w Warszawie i do pracy jeździsz metrem/tramwajem/autobusem/rowerem. Na wakacje latasz samolotem, bo lubisz być szybko na miejscu. Własnego samochodu nie potrzebujesz – pod pracą nie ma miejsc albo są płatne, do tego korki, droga benzyna, serwisy, wymiana opon. W skrócie same zmartwienia, a życie powinno być przyjemne. No ale przychodzi dzień, w którym zamierzasz pojechać do marketu z wyposażeniem wnętrz po nową suszarkę, dwie poduszki i stojak na wino. No i dupa.

Znajomi mają samochód, ale ile razy można prosić ich o pomoc. Jazda autobusem godzinę w jedną stronę, a potem taszczenie tego wszystkiego w rękach też mija się z celem. Zostaje niby taksówka, ale duże centra handlowe znajdują się często już poza granicą pierwszej strefy i dojazd oraz powrót mogą mocno uszczuplić portfel. Ale nie to jest najgorsze – w podróż taksówką wpisana jest też “niezobowiązująca” rozmowa z kierowcą o tym jak to jest ciężko… Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego na taryfiarzy mówi się “cierpiarze”? :)

Idźmy dalej.

 

 

Oddałeś samochód do mechanika, który nie ma aut zastępczych w ofercie. Niby tylko wymiana oleju i filtrów, ale trzy godziny minimum zejdzie. W tym czasie możesz załatwić sporo spraw na mieście, możesz też stać i patrzeć na mechanika, który psu… naprawia twój samochód.

A co powiesz na to, że jesteś z innego miasta i przybyłeś do Warszawy na jednodniową delegację? Kilka miejsc do odwiedzenia, napięty grafik, a do tego trzeba przewieźć teczkę z dokumentami, laptopa i nie zmoknąć, bo np. pada deszcz.

Nadal nieprzekonany?

No to teraz brutalnie. Jedząc hamburgera, kelnerka, na której wdzięki za mocno się patrzyłeś, całkowicie przypadkiem wytrąciła ci kanapkę z ręki, obryzgując sosem całą koszulę i spodnie. Samochodu pod knajpą nie ma. Do “zbiorkomu” też niefajnie wejść w takim stanie.

A zatem?

Wszystkie te problemy rozwiązuje 4Mobility. Wszystkie – naprawdę. A ja miałem okazję to rozwiązanie niedawno przetestować.

Zresztą nie byłem sam. Towarzyszył mi Damian Śmigielski, który nagrał film o działaniu 4Mobility i idei car sharingu – coś dla tych, którzy nie lubią czytać albo… są w pracy.

 

 

Swoją drogą, nie wiem czy wiesz jakie to wszystko jest proste… i mówi to człowiek, który niespecjalnie interesuje się mobile – nie ściągam aplikacji, i staram się telefon traktować nadal jako urządzenie służące głównie do komunikacji ze światem. Oczywiście z takim podejściem nie udałoby mi się wypożyczyć eleganckiego Mini Clubmana. Aplikacja w komórce to podstawa.

Na szczęście 4Mobility przewidziało, że z ich usług może chcieć skorzystać wyjątkowy ignorant technologiczny. Wszystko okazało się intuicyjne, proste, a czas poświęcony na rejestrację, ściągnięcie aplikacji i zarezerwowanie auta to nawet nie były dwa łyki kawy. A w ruch musiał pójść skaner.

 

 

Rejestracji dokonałem na laptopie, bo tak wygodniej – trzeba wypełnić kilka pól, podać maila, numer telefonu oraz przesłać zeskanowane albo sfotografowane (ważne oczywiście) prawo jazdy. Akceptacja trwa chwilkę. Potem należy wprowadzić kartę, z której 4Moblity będzie mogło ściągać należności za każdorazowe wypożyczenie (tu trzeba zrobić przelew na 1 zł celem weryfikacji). Twój plastik musi mieć możliwość płatności w sieci, warto też upewnić się, że transakcje internetowe są odblokowane.

Dalej już wszystko z górki. Ściągasz aplikację, łączysz się za pomocą hasła wygenerowanego w systemie podczas rejestracji i gotowe. Od teraz możesz w każdej chwili, gdy tylko będziesz potrzebował, wejść do aplikacji, sprawdzić gdzie najbliżej ciebie znajduje się samochód 4Mobility i go zarezerwować.

Prawda, że proste? Mówiłem.

Jedynym mankamentem, na który natrafiłem na tym etapie, to duża liczba maili przychodzących od 4Mobility w trakcie rejestracji oraz konieczność wymyślenia aż trzech haseł… Pierwsze hasło w celu utworzenia konta, drugie w celu zarejestrowania karty na koncie, trzecie dla bezpieczeństwa, bo system wymusza zmianę hasła w czasie pierwszego logowania.

No dobra, masz już aplikację, konto, możesz więc zarezerwować samochód. Ilość baz, w których stoją auta zwiększa się z każdym miesiącem. 4Mobility, za co wyrazy uznania, na swoim fanpage’u bardzo szybko reaguje na propozycje lokalizacyjne potencjalnych użytkowników. Obecnie w Warszawie mamy 30 baz. Do końca roku prawdopodobnie ta liczba wzrośnie do 50. Co ważne, samochód 4Mobility można już wynająć przy Dworcu Centralnym i Lotnisku Chopina. Nie muszę chyba mówić jak bardzo korzystnie to wygląda dla podróżujących z walizkami.

 

 

Sama rezerwacja to banał. Wchodzisz do apki, wybierasz miejsce, z którego chciałbyś odjechać, wybierasz auto – 4Mobility oferuje tylko pojazdy Premium, mamy więc do wyboru: Mini One, Mini Clubman, BMW 1, BMW 3 – a zatem dość tłusto, i możesz ruszać w drogę. Ja zaznaczyłem BMW 1, którym bardzo lubię jeździć (test-bmw-118i), ale niestety okazało się, że musiało ono odjechać z bazy na zaplanowany przegląd – o czym poinformował mnie konsultant. Przez telefon poprosiłem więc o zmianę na inne auto – okazało się, że w bazie na Kabatach, 100 metrów od mojego domu, stoi jeszcze Mini Clubman (mini-clubman-cooper-d-badanie-zawartosci-mini-w-mini).

Mini średnio lubię, ale muszę powiedzieć, że trzycylindrowe 1.5 o mocy 136 KM w połączeniu z automatyczną skrzynią biegów zapewne przypadnie do gustu wielu użytkownikom. Samochód prowadzi się lekko, łatwo i przyjemnie, ma miłą, mięsistą, skórzaną kierownicę i wygodne fotele. Do tego spokojnie zmieści czwórkę pasażerów i ich bagaż – a zatem podróż do Gdańska i z powrotem (a z 4Mobility to oczywiście możliwe) nie powinna stanowić problemu dla nikogo.

 

 

No dobra, ale ja się już rozpędziłem i oczywiście piszę o samochodzie. A jak w ogóle to cudo otworzyć? 

Masz telefon z aplikacją, czyli jesteś panem i władcą. Naciskasz otwórz i samochód, jak ten sezam, otwiera się. Wchodzisz, wciskasz nogą pedał hamulca, naciskasz przycisk start i możesz jechać. W schowku znajdziesz dokumenty do auta (skserowane), polisę OC, kluczyk w specjalnej stacji dokującej i kartę paliwową. Po co ci karta? Ano po to, że jak skończy się paliwo, możesz podjechać na stację Orlen i zatankować samochód do pełna, oczywiście na koszt 4Mobility.

 

 

Testowane przeze mnie Mini nie miało nawigacji, ale w dzisiejszych czasach to nie problem. Masz telefon na Androidzie lub IOS, masz więc na pewno nawigację, choćby google maps. Wkładasz więc telefon do specjalnego trzymaka, podpinasz kabel do ładowania, wybierasz punkt docelowy i gotowe.

No ok, ale pewnie jesteś ciekawy, ile to kosztuje? 

Niedrogo, szczególnie jak potrzebujesz samochodu tylko na przejażdżkę z punktu A do punktu B.

 

 

Jeżeli potrzebujesz samochodu na 24 h to tylko teraz za Mini One zapłacisz 159 zł za wypożyczenie, plus 80 groszy za każdy kilometr. Przyjmijmy, że jedziesz do wspomnianego wyżej Gdańska. W dwie strony autostradą to 840 kilometrów. A zatem, za taką podróż zapłacisz 672 zł i wspomniane 159 za wypożyczenie, jeżeli mówimy o dobie. Niby dużo, ale przy czwórce pasażerów to wychodzi około 200 zł na osobę, a jedziesz bezpośrednio do punktu docelowego, nie marzniesz i nie pocisz się na dworcu. Niegłupie.

A pomyśl, że potrzebujesz tego auta tylko po to, żeby przejechać z lotniska do centrum, gdzie je pozostawisz i o nim… zapomnisz. Policzmy to. 0,41 za minutę podróżowania plus 0,80 za kilometr. W dzień zajmie to około 30 minut. 30 x 0,41 + 10 (tyle jest kilometrów) x 0,80 = 12,30 zł + 8 zł, czyli 20,30 zł. Prawda, że korzystnie? A pomyśl, że w nocy przejedziesz tę trasę o 15 minut szybciej, czyli wtedy, kiedy taryfy wożą ludzi za chore pieniądze, ty, jak panicz podjedziesz sobie z bagażami za 14 zł!

 

 

Muszę jeszcze kogoś przekonywać? To co powiesz na to, że za parkowanie 4Mobility w centrum Warszawy nie płacisz, a dodatkowo w ramach strefy Śródmieście możesz samochód zostawić i pójść sobie gdzie chcesz, całkowicie zapominając o kłopocie w postaci OC, opon, przeglądów… Piękna sprawa.

Oczywiście usługa będzie miała najwięcej sensu jak wzrośnie liczba baz i rejonów, w których można zabrać lub zostawić auto – tak, żeby się nie nachodzić. Ale o to jestem spokojny. Dobra idea obroni się bowiem sama.

Czy widzę jakieś wady? Poza wspomnianą za małą wciąż liczbą baz, ale nad tym 4Mobility pracuje, przydałoby się zwolnienie kierowców wspierających car sharing z zakazu podróżowania bus pasami. Nie stoisz w korku, jedziesz taniej niż taksówką – to dopiero byłby hit!

Więcej info znajdziesz na stronie 4mobility.pl. Dowiesz się tam między innymi o tym, co grozi ci, jak rozwalisz ze swojej winy samochód 4Mobility, jak należy o niego dbać (spokojnie, podejście do sprawy 4Mobility nie różni się specjalnie od każdego parku prasowego, który wypożycza nam do testów auta) oraz – a może przede wszystkim – będziesz mógł zarejestrować się, żeby móc wybrać się w pierwszą podróż wypożyczonym autem.

Powodzenia!

 

 

Zdjęcia i tekst: Adam Gieras

Video: Damian Śmigielski 

 

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...